Księżycowy krajobraz nad Klimkówką. To już nie są żarty. Wody jest tak mało, że cofka od strony Uścia Gorlickiego nie istnieje. I to dosłownie. Można wejść ze dwa kilometry w głąb jeziora. Praktycznie suchą stopą. Błota jest tyle, co na otrzepanie butów. Możemy mieć gigantyczny kłopot z brakiem wody. I wcale nie jest to odległa przyszłość.

Zobacz galerię

Nie dalej jak dwa miesiące temu pisaliśmy o niskim stanie wody w zalewie, który jest przecież źródłem wody dla miasta. Wtedy, na początku października, w jeziorze było prawie 13,5 mln metrów sześciennych wody. Teraz jest tam tylko osiem milionów. Za kilka dni może stanąć hydrozespół. Rezerwa powodziowa wynosi 34,42 mln metrów sześciennych.

Każda kropla deszczu jest dzisiaj na wagę złota

W Miejskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej na razie jest spokojnie, co nie znaczy, że nie są rozpatrywane różne warianty. Ale tak naprawdę jedynym ratunkiem na rozwiązanie tej sytuacji jest deszcz. Jeśli nie zacznie padać, może się okazać, że woda w kranie zacznie być na wagę złota. Mówiąc wprost: trzeba będzie w jakiś sposób ją ograniczyć. - Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie - mówi Janusz Ząbek, prezes MPGK. - W przeszłości były już takie sytuacje, wszystko skończyło się dobrze - dodaje.

Brak wody to gigantyczny problem dla wszystkich. Mało kto ma zapasowe studnie głębinowe. - Owszem, mamy takie i w razie konieczności można z nich korzystać, ale ich wydajność jest ograniczona - mówi Marian Świerz, dyrektor gorlickiego szpitala.
Spółdzielnie mieszkaniowe też korzystają z sieci wodociągowej.

- Owszem, mamy na osiedlach studnie, ale nie głębinowe, tylko takie „zwykłe”, miejskie. Na każdej jest informacja, czy woda jest zdatna do picia - mówi Mariola Migdar, prezeska największej w mieście Spółdzielni Mieszkaniowej Małopolska. - Tyle tylko, że podczas suszy, one też są puste. Tak jak teraz - dodaje.

Susze bywały, ale takiej jak teraz dawno już nie notowano

Do zbiornika wpływa stróżka wody. Hydrolodzy oceniają, że to 0,3 metra sześciennego na sekundę. W tym samym czasie ze zbiornika „zrzucane” są dwa metry sześcienne. Tak zwanej cofki jeziora nie ma.

Susza odsłoniła dno. By wypatrzeć Ropę, trzeba wejść naprawdę głęboko. Rzeką jej tam nazwać nie można. Co najwyżej potoczkiem i to dosyć lichym.

- Bywały susze, ale takiej chyba jeszcze nie widziałem - mówi Franciszek Witek, wędkarz. - Na moje oko, to w pionie brakuje jakieś 15-18 metrów wody - ocenia.

Fachowcy z Wód Polskich stan zbiornika oceniają jako niepokojący: tak zwany stan wody górnej kształtuje się na poziomie 381,64 m.n.p.m.

- Jeśli poziom górnej wody w zbiorniku spadnie do 380 m.n.p.m, to znaczy obniży się o 1,64 metra, hydrozespół zostanie odcięty, a odpływ ograniczony do jednego metra sześciennego i będzie się odbywał jedynie poprzez rurociąg wody biologicznej - wyjaśnia dla nas Krzysztof Gwizdak, kierownik Zespołu Komunikacji Społecznej i Edukacji Ekologicznej Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie w Rzeszowie.

Z obliczeń hydrologów wynika, że może się to stać za kilka dni. Jeśli oczywiście nie zacznie padać. Taka sytuacja miała już kilkakrotnie miejsce w dotychczasowej 24-letniej historii zbiornika.

By uzupełnić zapas, potrzeba deszczu. Intensywnych, kilkudniowych opadów.

KONIECZNIE SPRAWDŹ:

FLESZ: Ceny paliw w górę. Diesel droższy od benzyny