Grzegorz Sudoł: Złoto Dawida Tomali? Byłem pełen emocji, zdumienia, szczęścia [ROZMOWA]

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Grzegorz Sudoł to wielokrotny mistrz Polski w chodzie sportowym, brązowy medalista MŚ i srebrny ME, który zdobywał też trofea w drużynowym Pucharze Europy
Grzegorz Sudoł to wielokrotny mistrz Polski w chodzie sportowym, brązowy medalista MŚ i srebrny ME, który zdobywał też trofea w drużynowym Pucharze Europy Krzysztof Kawa
Udostępnij:
Rozmawiamy z Grzegorzem Sudołem, trzykrotnym olimpijczykiem, medalistą mistrzostw świata i Europy w chodzie sportowym, a następnie trenerem kadry i Dawida Tomali, który dwa miesiące temu w Tokio zdobył złoto igrzysk na dystansie 50 km.

Po pandemii wróciła moda na bieganie, w sobotę odbył się Bieg Trzech Kopców, a przed nami – 17 października – 7. Cracovia Półmaraton Królewski. Zacznijmy więc od pana obecnej aktywności, bo jako trener AZS AWF Kraków Masters stał się pan znanym w Krakowie animatorem biegania, prowadząc treningi finansowane przez miasto. Gdzie i kiedy się one odbywają?
To treningi całoroczne, które odbywają się raz w tygodniu. Spotykamy się w niedzielę, z reguły pod Tauron Areną. Ruszamy w niedzielę o godzinie 9, ale warto być 5-10 minut wcześniej. W ostatni weekend miesiąca organizujemy trening wyjazdowy. Biegamy wtedy albo w Lasku Wolskim, albo w Puszczy Niepołomickiej. To zależy od tego, w jakim jesteśmy okresie, do jakiego startu się przygotowujemy. Dobieramy odpowiednie miejsce, w którym wykonujemy jednostkę treningową. Najlepiej obserwować to wydarzenie na Facebooku oraz na stronie zis.krakow.pl, bo tam umieszczamy informacje, że na przykład w tym tygodniu wyjazdowy trening jest na końcu alei Waszyngtona pod kopcem Piłsudskiego i tam się spotykamy.

Kto może przyjść na trening?
Wszyscy chętni. To są treningi nieodpłatne, na biegaczy czeka trzech trenerów, prowadzimy również konsultacje. Mamy takie wydzielone dni, gdy jesteśmy przed zajęciami pół godziny wcześniej, zresztą na każdych zajęciach można pytać, jak trenować, jak się ubrać, jak dobrać buty, jak rozłożyć siły na trasie, jak i czy warto brać żele oraz o wszystkie inne aspekty, które wynikają z udziału w zawodach sportowych. Służymy pomocą jako firma G&G Sport, która organizuje wydarzenia sportowe, mamy jedenastu trenerów i bardzo dobrych zawodników. Wśród nich trenerów są Darek Kaczmarski i Kasia Broniatowska, dwukrotna zwyciężczyni Biegu Trzech Kopców. Uczestnicy zajęć zadają naprawdę bardzo dużo pytań.

Jakiego typu?
Na przykład ktoś mówi: „Biegam trzy razy w tygodniu po godzinie, cały czas tym samym tempem. Zatrzymałem się na pewnej granicy i nie mogę pójść dalej”. No i wtedy podpowiadamy, co zmienić, a w niedzielę robimy wspólny trening. Przy czym nie zapominając, że powinny do tego dochodzić przynajmniej dwa-trzy treningi w ciągu tygodnia. Pokazujemy różne możliwości na naszych treningach, że można robić trening interwałowy, metodą powtórzeń, metodą ciągłą, albo proponujemy jakąś zabawę biegową, podbiegi. Później biegacze korzystają z tej nauki w ciągu tygodnia.

Czy dzieci też mogą uczestniczyć w tych treningach?
Organizujemy też co dwa tygodnie treningi dla dzieci. Można zostawić dziecko pod opieką dobrych trenerów i pójść na swój trening, połączyć dwa w jednym. To jest nowa inicjatywa miasta Krakowa, żeby zachęcać młodych do sportu. By pokazać im, że warto aktywnie spędzać czas, szczególnie po tym okresie, gdy były ograniczone możliwości do uprawiania sportu w szkole i na własną rękę z uwagi na ograniczenia covidowe. To są naprawdę wszechstronne zajęcia. Mamy w ofercie również trening nordic walking.

Jest wielu chętnych na chodzenie z kijkami?
W soboty co drugi tydzień zapisuje się po sto osób, lista dosłownie wypełnia się w ciągu jednego dnia. W tym momencie jest bardzo duża frekwencja. Jeśli ktoś nie ma kijów, to może je otrzymać na trening od organizatora, czyli od Zarządu Infrastruktury Sportowej. Jeśli ktoś się zastanawia, czy jest sens wydawać na to pieniądze i nie ma sprzętu, a może go na to dzisiaj nie stać, może stracił pracę, to na pewno my zapewnimy mu ten sprzęt. Proszę się o to nie martwić. Wystarczą po prostu chęci, by przyjść. To też jest forma aktywności. Zajęcia prowadzi między innymi Jakub Deląg, mistrz świata w nordic walkingu, czyli osoba, o której można powiedzieć, że jest w tej dziedzinie najlepsza na świecie. Padają bardzo cenne wskazówki, to są bardzo fajne ćwiczenia, trenerzy podają dużo informacji na temat tego, jakie kije warto dobrać, jak je należy stawiać i jak należy z nimi chodzić. Po takim treningu wiele osób mówi, że teraz mają inne wyobrażenie o nordic walkingu. Niezależnie od tego miasto zapewniło również treningi na rolkach, choć one się chyba teraz z uwagi na porę roku będą kończyć.

Mówił pan, że frekwencja na zajęciach nordic walking dochodzi do stu osób, czy podobnie jest na treningach biegowych?
Z reguły waha się pomiędzy 30 a 40 osobami, ale są też zajęcia, w których bierze udział nawet 140-150 osób. Wiosną, gdy tradycyjnie jest organizowany Cracovia Maraton, ta liczba sięgała w kulminacyjnym momencie nawet 300 uczestników. Niestety czasem jest tak, że część osób „budzi się”, gdy jest miesiąc do startu i dopiero wtedy zaczynają przygotowania, a wtedy to trzeba już je kończyć. A chodzi o to, by biegać regularnie. Na treningi nie ma złej pogody, chodzi tylko o to, by właściwie dostosować ubiór. Zapewniamy wtedy herbatę i inne napoje, tak ekstra od AZS AWF Kraków Masters i od firmy G&G Sport. Dbamy również o to, żeby każdy mógł bezpiecznie zostawić ubiór i sprzęt. Mamy szatnię udostępnioną przez Tauron Arenę, żeby można się było przebrać.

Zajmuje się pan bieganiem, a przecież odnosił pan wielkie międzynarodowe sukcesy w chodzie sportowym. Czy to już porzucona pasja?
To zostanie ze mną na zawsze. W trakcie igrzysk w Tokio miałem olbrzymią przyjemność komentować olbrzymi sukces Dawida Tomali, zresztą przez chwilę mojego podopiecznego. Chód będzie zawsze w moim sercu, ale zakończyłem etap zawodowego uprawiania sportu. Teraz jestem ambasadorem ruchu. Prowadzę zawodników również w triathlonie, sam też startuję. 31 października wystartuję w Turcji na dystansie połowy Ironmana, to już mój trzeci występ od czterech lat. Jestem związany również z klubem Iron Dragon Team, jak i również z kilkoma innymi biegaczami w Polsce, których prowadzę i im podpowiadam, jak trenować. Przez to, że tak powiem, wkręciłem się trochę w triathlon, kupiłem „czasowy” rower, no i zacząłem startować. Nawet udało mi się w Bydgoszczy podczas startu na dystansie ćwierć Ironmena zdobyć podium w mojej kategorii wiekowej. Dobrze się tym bawię, to bardzo fajne uzupełnienie treningów. Jest pływanie, bieganie i rower, czyli multisportowo i przede wszystkim wszechstronnie. Mam też satysfakcję, że również syn mojej kuzynki, Kacper Gołąbek, został niedawno mistrzem Polski juniorów młodszych, czyli jakieś tam geny i rodzinne tradycje są podtrzymywane. Wcześniej mistrzem Polski został również, ale to jeszcze jak ja startowałem, Krzysiu Nowak, czyli mojej mamy siostry syn. Mamy więc trzy tytuły mistrza Polski w rodzinie. Bardzo się z tego cieszę, staram się pomagać, kibicuję, ufunduję jakieś buty w nagrodę, żeby miał jeszcze większą motywację. Jestem w zarządzie Stali Nowa Dęba, czyli mojego rodzinnego klubu. Dbam o lekką atletykę. Cały czas chód jest mi bliski. Miałem sędziować w Karpaczu mistrzostwa Polski, nawet w tym roku dostałem powołanie z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, lecz nie mogłem pojechać ze względu na to, że mieliśmy w Krakowie śniadanie biegowe.

To kolejna inicjatywa, w którą się pan angażuje?
Tak, zapraszam serdecznie krakowian. W tym tygodniu będą zajęcia w formie śniadania biegowego, czyli z posiłkiem po treningu. Lewiatan jako partner ZIS-u go funduje, a my jako trenerzy klubu Masters Kraków przygotowujemy. Opowiadamy, jak zdrowo zjeść, jak powinno wyglądać śniadanie przed biegiem, żeby to nie były parówki, czy jakieś inne rzeczy, które są ciężkostrawne, że tak naprawdę, jeśli ktoś startuje rano, to biegamy na posiłkach, które były dzień wcześniej, a więc na kolacji i obiedzie. Gdy biegniemy maraton, to mamy do przebiegnięcia ponad 42 km. Ale nie chodzi o to, by się najeść, że tak powiem na zapas, bo to tylko nam utrudni bieganie. Dyskusje na temat żywienia w sporcie to edukacja tych, którzy w tym treningu uczestniczą.

Wspomniał pan o kapitalnym występie Dawida Tomali i jego złotym medalu w chodzie na dystansie 50 km. Był pan w szoku, gdy komentował w telewizji jego występ?
Byłem bardzo zaskoczony, nie powiem. Spotkałem się z Dawidem bodajże dwa miesiące wcześniej w Bielsku-Białej przy okazji akademickich mistrzostw Polski i powiedziałem mu jedno zdanie: „Dawid, nie ma kto wygrać tych igrzysk”. Było prawdopodobieństwo, że pierwsze trzy miejsca zdobędą zawodnicy z Japonii, którzy byli bardzo mocni na listach rankingowych i byli u siebie. W ubiegłym roku pokazali to w Doha, gdzie były bardzo ciężkie warunki, a zdobyli pierwsze, drugie i czwarte miejsce zajęte właśnie przez zawodników z Japonii. Myślałem, że będzie z nimi bardzo ciężko rywalizować, ale powiedziałem, że równie dobrze będzie tak, że oni nie będą dobrze przygotowani. Może presja i inne rzeczy spowodują, że troszkę przeszarżują z treningiem i tak się zresztą stało. No i powiedziałem Dawidowi, że olbrzymią rolę będzie odgrywać energetyka, czyli chłodzenie i nawadnianie, więc żeby o to jak najlepiej zadbał. Świetnie o to zadbał i wymyślił z trenerem, jego mama uszyła mu worek na niezbędne rzeczy, tę historię zna już cała Polska. Niemniej zaskoczył mnie tempem marszu. Po zawodach zadzwonił do mnie z podziękowaniami jako do drugiej osoby, bo tam parę lat temu zaszczepiłem mu te 50 km, gdy zaczęliśmy współpracować.

Namówił go pan wtedy na zmianę konkurencji?
Tak, bo on był młodzieżowym mistrzem Europy na 20 km. W Tokio się fajnie poskładało, bo jak opowiadał, rewelacyjnie się czuł w tych warunkach, więc przyspieszył. Po pierwsze, jak mówi, przestraszył się, patrząc na zegarek, jak szybko idzie, a jeszcze bardziej się przestraszył, gdy oglądnął się za siebie po 29. kilometrze i zobaczył, że za jego plecami nie ma nikogo. Zostało 21 kilometrów do mety i co teraz robić? No więc po prostu szedł swoim tempem. Na dodatek wyłączył mu się zegarek i nie wiedział, w jakim tempie idzie, nie widział pomiaru tętna. Nic go nie blokowało. Dał się ponieść emocjom, złapał taki flow. W maratonie i w chodzie sportowym, czy w ogóle w konkurencjach wytrzymałościowych często na końcu płaci się za to bardzo słoną cenę. No ale Dawid wytrzymał. Trochę to zabrzmiało w mediach śmiesznie, gdy powiedział, że nudził się, więc sobie przyspieszył. To nie do końca tak. Niemniej jednak przyspieszył znacząco, na tyle znacząco, że inni zawodnicy stwierdzili, że po prostu zwariował, że w tym tempie się nie da wytrzymać do końca i odpuścili ten atak. Gdyby to było tylko dwie, trzy, pięć sekund na kilometrze, to nie pozwoliliby mu odejść albo przynajmniej byliby bardzo blisko. Więc on skorzystał z tego, zbudował bardzo dużą przewagę i potem już mógł kontrolować ten wyścig.

Pan wierzył w powodzenie tego ataku?
Byłem pełen emocji, szczęścia, wręcz zdumienia, widząc międzyczasy Dawida. Zresztą komentując to w TVP Sport, podkreślałem wiele razy, że czas 8,20 na pętlę to jest prędkość, z którą Dawid w tym roku nawet 20 km nie chodził, albo bardzo, bardzo rzadko zbliżał się do tej prędkości. Więc tym bardziej byłem ciekaw, czy wytrzyma to tempo. No i miałem trochę obaw, że to można za to ciężko zapłacić, ale skończyło się wspaniale. Myślę, że to największa sensacja igrzysk olimpijskich i teraz Dawid kandyduje do miana Europejskiego Sportowca Roku. Zachęcam do głosowania na stronie Europejskiej Federacji Lekkoatletycznej i oddania głosu na Dawida jako mistrza olimpijskiego. Sam mam tę ogromną satysfakcję, że również chód wrócił na ważne miejsce w polskiej lekkiej atletyce. Po Robercie Korzeniowskim i moich dwóch skromnych medalach znowu wróciliśmy z wielkiej imprezy z najcenniejszym medalem.

Wspomniał pan, że prowadził pan Tomalę przez jakiś czas jako trener. Jak to wyglądało?
To było wtedy, gdy po zakończeniu kariery w 2017 roku zostałem trener reprezentacji. Dawid się zwrócił do mnie z prośbą o trenowanie nie tylko na obozach reprezentacji, ale też na stałe. Zdobyliśmy wówczas złoty medal halowych mistrzostw Polski na 5 km, wygrał chyba też „dwudziestkę”. Nie ukończył 50 km w Dudincach. Trochę jak go wtedy jeszcze nie poznałem, trochę było błędów, które wykonał po drodze, za wcześnie zbyt mocno trenując. Potem ja zrezygnowałem z prowadzenia reprezentacji ze względów przede wszystkim rodzinnych. Chciałem się zająć projektami w Krakowie, żeby ciągle nie wyjeżdżać. Jeśli córka rozpakowuje ci torbę, prosząc, żebyś nigdzie nie jechał i ty stoisz w drzwiach ze łzami w oczach... Podjąłem decyzję, żeby spędzać więcej czasu w domu i być tak naprawdę tatą i wszystkim tym, co się z tym wiąże. Dlatego zakończyłem współpracę z Dawidem, a on wrócił do trenowania ze swoim ojcem i jak widać z bardzo dobrym skutkiem.

Rozmawiał Krzysztof Kawa

14 Bieg Trzech Kopców

Bieg Trzech Kopców w Krakowie. 1600 osób na starcie 14. edyc...

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Materiał oryginalny: Grzegorz Sudoł: Złoto Dawida Tomali? Byłem pełen emocji, zdumienia, szczęścia [ROZMOWA] - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie