Pierwsi zmarli wstali z grobów w Cikowicach pod Bochnią. Następni w Kolbuszowej, Lidzbarku i Kutnie oraz w ośrodkach większych: Krakowie, Szczecinie, Warszawie. Początkowo ospali, grzecznie przebywający w wydzielonej strefie zamkniętej, po kilku tygodniach rozpoczęli gromadny marsz ku miejscom pochówku wybitnych rodaków. Zmarli szli, a żywi wznosili się na kolejne poziomy ekscytacji: bo to przecież nasi, narodowi, wstający „z tej ziemi” chłopcy i dziewczęta. Żadne „zombiaki” tylko „antenaci”. „Czcigodni przodkowie”, którzy nawet po śmierci ronią łzę na widok obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, a wszystkich napotkanych obcokrajowców lub nie dość polskich Polaków, szybkim ugryzieniem zamieniają w swoich.
Że nowa książka Jacka Dehnela jest zabawna, chyba już zdążyli się Państwo zorientować. W jego wydaniu apokalipsa zombie jest jak jazda z górki na rowerze, w którym wysiadły hamulce: coraz szybciej, coraz weselej, coraz bardziej brawurowo. Pisarz manewruje tą morderczą machiną z wdziękiem, rozdając ciosy całemu prawicowemu bestiarium, od polityków, przez księży, po grupy rekonstrukcyjne i formacje religijne. Ciosy to celne, bo przemyślane. Jak czytamy w posłowiu - pomysł napisania książki o zombie, dojrzewał w jego głowie osiem lat, przechodząc drogę od niewinnej humoreski po powieść - komentarz do współczesności. Komentarz, który mówi o czymś co niby dobrze wiemy (że nacjonalizm narasta, podziały się pogłębiają, a media zaczynają robić wszystko oprócz przekazywania informacji), ale robi to w nieoczywisty sposób.
Niesprawiedliwością byłoby jednak sprowadzić „Ale z naszymi umarłymi” do roli fabularyzowanej publicystyki. W książce znajdziemy wszystko to, za co ceni się prozę Dehnela: piękną polszczyznę, motywy zaczerpnięte z historii kultury, elegancką ironię i dbałość o szczegół. Spośród tych ostatnich na szczególną uwagę zasługuje portret krakowskiego Podgórza oraz sceny z życia codziennego działu kultury krakowskiej TVP.
Poloniści w szkole pouczają, że nie istnieje coś takiego jak „strasznie śmieszna” rzecz. Książka Dehnela to żywy (czy może raczej „zmartwychwstały”) dowód na to, że istnieje.
WIDEO: ZAKAZ WSTĘPU
- Była legendą Krakowa. Wspominamy wróżkę Dzidziannę spod Sukiennic
- 10 najszybciej wyludniających się miast w Małopolsce
- Mapa wypadków drogowych ze skutkiem śmiertelnym
- Jak w subtelny sposób wyśmiać Kraków? Oto najlepsze fraszki!
- Nie masz ubezpieczenia? Tyle zapłacisz za pomoc lekarzy
- Nową zakopianką pojedziemy tuż po wakacjach! [NOWE ZDJĘCIA]
