Jak mikrobiolodzy ożywili bakterie z królewskiej krypty na...

    Jak mikrobiolodzy ożywili bakterie z królewskiej krypty na Wawelu

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Wielokrotnie na Wawelu badano i porządkowano groby królów, ale nigdy wcześniej coś takiego się nie wydarzyło… Od wiosny 1974 roku wiele osób z kręgu badaczy otwartego rok wcześniej grobu Kazimierza Jagiellończyka zmarło gwałtowną śmiercią - na zawał serca i wylew krwi. W ciągu dziesięciu lat ofiar "klątwy Jagiellończyka" było piętnaście! Co najdziwniejsze, umierali ludzie zdrowi, w średnim wieku - ci, którzy byli najbliżej zawartości grobowca.
    Grobowiec Kazimierza Jagiellończyka w katedrze wawelskiej. Krypta z trumną leży pod nim

    Grobowiec Kazimierza Jagiellończyka w katedrze wawelskiej. Krypta z trumną leży pod nim ©Adam Wojnar

    Czytaj poprzednie części:

    1. Gdy otwarto grób królewski, zaczęła działać klątwa Jagiellończyka

    2. Tajemnice wawelskiego wzgórza. Jak otwierano grób "Króla Królów"


    Profesor Bolesław Smyk, mikrobiolog z krakowskiej Akademii Rolniczej, badał mikroświaty z wnętrza tego grobu; znalazł tam - i po pięciuset latach ożywił - wiele nieznanych nauce szczepów bakterii i grzybów. Był to pierwszy w świecie przypadek ożywienia mikrobów po tak długim okresie życia w stanie anabiozy. Jeden z nich mógł być przyczyną serii tajemniczych zgonów badaczy.

    ***
    Tak przedstawia ową szczególną sprawę profesor doktor habilitowany Bolesław Smyk. Jego wypowiedź staram się przytoczyć możliwie najwierniej:

    - Idąc w dół, do otwartego grobowca królewskiego, pamiętałem o przestrogach znanych już w starożytności, powtarzanych za Horacym: "Ut vivas, igitur vigila!" - "Jeśli chcesz żyć, uważaj - bądź ostrożny!". Z młodych lat dobrze pamiętam opowieści mojego profesora, Zygmunta Jaworskiego, dawniej wykładowcy na Uniwersytecie Wileńskim, prowadzącego eksploracje przy otwieraniu kurhanów wodzów słowiańskich na rubieżach Polski i Litwy. Do tego wszystkiego dochodził wielki niepokój, stałe obawy profesora Rudolfa Kozłowskiego, który zaprosił mnie do badań w kaplicy Świętokrzyskiej. Osobiście byłem przekonany, że w zasadzie nic nam nie powinno zagrażać, zarówno pod względem sanitarnym (infekcja), jak i fizycznym czy też chemicznym (toksykologicznym). Zachowywaliśmy wszystkie środki ostrożności, jakie stosuje się w badaniach mikrobiologicznych przy tego rodzaju obiektach archeologicznych o dużym znaczeniu historycznym. Gdy jednak wspólnie z magister Anną Ferber, toksykologiem, i doktorem Edwardem Różyckim, mikrobiologiem - a także pewnym fizykiem jądrowym, który jednak serio wierzy w klątwę i prosił o nieujawnianie jego nazwiska - schodziliśmy pobierać badawcze próby z otwartej komory grobowej Kazimierza Jagiellończyka, mimo wcześniejszego przekonania, że przecież nic nam nie grozi (w końcu tyle lat człowiek obcuje już z mikrobami!), podświadomie liczyłem się z pewnymi konsekwencjami… Muszę się teraz przyznać, że po pierwszym ponaddwudziestominutowym pobycie w krypcie grobowej Kazimierza Jagiellończyka odczułem bardzo silny ból głowy, połączony z wyraźnym osłabieniem pracy serca. Mimo woli odnosiłem wrażenie, ze jestem zatruty. Z kolei po kilkunastu godzinach, następnego dnia, nastąpiły u mnie wyraźne zaburzenia równowagi ciała. Idąc czułem, że w każdej chwili mogę upaść na ziemię. Podobnych sensacji nigdy dotychczas nie miałem! Byłem więc bardzo zaniepokojony stanem mego zdrowia. Dołączyła się jeszcze bezsenność - nie mogłem pracować intensywnie jak zwykle. Po przeszło dwóch tygodniach nieznanego mi dotąd cierpienia ciągły ból głowy ustąpił i nareszcie mogłem spać przynajmniej dwie, trzy godziny na dobę. Zaburzenia stanu równowagi dręczyły mnie jednak jeszcze przez blisko pięć lat.

    Jako mikrobiolog musiałem postawić sobie pytanie stosowne do mojej profesji: a może to efekt działania zarodników grzybów toksynotwórczych…?

    ***
    - Liczyłem na wydobycie mikroorganizmów uśpionych w krypcie, a tymczasem - wspomina profesor - mikroby znajdowały się wciąż w stanie skrytobiozy i do życia nie dały się przywrócić mikrobiologowi z drugiej połowy XX wieku. Ale nie chciałem i nie mogłem uznać swej przegranej z drzemiącymi mikrobami. (…) Rozpocząłem więc liczne eksperymenty z aktywacją termiczną, to znaczy zastosowałem "szok termiczny". Używaliśmy pożywek płynnych i stałych - zestalanych za pomocą agar-agaru (czyli substancji stwardniającej pożywki dla mikroorganizmów). Dzięki temu uzyskaliśmy wstępny sukces: nastąpił wzrost pierwszych kolonii bakterii! (...) Udało się wyodrębnić i zidentyfikować bakterie z rodzaju Bacillus, Clostridium, Mycobacterium i inne. Dalej: promieniowce z rodzaju Streptomyces oraz grzyby z rodzaju Alternaria, Chaetomium, Aspergillus, Penicillium, Chrysosporium, Trichoderma, Verticillium i wiele innych nieznanych mi dotąd form. Wspólnie z profesorem Rudolfem Kozłowskim uznaliśmy więc, że te wszystkie mikroorganizmy mogą stanowić zagrożenie jakości i trwałości reliktów, wydobytych z grobu. (…)

    ***
    30 lipca 1973 roku prof. Bolesław Smyk z zespołem podjął mikroskopowe obserwacje wnętrza krypty króla Kazimierza i jej zawartości, jednocześnie pobrał odpowiednie próbki do opisanych badań mikrobiologicznych: mianowicie dwadzieścia cztery z wnętrza krypty, z elementów drewnianych i z trumny króla oraz pięć próbek grobowego powietrza. (...)

    ***
    Światu nie jest znany żaden inny podobny przypadek ożywienia (po tak długim czasie) bakterii związanych ze środowiskiem człowieka. Toteż nasz uczony skromnie powiada, że była to jedynie "kwestia szczęścia".

    - Mimo przeniesienia bakterii na przygotowane z takim trudem pożywki - nic nam z początku nie chciało wyrosnąć. Zastosowaliśmy ów "szok termiczny". I wtedy właśnie schowałem próbki do termostatu, utrzymującego stałą ciepłotę. Wcześniej zawiadomiłem profesora Kozłowskiego z Wawelu, że w grobowcu nie ma bakterii i można przystąpić do konserwacji szczątków. Pewnego dnia otwieram termostat i oczom nie wierzę. Tak jest, nie wierzę: na pokrytych różnymi pożywkami płytkach Petriego wyrosły wspaniale kolonie bakterii i grzybów. Więc zdziwienie. Już prawie trzydzieści lat zajmowałem się mikrobiologią, ale niektórych - tego rodzaju - kolonii bakterii i grzybów nigdy wcześniej nie widziałem. (…)

    ***
    W próbce pobranej z kości kolanowej króla odkryliśmy grzyb-pleśń o nazwie Aspergillus flavus (kropidlak żółty, złocisty); wytwarza on aflatoksyny, groźne substancje chorobotwórcze, powodujące między innymi różne odmiany raka i inne choroby. Badania nad nim trwają. Znaleźliśmy także duże ilości grzyba o nazwie Aspergillus Niger. Ten z kolei nie szkodzi człowiekowi, jest natomiast wrogiem substancji zabytkowej.

    ***
    Już jesienią 1973 r., w poniedziałek 26 listopada, Agence France-Presse nadała taką oto wiadomość z Krakowa:
    NIEZNANE BAKTERIE ODKRYTE W GROBOWCU. Kraków. Eksperci, którzy dokonali otwarcia grobu króla Kazimierza Jagiellończyka, odkryli bakterie pozostające w stanie uśpienia przez blisko pięćset lat.

    ***
    Zbigniew Święch wydał swą bestsellerową książkę w 1988 roku. Do dziś trwają dyskusje lekarzy i badaczy na temat roli kropidlaka w tajemniczych zgonach na Wawelu.


    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo