Kasię spotkała okrutna śmierć. Jej matka od 15 lat wyczekuje...

    Kasię spotkała okrutna śmierć. Jej matka od 15 lat wyczekuje prawdy [WYWIAD]

    Marta Paluch

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Do dziś nie wiadomo, kto zabił i zdjął skórę z 23-letniej krakowianki. W 1999 r. w nurcie Wisły, w Krakowie, znaleziono jej skórę. Matka Kasi po raz pierwszy zdecydowała się opowiedzieć o życiu w cieniu tragedii. - Bardzo chcę wierzyć, że morderca Kasi zostanie wreszcie złapany. Jeśli się nie uda teraz, nie uda się już nigdy - mówi Marcie Paluch Bogusława Zowada, matka ofiary.
    Mądra, spokojna, wyważona. Kasia dożyła tylko 23 lat

    Mądra, spokojna, wyważona. Kasia dożyła tylko 23 lat ©fot. archiwum rodzinne

    Czytaj także: Okrutne zabójstwo sprzed lat. Śledztwo trudniejsze niż łamigłówka


    Przez 15 lat, które minęły od śmierci Pani córki, nie rozmawiała Pani z mediami. Teraz coś się zmieniło?
    Nie wiem. Po prostu zależy mi na tym, by przypomnieć sprawę Kasi. Mam nadzieję, że to pomoże w śledztwie.

    Wierzy Pani, że teraz policjantom uda się znaleźć jej zabójcę?
    Wierzę. Od dwóch lat na nowo podjęto śledztwo, zgromadzono ogromny materiał dowodowy, mnóstwo ludzi jest w to zaangażowanych. Szkoda by było to zaprzepaścić. Tym bardziej że zabójca Kasi nadal jest na wolności. I zagraża ludziom.

    Śledczy opowiadają Pani o swojej bieżącej pracy?
    Od kilku miesięcy nie miałam wglądu do akt. Zapytałam o to, spotkałam się z nowym prokuratorem prowadzącym sprawę. Na razie nie potrafił odpowiedzieć na wiele moich pytań, bo prowadzi ją dopiero od kilku miesięcy. Bałam się, że umorzy sprawę, prosiłam, żeby tego nie robił. Zapewnił mnie, że tak się nie stanie. Powiedział tylko, że potrzebuje trochę czasu. Wcześniej prokuratorzy informowali mnie na bieżąco, co się dzieje w śledztwie, przysyłali informacje pocztą. Nowy prokurator podkreślił, że nadal tak będzie.

    Pojawiła się informacja, że na ciele Kasi znaleziono roślinne szczątki, które pomogą zlokalizować miejsce zabójstwa. Poczuła Pani, że śledczy zbliżają się do wyjaśnienia?
    Prokurator zaznaczył już dwa lata temu, że udowodnienie czegokolwiek w tej sprawie to będzie długa droga. Choć miałam kilka momentów, w których czułam, że ten koniec się zbliża. Za każdym razem jednak okazywało się, że koniec jest daleko.

    Jaka kara byłaby sprawiedliwa dla sprawcy takiej zbrodni?

    Nie wiem. Jest we mnie tyle rozmaitych emocji. Izolacja zabójcy od ludzi jest jedyną możliwą karą. Nie wiem, jaka mogłaby być inna. Trudno powiedzieć, żebym mu życzyła takiej samej śmierci jak mojej córce, prawda? (płacze). Ale żeby chociaż, w ramach naszego wymiaru sprawiedliwości, dostał najwyższą karę. To jest niewyobrażalne, że można coś podobnego zrobić człowiekowi. Nie mieści mi się to w głowie... To straszne, nie do wytrzymania. Wiele spraw się kończy, zamyka, a ta... Trwa i trwa, co chwilę wypływają jakieś nowe informacje. Najgorsze jest to, że nie można jej zakończyć. Trudno mówić o zapomnieniu, bo zawsze będę musiała z tym żyć. Ale chcę, by morderca poniósł karę za to, co zrobił.

    Zasłużył na karę śmierci?
    Nie ma jej w polskim kodeksie, ale... zasłużył. Wydaje mi się, że tak.

    Co Pani teraz czuje?
    Bezsilność - że nie można więcej zrobić, dotrzeć do śladów, udowodnić, przyspieszyć. Przepraszam, ja chyba nie mam siły o tym mówić, mówić o sobie... (przerywa).

    Cofnijmy się w czasie. Kasia umówiła się z Panią 12 listopada 1999 r. do lekarza, na godz. 18. Nie przyszła. Co Pani sobie pomyślała?
    Czułam, że coś złego się stało. Czekałam na nią pod przychodnią na os. Uroczym, bardzo zaniepokojona. Była słowna, zawsze przychodziła na umówione spotkania. Komórek wtedy nie było... Od razu wieczorem poszłam na policję zgłosić zaginięcie. Kazali mi czekać.

    A potem?
    Policja jej szukała, ale niezbyt intensywnie. Wynajęłam detektywa. I miotałam się z jednego miejsca do drugiego, chodziłam, szukałam. Odwiedzałam sekty, inne miejsca. Jedni mówili: rób to, inni: rób tamto. Jedni: zgłoś się tam, inni: zobacz gdzie indziej. A ja czułam, że znikąd nie mam pomocy. Straszny czas. A potem policjant przyniósł mi wezwanie do prokuratora... Było na nim napisane, że będę przesłuchiwana w sprawie z artykułu 148 paragraf 2. Dowiedziałam się, że dotyczy morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Dopiero wtedy to do mnie dotarło. Kiedy zobaczyłam wyniki badań DNA, musiałam uwierzyć, że to ona...

    Wierzyła Pani wtedy, że zabójca zostanie szybko złapany?
    Nie pamiętam, co myślałam na początku. Sparaliżowało mnie to bestialstwo. Gdy się dowiedziałam, co zrobił mojej córce, myślałam że zwariuję z bólu... Kiedy się otrząsnęłam, zaczęłam się z kolei bać, że on może znowu komuś zrobić krzywdę. A potem śledztwo zostało umorzone.

    To było w rok po jej śmierci.

    Strasznie mnie bulwersowało, że ten człowiek będzie bezkarny. Wszyscy w Krakowie się bali. Gdy znajdowano czyjeś ciało, ta sprawa ożywała, i ja znowu miałam nadzieję, że coś w sprawie Kasi wypłynie. Liczyłam, że nakryją mordercę przez przypadek.

    Czytała Pani artykuły prasowe o Kasi, akta?

    Podczas pierwszego śledztwa - nie. Przesłuchiwali mnie i całą rodzinę strasznie długo, ale nie czytałam niczego. Nie mogłam. Zaczęłam dopiero po 10-12 latach.

    Dowiedziała się Pani czegoś nowego?
    W zasadzie wszystko już wiedziałam. Trochę mi się w pamięci odtwarzało. Nie wszystkie szczegóły się zgadzały, ale nie czułam potrzeby, żeby to zmieniać, prostować.

    Co Pani czuła?

    Nie da się tego nazwać. Rozpacz, niedowierzanie, że to się naprawdę stało. Wzrastała we mnie agresja, złość na zabójcę.

    Nienawidziła go Pani?

    Bardzo... Chyba nadal go nienawidzę.

    Był moment, że Pani pomyślała, że on nie żyje, trafił do więzienia? Bo przestał zabijać.
    Nie bardzo w to wierzę. Wiem, że on nadal gdzieś jest, tak czuję.

    To, że śledztwo znów ruszyło formalnie w 2012 r., pomogło Pani przezwyciężyć ból?

    Tak. Nadzieja wróciła, gdy policjanci z Archiwum X zaczęli na nowo zajmować się tą sprawą. Ze wszystkich sił chciałam pomóc, dawało mi to napęd do działania.

    Może Pani opowiedzieć o Kasi? Jaka była?
    Nie wiem, czy potrafię. Nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia, ale po prostu nie mogę (płacze). Tyle jest we mnie żalu, bólu... A jej nie ma.

    Nadal się Pani z tym nie pogodziła?

    Oczywiście, że nie.

    Kasia kilka razy zmieniała kierunki studiów...
    Tak, bez wielkiego wysiłku się na nie dostawała. Była taka mądra, oczytana. W szkole nigdy nie miała problemów z nauką. Była dla mnie intelektualnym partnerem. Potrafiłyśmy długo rozmawiać - o przeczytanej książce, filmie, sztuce teatralnej. Kochała góry, razem tam jeździłyśmy. Była taka spokojna, nieagresywna, przyjazna. Nikomu nic złego nie zrobiła. Mój Boże...

    Miała zwierzęta?

    Kochała je. Chciała psa, ale ja się nie zgodziłam. Miałyśmy papużki-nierozłączki. Nie śpiewały, ale były dość mądre, oswojone. Latały po mieszkaniu, siadały Kasi na głowie, na ramionach.

    Kilka tygodni przed śmiercią Kasia przestała chodzić na uczelnię. Wiedziała Pani o tym?

    Mieszkałyśmy razem, ale nie wiedziałam, że zrezygnowała. Nikogo nowego też mi w tym czasie nie przedstawiała.

    Jaka wtedy była?
    Smutna może nie, ale taka refleksyjna, stonowana. Ona nigdy nie była bardzo otwarta, ekstrawertywna. Zawsze była spokojnym dzieckiem. Mocno przeżyła śmierć ojca. Chorował, a ona na to patrzyła. Zmarł w 1996 r., miał 49 lat. Dwa lata później zaginęła.

    Dużo na Panią spadło.
    Chyba tak.

    Jak Pani sobie radzi?
    Nie jestem w stanie robić tego, co kiedyś, gdy pracowałam jako psycholog dziecięcy. Teraz jestem logopedą, to mój drugi zawód. Praca mi pomaga. Przynajmniej mogę na chwilę zająć czymś myśli.

    Jest Pani psychologiem. To pozwala łatwiej radzić sobie z bólem?

    Nie, to nie ma nic do rzeczy. Wszyscy chyba tak samo przeżywają ból... Wierzę, bardzo chcę wierzyć, że teraz śledczy dotrą do mordercy. Mam wrażenie, że jeśli się teraz nie uda, ta sprawa nie zostanie rozwiązana już nigdy.


    Rozmawiała Marta Paluch


    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    ...

    Danka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 43 / 3

    Też mam nadzieję, że wykryją sprawcę tego bestialskiego czynu. To okropne że taka zwyrodniała bestia chodzi sobie wolno, być może po ulicach Krakowa...Może się spotykamy w tramwaju, autobusie,...rozwiń całość

    Też mam nadzieję, że wykryją sprawcę tego bestialskiego czynu. To okropne że taka zwyrodniała bestia chodzi sobie wolno, być może po ulicach Krakowa...Może się spotykamy w tramwaju, autobusie, zakładzie pracy ? To straszne co zrobił tej dziewczynie i jej rodzinie.
    Nie wiem... będę trzymać kciuki za powodzenie śledczych , modlić się o wykrycie sprawcy.zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Minusy ?

    ... (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 33 / 2

    Ktoś minusuje wpis? Nie zgadza się z opinią, że to straszna zbrodnia i sprawca nie został wykryty, że być może jest wśród nas, a człowiek nie wie jak pomóc w jego wykryciu ?
    Można się nie zgadzać...rozwiń całość

    Ktoś minusuje wpis? Nie zgadza się z opinią, że to straszna zbrodnia i sprawca nie został wykryty, że być może jest wśród nas, a człowiek nie wie jak pomóc w jego wykryciu ?
    Można się nie zgadzać z taką opinią ? Dziwne...zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    maybe

    Andrew (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 26 / 1

    Zmiana prokuratora i składu Archiwum X świadczy o tym, że komuś ważnemu "nadepnięto na odcisk".

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo