Od 2008 roku, gdy tzw. „Redeem Team” sięgnął po złoto w Pekinie, reprezentacja USA nie ma sobie równych w koszykarskim turnieju na igrzyskach olimpijskich. Wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie w Rio de Janeiro. Choć w składzie drużyny trenera Mike’a Krzyzewskiego brakuje m.in. LeBrona Jamesa czy Stephena Curry’ego, to Amerykanie pod względem umiejętności zdecydowanie przewyższają resztę zespołów w stawce, a ich kadra jest wypełniona gwiazdami NBA.
W swoim pierwszym meczu na igrzyskach reprezentacja USA zmierzyła się z odmłodzoną kadrą Chin. O ile w pierwszych minutach spotkania na parkiecie było sporo chaosu, to Amerykanie po chwili zaczęli oddalać się na coraz większy dystans. Od stanu 6-4 w niespełna 6,5 minuty powiększyli swoje prowadzenie do 20 punktów, które z każdą kwartą było coraz wyższe.
Na oczach kompletu publiczności w hali Carioca Stany Zjednoczone ostatecznie wygrały różnicą 57 punktów. Liderem podopiecznych Krzyzewskiego był Kevin Durant. Bohater najgłośniejszego letniego transferu w NBA (z Oklahoma City Thunder przeszedł do Golden State Warriors) zdobył 25 punktów i miał 6 asyst. Drugim najlepszym strzelcem okazał się DeMarcus Cousins (17 punktów), a największe wsparcie z ławki dał Paul George, zdobywając 15 „oczek”. W zespole Chin wyróżnił się znany z występów w NBA Yi Jianlian (m.in. w Milwaukee Bucks i Washington Wizards), który zdobył 25 punktów.
Oprócz USA i Chin w grupie A występują również Australia, Francja, Wenezuela i Serbia. W pierwszym meczu ci pierwsi niespodziewanie pokonali Trójkolorowych 87-66. Koszykarze Stanów Zjednoczonych wrócą do gry w nocy z poniedziałku na wtorek – o północy polskiego czasu zmierzą się z Wenezuelą.