Kraków. Kultowy sklep papierniczy zamknięty. Na Szlaku nie ma już "Ezopa". Tak drobny handel i rzemieślnicy znikają z mapy miasta [ZDJĘCIA]

Marcin Banasik
Marcin Banasik
Sklep papierniczy Ezop przy ul. Szlak.
Sklep papierniczy Ezop przy ul. Szlak. Marcin Banasik
Szkolne zeszyty dla dzieci kupowali tam lokatorzy pobliskich kamienic, znani artyści, a po kartkę ślubną wstąpiła jakiś czas temu żona prezydenta Agata Kornhauser-Duda. Z nowym rokiem sklep papierniczy "Ezop" niestety zakończył działalność, nie odnajdując się na rynku handlu, gdzie konkurować trzeba z tanim asortymentem hipermarketów i sklepami internetowymi. - Etap żalu po zamknięciu sklepu mam już za sobą. Beczałam, ale proszę mnie nie dopytywać, bo znowu będę beczeć – mówi, nie ukrywając wzruszenia, Monika Duber, właścicielka "Ezopa".

Dochodząc ulicą Szlak do Krowoderskiej nie sposób nie zauważyć wyróżniającego się wystroju witryn sklepu papierniczego. W oczy rzuca się różnorodność ozdób, od drabiny, z której skonstruowano półkę na bibeloty, przez szkatułki, ramki na zdjęcia, po kartki okolicznościowe i kolorowe serwetki. Aktualnie, wzrok najbardziej przykuwa jednak kartka na drzwiach, na której można przeczytać m.in.: "Sklep zlikwidowany. Nie będzie otwarty! Napisy Końcowe: Tego sklepu już nie ma, ale przecież jest empik".

- Od dwóch lat nosiłam się z zamiarem zamknięcia sklepu. Pandemia tylko mnie utwierdziła w przekonaniu, że trzeba kończyć przygodę z interesem założonym przez moich rodziców 30 lat temu. Moja mama zmarła w ubiegłym roku, a to ona była inicjatorem powstania sklepu – mówi Monika Duber.

Kupieckie tradycje

Kupiecka historia jej rodziny sięga jednak o wiele dalej. Ezop kontynuował tradycje sklepu Zygmunta Ziembickiego, z przyborami biurowymi i szkolnymi, założonego przed II Wojną Światową. Ziembicki był kupcem, mecenasem sztuki, przyjacielem Jacka Malczewskiego. Lokal miał swoją siedzibę na Placu Mariackim 2. Sklep ten był przedstawicielstwem na Polskę takich znanych firm jak Kodak czy producent piór Pelikan. Firmę zamknięto, gdy przyszła komuna.

- Na początku lat 90. moja mama przypomniała sobie o tradycjach kupieckich swojej rodziny i razem z tatą otworzyli podobny sklep. Do dziś mam kilka przedmiotów z lokalu dziadka m.in. stare urządzenie do mierzenia grubości papieru. Dzisiejsza nazwa sklepu to akronim pierwszych liter imienia i nazwiska mamy Ewy Ziembickiej-Pawełek. Dodatkowo nawiązuje do greckiego bajkopisarza pochodzącego z Frygii - wyjaśnia córka Ziębickich.

Grechuta kupował tu zeszyty dla syna

Przez wiele lat "Ezop" był sklepem chętnie odwiedzanych przez mieszkańców miasta i znane osoby.

- Jak przychodziła końcówka sierpnia, to rodzice z dziećmi przychodzili kupować artykuły szkolne. Marek Grechuta przychodził z synem, naszym klientem był też Piotr Cyrwus czy Alosza Awdiejew. Często odwiedzał nas pisarz Andrzej Pilipiuk z trójką swoich dzieci. Większość szopkarzy krakowskich kupowała u mnie tzw. staniol, czyli folię, którą ozdabia się szopki budowane na coroczny konkurs. Jakiś czas temu odwiedziła nas pierwsza dama, ubrana cała na biało. Przed nią wszedł ochroniarz, sprawdzić kto jest w środku, a potem pani prezydentowa kupiła kartkę na ślub - wspomina klientów właścicielka sklepu.

Rzemieślnik spod Krakowa kultywuje wymierający zawód drykier...

Monika Duber przyznaje, że większość asortymentu, który trafiał do jej sklepu, zanim został sprzedany, był przez nią osobiście testowany.

- To powodowało, że moje doświadczenia były przedmiotem wielu rozmów z klientami. Czasem lokal bardziej przypominał klub dyskusyjny na temat technik zdobienia niż sklep - mówi córka Ziembickich.

Koperta dla księdza

Klienci z żalem zareagowali na zamknięcie sklepu. Część namawiała właścicielkę, żeby dalej prowadziła interes. - Jedna pani stwierdziła nawet, że nie godzi się na zamknięcie sklepu, ponieważ ona co roku kupuje tu kopertę dla księdza, którego przyjmuje po kolędzie – mówi Monika Duber.

Wiele osób zna sklep od momentu założenia, które miało miejsce 30 lat temu.

- Ezop był nie tylko sklepem, ale miejscem wspaniałym, gdzie w miłym towarzystwie można było nauczyć się wielu technik zdobniczych, a zwłaszcza tych związanych z techniką decoupage. Tu spędzałem miłe chwile na pogawędkach o rzeczach różnych. Tu zaopatrywałem się w materiały potrzebne do mojego modelarskiego hobby. Ze sklepem jestem także rodzinnie związany, wiele lat prowadziła go moja ciotka wraz kuzynką. Bardzo mi szkoda, że takie miejsca odchodzą do niebytu - mówi Wojciech Tadeusz Bednarski.

Warsztaty ratowały biznes

Właścicielka "Ezopa" przyznaje, że powolne umieranie sklepu zaczęło się kilka lat temu, kiedy oprócz wykańczających drobny handel hipermarketów, wszędzie wokół zaczęły powstawać małe sklepy sieciowe typu Żabka.

- Spróbowałam ratować interes i wymyśliłam warsztaty, podczas których uczyliśmy zdobienia szkła, drewna, metalu. To dzięki nim w ostatnich latach udawało się nie dokładać do interesu. To jednak też się skończyło, jak miasto postanowiło wprowadzić płatne parkowanie samochodów również w sobotę. Uczestnicy zaczęli rezygnować z warsztatów, bo jak policzyli, ile muszą zapłacić za parkowanie przez kilka godzin w centrum, to okazało się, że ta przyjemność kosztuje zbyt wiele. Do tego pandemia sprawiła, że ludzie bali się spotykać i nie chcieli przychodzić na warsztaty - mówi Monika Duber.

Właścicielka sklepu ma świadomość, że w ostatnich latach zmieniły się zwyczaje zakupowe Polaków.

- Chciałam iść z duchem czasu i otworzyłam sklep internetowy. Wystawianie tak wielu drobnych rzeczy na sprzedaż wymagało poświęcenia temu zbyt wiele czasu. Na przykład miałem kilkaset pojedynczych, papierowych serwetek. Zrobienie każdej zdjęcia i wystawianie jej na sprzedaż za symboliczną kwotę mijało się z celem. To było nie do pogodzenia z równoległym prowadzeniem sklepu stacjonarnego - tłumaczy.

Ostateczna decyzja o zamknięciu przyszła jesienią ubiegłego roku. Wtedy też zorganizowano wyprzedaż asortymentu po atrakcyjnych cenach, wśród którego było mnóstwo zeszytów szkolnych, najwięcej tych do religii. - Dzieci nie piszą już na kartkach, zadania przysyłają nauczycielom mejlowo. Chciałam nawet podarować znajomemu nauczycielowi trochę zeszytów, ale on odmówił. Świat się zmienia - mówi Monika Duber, nie ukrywając żalu w głosie.

Kraków sklepikarzy i rzemieślników odchodzi w zapomnienie

"Ezop" to nie jedyny sklep, który odchodzi w zapomnienie. Coraz więcej lokali, które wpisywały się w krajobraz centrum Krakowa, kończy swój żywot.

Tomasz Daros, przewodniczący Rady Dzielnicy I Stare Miasto od lat śledzi nieubłagany proces wymierania lokali drobnych przedsiębiorców i rzemieślników.

- W miejscach niegdysiejszych warzywniaków dziś są banki, oddziały telefonii komórkowej lub sklepy monopolowe. Drobni przedsiębiorcy nie mogą mierzyć się z konkurencją, która na samą reklamę przeznacza ogromne kwoty, a wysokie czynsze nie robią na dużych firmach wrażenia. Ten proces nie jest do zatrzymania, ponieważ jest to działalność prywatna. Miasto nie może ingerować w to, kto wynajmuje lokale i jaką działalność tam prowadzi. Kilka lat temu Rada Miasta uchwaliła program gospodarczego wspierania przedsiębiorczości w zakresie branż chronionych i zanikających - mówi Tomasz Daros.

Aktualnie Kraków wynajmuje 146 gminnych lokali użytkowych, w których prowadzona jest działalność w zakresie branż chronionych i zanikających, taki jak: krawiectwo, szewstwo, lutnictwo, antykwariaty. To jednak nie zatrzymuje fali zamykania drobnych przedsiębiorstw.

Zmierzch drobnego handlu

O tym, że nadchodzi zmierzch drobnego handlu i małych zakładów w centrum miasta, przekonany jest też Wiesław Jopek - prezes Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej.

- Oprócz hipermarketów i sprzedaży internetowej drobnych sprzedawców dobiła pandemia. Przedsiębiorcy, którzy nie oszczędzali i żyli z dnia na dzień, upadli już na początku lockdownu. Tym, którzy przeżyli okres zamknięcia dzięki oszczędnościom, powoli kończą się pieniądze. Pandemia nie odpuszcza i nic nie wskazuje, że handel wróci do stanu sprzed koronawirusa. Obawiam się, że do wielu decyzji o zamknięciu małych biznesów dojdzie w tym roku - mówi Wiesław Jopek.

Szef KKP wskazuje jeszcze na jeden powód wymierania drobnego handlu i rzemiosła w Krakowie. - Nie ma komu przejmować małych interesów. Dzieci rzemieślników i sklepikarzy nie chcą ciężko pracować w zawodzie, który ma ciekawą tradycje i historię. To za mało, żeby zachęcić młodego człowieka do zajęcia się danym zawodem. Dziś w korporacji zarobi więcej i będzie miał przed sobą ścieżkę kariery. Sentyment do małych sklepików i zakładów to za mało, żeby mogły przetrwać - dodaje Jopek.

Sentymentu do prowadzenia sklepu papierniczego nie wykazał też syn pani Moniki Duber. W lokalu po bajkowym "Ezopie" niedługo otworzy biuro nieruchomości. - Ja, żeby zarobić na życie musiałam miesięcznie sprzedać setki produktów. W branży mojego syna wystarczy sprzedać jedną działkę na miesiąc, żeby móc prowadzić interes i mieć na życie - podsumowuje pani Duber.

Kobieta po zamknięciu sklepu nie zamierza jednak przechodzić na wcześniejsza emeryturę.

- Zarejestrowałam się na pracuj.pl i szukam zajęcia dla siebie. Nie wiem, kto będzie chciał dać prace kobiecie z moim peselem po skończonych studiach polonistycznych, dziennikarskich i z historii sztuki, ale nie ma się co oglądać w przeszłość. Trzeba patrzeć do przodu - mówi Monika Duber.

FLESZ - Mocne wsparcie dla przemysłu rolno-spożywczego

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 14

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Paweł
To pan daros i jego antysamochodyzm na zlecenie branży hotelarskiej jest przyczyną upadku takich biznesów. Cytowanie go w artykule jest co najmniej niesmaczne.
G
Gość
O czym jest ten artykuł, pani zamyka sklep w jego miejsce jej syn otwiera biuro nieruchomości, a że ludzie wola markety takie czasy.
G
Gość
Redaktorzy Krakowskiej dopiero się obudzili w jakiej żyją rzeczywistości, przecież ten budynek ma właściciela prywatnego, ten chce zarabiać na lokalu, w sklepie mało kto kupuje bo ludzie wolą markety albo intenrnet, na wolnym rynku sentyment to za mało.
E
Ehh
7 lutego, 19:04, Konrad:

Niedawno spacerowałem po Grenoble, miasto na południowym wschodzie Francji u podnóża Alp, momentami miałem wrażenie, że jestem w Krakowie ale coś mi nie pasowało, to coś to były ulice pełne różnych sklepów, zakładów rzemiślniczych, warsztatów, galerii, wypożyczalni, punktów usługowych itd. Wszystko prowadzone przez zwykłych ludzi życzliwych i radosnych. I zrobiło mi się smutno, wiecie dlaczego.

To samo zapewne czują mieszkańcy Grenoble po wizycie w ...Sukiennicach,bo tak działają centra turystyczne i główne deptaki .

G
Gość
7 lutego, 14:49, Gość:

Proponuję, żeby zwolennicy "prawdziwego Krakowa" zobowiązali się do przychodzenia do tego sklepu i kupowania tam czegoś przynajmniej raz w tygodniu. W ten sposób sklep zostanie uratowany, a pani Monika będzie mogła kontynuować piękną tradycję.

Znasz problem nagłośniony z szewcem na Limanowskiego?No to powiem,naznosili mu butów do naprawy,żeby przetrwał i nie odebrali ich płacąc.Tak więc pomyśl co sugerujesz.

G
Gość
7 lutego, 15:44, Ehh:

To teraz pewnie i kościół padnie,bo brak koperty przełoży sie na brak środków w kopercie .Łańcuch zostaje przerwany...:(Kiedyś byl wysyp wypożyczalni kaset wideo.Dzis juz żadnej nie ma ,no niby naturalna kolej rzeczy ,ze świat sie zmienia ale ostatnio jakby co raz ciezej o długoterminową działalność. Nawet tak kiedyś potrzebne kioski znikają jeden za drugim.Papiernicze w dobie cyfryzacji tez najwyrazniej nie dały rady a Pani od koperty niech uderzy na Pocztę, to spółka państwowa i zaden wolny rynek im nie straszny,moze dlatego, że wciąż mają KOPERTY w ofercie a rozmiar dopasowany do potrzeb i możliwości .

Bez komentarza.

G
Gość
7 lutego, 19:04, Konrad:

Niedawno spacerowałem po Grenoble, miasto na południowym wschodzie Francji u podnóża Alp, momentami miałem wrażenie, że jestem w Krakowie ale coś mi nie pasowało, to coś to były ulice pełne różnych sklepów, zakładów rzemiślniczych, warsztatów, galerii, wypożyczalni, punktów usługowych itd. Wszystko prowadzone przez zwykłych ludzi życzliwych i radosnych. I zrobiło mi się smutno, wiecie dlaczego.

My wiemy gdzie jest Grenoble.

R
Redachtor GK
Hurra!!! Kolejny slams zlikwidowany dzięki naszym kochanym Łukaszom a nasz wspaniały przywódca Jacek z Sosnowca zbuduje w miejsce tej rudery wspaniały hotel!

Ave Jacek! Morituri mercatores te salutant!
K
Konrad
Niedawno spacerowałem po Grenoble, miasto na południowym wschodzie Francji u podnóża Alp, momentami miałem wrażenie, że jestem w Krakowie ale coś mi nie pasowało, to coś to były ulice pełne różnych sklepów, zakładów rzemiślniczych, warsztatów, galerii, wypożyczalni, punktów usługowych itd. Wszystko prowadzone przez zwykłych ludzi życzliwych i radosnych. I zrobiło mi się smutno, wiecie dlaczego.
j
jak_zwykle_bez_hejtu
Ludzie kupuja tylko tam gdzie da sie dojechac samochodem, a ze do centrum sie nie da to wszystko poza pubami, kebabami, hostelami i burdelami pada. Podziekujcie tym co wymyslili, ze Krakow bedzie bez samochodow i zielonym aktywistom !
A
Agnieszka Agnieszka
Miasto powinno zadbac o jego prawdziwa atmosfere.Te male sklepiki to byly jak sklepik z niespodzianka.Zamiast tego polskiego bezladu powinno inwestowac sie polskich przedsiebiorcow.To zagraniczne firmy powinny plcic i to duzo a polscy przedsiebiorcy mniej ,bo to polacy sa u siebie a nie jakies zagraniczne ....
E
Ehh
To teraz pewnie i kościół padnie,bo brak koperty przełoży sie na brak środków w kopercie .Łańcuch zostaje przerwany...:(Kiedyś byl wysyp wypożyczalni kaset wideo.Dzis juz żadnej nie ma ,no niby naturalna kolej rzeczy ,ze świat sie zmienia ale ostatnio jakby co raz ciezej o długoterminową działalność. Nawet tak kiedyś potrzebne kioski znikają jeden za drugim.Papiernicze w dobie cyfryzacji tez najwyrazniej nie dały rady a Pani od koperty niech uderzy na Pocztę, to spółka państwowa i zaden wolny rynek im nie straszny,moze dlatego, że wciąż mają KOPERTY w ofercie a rozmiar dopasowany do potrzeb i możliwości .
G
Gość
Proponuję, żeby zwolennicy "prawdziwego Krakowa" zobowiązali się do przychodzenia do tego sklepu i kupowania tam czegoś przynajmniej raz w tygodniu. W ten sposób sklep zostanie uratowany, a pani Monika będzie mogła kontynuować piękną tradycję.
d
de Veloper
Należy także wyburzyć ten budynek i postawić tam gustowny biurowiec. Albo chociaż hotel.
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie