Kraków - miasto marnowanych szans

Barbara Sobańska
architekt Wojciech Miętka
architekt Wojciech Miętka Wojtek Matusik
Udostępnij:
Kraków do swojej pięknej historii musi dodać budynki i zespoły urbanistyczne pokazujące, że ma zdolne środowisko architektów. O blaskach i cieniach tego zawodu wczoraj i dziś z prof. Witoldem Cęckiewiczem i arch. Wojciechem Miętką rozmawia Barbara Sobańska

Panie Profesorze, jak ocenia Pan czas dla architektów - kiedy było łatwiej zaistnieć w tym zawodzie? Wczoraj czy dziś?

Prof. Witold Cęckiewicz: Zdecydowanie łatwiej było się wybić za moich czasów. Architektów było mniej, a ci najzdolniejsi mieli niewspółmiernie szybszą i łatwiejszą ścieżkę awansu. Gdybym zaczynał dziś, moja kariera mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Może wyjechałbym za granicę, bo w Polsce trudno się dziś młodym przebić.

Nawet tym najzdolniejszym? Dlaczego?

Cęckiewicz: Najlepszy sposób wyłaniania talentów to ogólnodostępne konkursy architektoniczne. Tymczasem w Polsce zamyka się młodym ludziom drogę do udziału w konkursach, czyli w gruncie rzeczy do spodziewanych przez nich osiągnięć własnych. Wymaga się od nich stażu pracy i uprawnień, podczas gdy w niektórych krajach Europy Zachodniej - podobnie jak było za moich czasów - wystarcza dyplom. Startowałem w 44 konkursach. W 42 uzyskałem nagrody lub wyróżnienia, pierwsze jeszcze jako student. A pięć lat po dyplomie zostałem głównym architektem miasta Krakowa- mając już 3 nagrody w konkursach i 4 zrealizowane poważne obiekty.

Wojciech Miętka: Dziś wielu moich kolegów architektów startuje w konkursach bezimiennie. Przygotowuje projekt na konkurs i zgłasza go w imieniu biura, które spełnia wszystkie restrykcyjne wymogi formalne.

Cęckiewicz: Nie posuniemy się naprzód, jeśli poza konkursami ograniczonymi przez nadmiar wymogów formalnych, organizowanymi wówczas, gdy chce się zapewnić w określonym terminie odpowiedni poziom, nie będziemy ogłaszać konkursów ideowych, koncepcyjnych. Takich, które nie są przewidziane do szybkiej realizacji, ale pozwalają się wyrazić wszystkim zdolnym, którzy mają dyplom, bez żadnych ograniczeń. Tak dalibyśmy szansę wybicia się najmłodszym, którzy już błyszczą podczas studiów, a potem znikają.

Ale biuro Pana Wojtka, przeczy temu. Pracują tam sami młodzi ludzie, a startują w konkursach.

Miętka: Mieliśmy szczęście. Na starcie dostaliśmy na tyle zleceń , że teraz możemy brać udział w konkursach, bo spełniamy wymogi formalne. Wystartowaliśmy w Zawierciu. Temat nas wciągnął - trzeba było odbudować przedwojenne, w części zburzone osiedle, we współczesnym duchu. Wygraliśmy, ale żeby zrobić projekt budowlany, niezbędny do realizacji kompleksu, musieliśmy dołożyć z własnej kieszeni. Zaryzykowaliśmy, ale tak nie da się pracować. Czasami już na samym wstępie warto się wycofać ze startu w konkursie, bo w razie wygranej realizacja projektu może być kompletnie nieopłacalna.

Cęckiewicz: Gminy dają pieniądze na konkursy i oczekują konkretnych efektów. Te zaś zapewnią tylko ci, którzy ręczą za realizację swojego projektu. To kolejna bariera i półprawda. Młodzi mają dziś bardzo trudny start i nie są konkurentem dla dużych pracowni.

Miętka: Konkursów jest  za mało. Za dużo mamy przetargów, w których zbyt silnie dominuje kryterium ceny, a nie jakości rozwiązań.

Pewnie dlatego Kraków pełen jest budynków banalnych i nijakich...

Cęckiewicz: W Krakowie mamy wiele świetnych obiektów, ale niestety są trudno zauważalne, bo toną w nijakim otoczeniu. Jeden obiekt, nawet najlepszy, nie zmieni oblicza miasta. Stąd Kraków zawsze będzie się szczycił Wawelem, Rynkiem, Sukiennicami, pięknymi zabytkami i Nową Hutą. Nie umiemy powiązać wysiłków wielu architektów w jeden układ, który stworzy nową twarz znaczącej części miasta. Potrafiła to zrobić Walencja - nie chwali się już tylko tym czym była, podkreśla to, czym jest obecnie: wspaniałymi obiektami autorswa światowej sławy architektów, m.in. Santiago Calatravy. Kraków czeka na taki ruch. Do swojej pięknej historii musi dodać budynki i zespoły urbanistyczne pokazujące, że ma zdolne środowisko architektoniczne.

Miętka: Gdy zresztą powstaje jakiś ładny obiekt, to często w złym miejscu, jak choćby Muzeum Sztuki Współczesnej w dawnej fabryce Schindlera na Zabłociu. Włosi, którzy wygrali konkurs, zrobili bardzo delikatny, zachowawczy projekt, żeby nie niszczyć starej fabryki. Ich projekt był bardzo dobrą odpowiedzią na zadanie konkursowe. Sami zresztą startowaliśmy w tym konkursie, uzyskując wyróżnienie równorzędne. Tymczasem Muzeum Sztuki Współczesnej powinno być z zasady czymś, co aż krzyczy. W Krakowie wszystko jest na odwrót.

Cęckiewicz: Punktem wyjścia do realizacji dobrej architektury powinna być doskonała lokalizacja. Fatalną pomyłką była opera. Kraków czekał na nią kilkadziesiąt lat, oferując wcześniej kilka bardzo dobrych miejsc. Niestety, w tej lokalizacji nie mógł powstać gmach, którym miasto mogłoby się szczycić. Podobnie jest z Mangghą, świetną architekturą w miejscu trudno dostępnym, które nie daje już możliwości swobodnego rozwoju. Centrum Kongresowe będzie ciekawym budynkiem, ale niemalże przylegającym do chodnika uciążliwego i głośnego węzła komunikacyjnego. Brak rozmachu ciągle pokutuje w Krakowie i jest najsłabszą stroną poczynań inwestycyjnych.

Miętka: Kraków jest miastem zmarnowanych szans. Wszystkie nowe duże założenia, jak choćby osiedle Ruczaj, zostały stracone dla miasta. I jest to proces nieodwracalny. Na Ruczaju mogła powstać piękna dzielnica, a mamy sypialnię Krakowa, kompletnie pozbawioną zamysłu urbanistycznego. Zresztą w całym Krakowie oprócz Starego Miasta i Nowej Huty, nic nie jest zaplanowane urbanistycznie. Szybko się to nie zmieni, bo brakuje planów miejscowych i studium.

Cęckiewicz: Dlatego przegraliśmy w Krakowie również bitwę o Monte Cassino. Ta ulica była wielką szansą dla miasta, a jest ciągiem obiektów, w którym jeden osłabia wartość drugiego. Podobny proces traconych szans ujawniają nowe, przypadkowe obiekty przy ulicy Konopnickiej i Kapelance. W naszym mieście w ostatnich kilkunastu latach nawet nie rozpoczęto większych założeń urbanistycznych. Efektem jest widoczny powszechnie chaos. A przecież architekturę tworzy nie tylko obiekt, ale też otaczająca go przestrzeń. To ona podkreśla wartość architektury albo ją przekreśla. W Krakowie uznaje się, że jeśli obiekt mieści się na działce - lokalizacja jest dobra. Przegraliśmy również wielką szansę jaką były unikalne tereny pokolejowe w samym centrum miasta, lokując tam w jednym gmachu wyłącznie funkcje handlowe, a zapominając o podstawowym przeznaczeniu dla tego miejsca. I ciągle nie wykorzystane są szanse, jakie dają nadbrzeża Wisły.

O chaosie w zabudowie decyduje nie tylko brak planów, ale i prawo własności. Czyli powód, dla którego wszystkie plany uchylono.

Cęckiewicz: Nad prawem własności indywidualnej jest prawo społeczne, godzące prawa wszystkich, wyrażone zatwierdzonym planem. W planach urbanistyczncyh rozwoju każdego miasta na Zachodzie obowiązują właśnie dwie zasady, które u nas niestety nie są honorowane, tj. linia i wysokość zabudowy. I oczywiście przeznaczenie terenu. U nas istnieje tzw. prawo dobrego sąsiedztwa, które jest nadużywane przez złą interpretację powodującą zaprzeczenie ładu przestrzennego.

Miętka: Właśnie, tylko patrzeć jak prawo dobrego sąsiedztwa sprowadzi się do tego, że pierwszy budynek będzie brany pod uwagę na Podhalu, a ostatni na Pomorzu.

Cęckiewicz: Prawo to jest naciągane w haniebny sposób. Inwestor i deweloper walczą o swoje, a przegrywa miasto i ludzie. Architekt znajduje się w kleszczach między inwestorem a swoimi chęciami.

Czyli inwestor stawia warunki, a architekt grzecznie się zgadza, bo inaczej zamienią go na innego?

Cęckiewicz: Architekt, by móc zrealizować swoją koncepcję, musi mieć pewien autorytet, który może zdobyć na przykład poprzez osiągnięcia realizacyjne lub wygrywając konkursy. Poza tym musi być twardy. Dziś sprzyjający deweloperom system zatwierdzania projektów łamie w sposób widoczny charaktery projektantów.

Miętka: Na szczęście kończą się już czasy, gdy priorytetem był maksymalny zysk inwestora, czyli zbudowanie jak najwięcej mieszkań na jak najmniejszej działce. Ludzie nie chcą już mieszkać w takich miejscach. Jesteśmy coraz bogatsi, łatwiej zdobyć kredyt na mieszkanie, więc rosną oczekiwania. Ostatnio uczestniczyłem w rozmowie z inwestorami, którzy są tego w pełni świadomi i planują budowę dużej dzielnicy ale widać, że decyzja czy pójść w jakość przestrzeni czy w ilość mieszkań nie jest łatwa. W Warszawie jest kilka dobrych przykładów realizacji i znam kilka dużych projektów nowych przestrzeni mieszkaniowych które pokazują zupełnie nową jakość w polskich warunkach.

To przykład z Warszawy. W Krakowie ich brakuje?

Miętka: Powstało osiedle "Parkowe Wzgórze", ale to raczej pojedynczy ruch, bo nie ma inwestorów, którzy wykupią 20 hektarów i stworzą luksusowe osiedle. Wielu inwestorów przerażają problemy administracyjne, których w Krakowie jest znacznie więcej niż w innych miastach. Dlatego boją się tu inwestować. Na decyzję lokalizacyjną dla biurowca w centrum Krakowa, którą nasz inwestor powinien dostać w trzy miesiące, czekamy już ponad 1,5 roku i wciąż pojawiają się kolejne problemy. Kraków jest miastem wiecznym i wszystko tu trwa wiecznie.

A więc kolejna kłoda dla architektów. Jeśli nawet zdołają się wybić, to mogą zniechęcić się do budowy w Krakowie: brak planów i koncepcji urbanistycznej, kiepskie lokalizacje dla ciekawych obiektów, naciski inwestorów i ciągnące się w nieskończoność decyzje urzędnicze.

Miętka: Tak było z Tishmanem, który chciał budować Nowe Miasto - dzielnicę na kilkunastu hektarach w samym centrum Krakowa. Firma po wielu latach oczekiwania na decyzję, zrezygnowała. Wszyscy wiemy, co tam powstało. Żadne polskie miasto nie miało takiej szansy. Kraków miał. I zmarnował.

Cęckiewicz: Kolejny problem to powoli, poza sezonem turystycznym, wymierające krakowskie ulice w samym sercu miasta. Niemal wszystkie atrakcyjne narożniki w Śródmieściu wypełniają banki. Wieczorami i w weekendy nie ma tam żywej duszy. Tak, jak w londyńskim City. Fakt, że pieniądz jest dziś najsilniejszym orężem, jednak mądrość władz powinna się wyrażać w wyznaczaniu barier, które są nie do przebycia nawet dla potężnego kapitału. Tym bardziej, że kapitał odpowiednio sterowany może wspierać rozwój miasta z korzyścią dla wszystkich. Ale tego bez zatwierdzonego nowego planu rozwoju miasta i jego dzielnic oraz bez odpowiedniej polityki inwestycyjnej - nie dokonamy. I w tym cały problem.

Prof. Witold Cęckiewicz
architekt i urbanista, członek rzeczywisty PAU. Dwukrotny laureat Nagrody Miasta Krakowa oraz kilkudziesięciu konkursów urbanistyczno-architektonicznych, autor wielu znanych obiektów architektonicznych i założeń pomnikowych (m. in. hotel "Cracovia", kino " Kijów", Sanktuarium B. M. w Łagiewnikach, katedry w Rzeszowie, pomników na Polach Grunwaldu oraz w Obozie Straceń w Płaszowie), główny projektant osiedli mieszkaniowych (Podwawelskie i Mistrzejowice), wychowawca kilku pokoleń architektów i urbanistów - promotor ok. 600 dyplomów magisterskich. Za swe osiągnięcia odznaczony m.in. Krzyżem Partyzanckim AK, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski i Komandorium Orderu Grzegorza Wielkiego.

Arch. Wojciech Miętka
ur. w 1980 r. w Krakowie, dyplom zrobił w 2004 r. na Wydziale Architektury i Urbanistyki Politechniki Krakowskiej. Od 2007 r. wraz z arch. Marcinem Mikosem prowadzi pracownię projektową INDO.
Nagradzani w konkursach architektonicznych. Pierwsze miejsce realizacyjne zdobyli w konkursie na Zespół Mieszkaniowy na terenach osiedla TAZ w Zawierciu, trzecie miejsce w konkursie na budynek Państwowej Szkoły Wyższej w Łomży (pierwszego nie przyznano). Zdobyli też wyróżnienie równorzędne w konkursie na Muzeum Sztuki Współczesnej na terenach byłej fabryki Shindlera w Krakowie.
Wybrane projekty: zespół Apartamentowy "Osada Kościelisko", zespół mieszkaniowy "Ostoja" w Niepołomicach, biurowiec "Havre Barbara" w Katowicach, biurowiec "Masonia" w Krakowie, Best Western Premier Katowice Hotel.

Zakupy z „dark store” coraz popularniejsze

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
erpayk
Ja wiem, że panowie architekci muszą proektować aby żyć. Muszą narzekać, że nie dostają zleceń bo nie zarobią. Tylko czy nie warto ,czasami zastanowić się dla kogo projektują. Czy dla jurorów oceniających ich projekty,czy dla pazernych kamieniczników /tzw.developerów/ czy dla chcacych się jaknajszybciej dorobić i uciec firm handlowych ? A może zaprojektowaliby coś dla zwykłych mieszkańców i nie tylko /np.dla bezdomnych/ Tego chyba nie potrafią. Bo nie byłoby na chleb idyplomy.
w
wit
Muzeum Sztuki Współczesnej powinno stac w miejscu tej beznadziejnej galerii krakowskiej albo na miejscu motelu krak. Na pewno nie w starej fabryce na Zablociu. Ludzie! Zeby wstawic piramide na dziedzincu w Luwrze trzeba miec koncepcje. Zeby zrobic muzeum w fabryce - 2wystarczy miec wplywy...
Dodaj ogłoszenie