Marcin Maciejowski: moje wszystkie obrazy powstają w rytm...

    Marcin Maciejowski: moje wszystkie obrazy powstają w rytm muzyki

    Joanna Weryńska

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Ze znanym krakowskim malarzem, Marcinem Maciejowskim, którego prace można oglądać na wystawie pt. "Tak jest" w Muzeum Narodowym, rozmawia Joanna Weryńska
    Pana pierwsza wystawa w muzeum robi wrażenie. Na dodatek jest ciekawie zaaranżowana. Możemy na przykład zobaczyć Pana pracownię...
    Tak, to był mój pomysł. Wiele osób chce odwiedzać pracownię jakiegoś artysty, zobaczyć to magiczne miejsce. A artyści często robią selekcje, kogo wpuścić do pracowni itd. Ja chciałem pokazać, że mój styl pracy nie jest wcale magiczny. Wszystkie obrazy, które wiszą na wystawie, powstały w niedużym, ciemnym pomieszczeniu (bo maluję prawie zawsze w nocy).
    By je stworzyć, potrzebuję tylko dużego stołu, komputera do odtwarzania filmów, adapteru lub radia, dwóch pudeł tekturowych, które służą za sztalugi, fotela i popielniczki. Ta całość raczej przypomina stanowisko pracy DJ-a , który miksuje coś na stole, a potem na parkiecie tańczy. Ja też podchodzę i odchodzę od obrazu w rytm muzyki lub włączonego filmu. Bo ja nigdy też nie pracuję w ciszy. W zeszłym roku większość obrazów namalowałem przy słuchaniu radiowej interpretacji powieści Świetlickiego "Jedenaście", którą czytał Maciej Stuhr w Trójce. Miałem to nagrane i w kółko tego słuchałem, a obrazy same się malowały, za co jestem wdzięczny i Stuhrowi, i Świetlickiemu.

    Nie kusiło Pana nigdy, żeby malować na przykład abstrakcyjnie albo jak impresjoniści?
    Czasami wydaje mi się, że wszystkie moje obrazy są abstrakcyjne. Malując rozmarzone oczy, używam abstrakcyjnego w formie koła i linii i dodatkowo jeszcze zwracam uwagę na ekspresję pociągnięcia pędzlem. Dla mnie więc praca nad każdym obrazem to połączenie konceptu, abstrakcji, ekspresji, impresji, materii i narracji.

    Pamięta Pan, kiedy namalował swój pierwszy obraz z podpisem?
    Na zajęciach z malarstwa. Malowaliśmy martwą naturę, był tłok, ja stałem z tyłu, martwej natury nie widziałem, bo była daleko. Namalowałem więc koleżankę, która stała przede mną i widziała tę martwą naturę. Obraz podpisałem "Ula maluje martwą naturę". Lubię ten obraz, mam go do dziś w domu. Potem zrezygnowałem z malowania tego, co dzieje się w pracowni, ustawiałem się z tyłu, żeby nie przeszkadzać innym studentom i malowałem historie z gazet, które przynosiłem sobie na zajęcia.

    Kobiety maluje Pan bardzo często, czy faceci stanowią mniej ciekawe obiekty?
    Dla mnie ciekawym obiektem jest człowiek. Kobieta i mężczyzna w równym stopniu.

    Czym kieruje się Pan w doborze modelek?
    Rysunkowością postaci. Mam dwie ulubione postaci, koleżanki, które maluje na obrazach tych niepochodzących - jakby to określić - z mediów. Jedna koleżanka jest blondynką, druga brunetką. Obie mają krótkie włosy. Każda z nich wyraża inny - jakby to ujął krytyk - obraz "kondycji współczesnej kobiety".

    Pana kariera rozwija się błyskawicznie. Odczuwa Pan to na co dzień, np. w codziennej pracy?
    Świat Sztuki jest duży. W nim wszystko jest umowne, zależne od wielu ludzi, od pani na przykład, która pisze o sztuce. O swojej ugruntowanej pozycji nie rozmyślam, bo nie wiem, czy taka jest i co ma niby znaczyć. Rozmyślam nad obrazem, który chcę teraz malować.

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo