Maria Nurowska: przyjaźń, miłość i ucieczka w Tatry

    Maria Nurowska: przyjaźń, miłość i ucieczka w Tatry

    Katarzyna Janiszewska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Maria Nurowska: przyjaźń, miłość i ucieczka w Tatry

    ©Wikipedia/Sławek

    Żaden mężczyzna nie wytrwał przy mnie tyle co on - mówi Maria Nurowska, powieściopisarka, o Leonie Niemczyku. Podobno przyjaźń między kobietą a mężczyzną nie istnieje. Nasza historia jest tego zaprzeczeniem. W każdej chwili mogłam się do niego zwrócić z problemem. On i ja to były dwa światy, ciekawe siebie, które z siebie wzajemnie czerpały.
    Maria Nurowska: przyjaźń, miłość i ucieczka w Tatry

    ©Wikipedia/Sławek

    Przed czym Pani uciekła do Bukowiny?
    Zawsze miałam potrzebę wyniesienia się z miasta. Kiedyś rozmawiałam z Gustawem Holoubkiem, który często przy-jeżdżał tu z Magdą. Opowiadał, że na #Wysokim Wierchu jest taka łączka, #która leczy duszę. Cudowny, najpiękniejszy widok w Tatrach. Przyjechałam i zaczęłam szukać. Jak zobaczyłam to miejsce, zauroczyłam się. Zaparło mi dech w piersiach.

    I to jest ta właśnie łączka?
    Nie mogłam zapytać Holoubka, bo już wtedy nie żył.
    Wierzę, że tak. Początkowo chciałam wybudować nieduży dom. Ale pewien stary gazda, który mi pomagał, mówi: Sąsiadko, jak wy sobie wyobrażacie mały domek? Widzicie te góry? Przecież to będzie śmieszne. No i mnie przekonał. Dom ma 800 metrów, zjadł wszystkie moje oszczędności. Musiałam go jakoś zagospodarować, żeby na siebie zarabiał. Na dole urządziłam apartamenty do wynajęcia. Moja córka i wnuk przyjeżdżają tu, kiedy tylko mogą. Uwielbiają to miejsce, tęsknią do niego chyba nawet bardziej niż do mnie. Mam poczucie, że stworzyłam rodzinne gniazdo. Zastrzegłam w testamencie, że dom jest niesprzedawalny, ma przechodzić z pokolenia na pokolenie.

    Nie było trudno rozstać się z miastem?
    Mam piękne mieszkanie w Warszawie na Starówce i ono czeka. Wiem, że w każdej chwili mogę wrócić. Ale coraz rzadziej tam zaglądam. Urodziłam się w lesie, mój ojciec był leśnikiem. Zawsze byłam związana z przyrodą i tego mi w Warszawie brakowało. Tylko nie miałam możliwości, by się wynieść, musiałam pilnować kariery. Teraz mogłam sobie na to pozwolić. Najbardziej lubię swoje poddasze. Jak sroka pościągałam wszystkie rzeczy, które latami kolekcjonowałam. Przywiozłam najlepszą energię. Tutaj mam płyty, książki, meble, cały swój świat. No i przepiękny widok za oknem. Góry o każdej porze dnia i roku są inne. Widok natury nigdy się nie nudzi. Najchętniej to bym stąd w ogóle nie wychodziła.

    W tych pięknych okolicznościach przyrody powstała kolejna książka. O Leonie Niemczyku. I Waszej znajomości, która zaczęła się... od wódki?
    Nie do końca. Książka nie jest dokładnym odzwierciedleniem naszej znajomości. Ale wszystko, co opisuję, działo się między nami. Spotkaliśmy się, kiedy byłam młodą pisarką. W NRD przetłumaczono moją powieść dla młodzieży. Po raz pierwszy wyjechałam za granicę na spotkania autorskie. Wracałam samolotem. Siedziałam w Berlinie na lotnisku w barku, kiedy usłyszałam taki charakterystyczny głos: #Pani pozwoli, że się przysiądę? Od razu poznałam, że to Niemczyk. Leon jak się przysiadł, to już do końca swojego życia. #Bardzo się zaprzyjaźniliśmy.

    Niemczyk był znany z tego, że był kobieciarzem.
    O tak! Na początku Leon robił podchody damsko-męskie. Wprost wychodził ze skóry, żeby mnie uwieść. Ale ja byłam twarda. Mówią, że nie istnieje przyjaźń między kobietą a mężczyzną. Nasza historia jest tego zaprzeczeniem.

    Dlaczego tak się Pani broniła przed miłością?
    Bałam się.

    Że uwiedzie i porzuci?
    Leon to był wspaniały człowiek. Ale też potwór męski! I w ogóle egocentryk, egoista. Gdybyśmy się zdecydowali na romans, to by trwało dwa tygodnie. A na przyjaciela się nadawał, jak najbardziej. W każdej chwili mogłam się do niego zwrócić z problemem. Gdyby było potrzeba, na piechotę przyszedłby do mnie z Łodzi. I odwrotnie: gdyby z nim coś się działo, ja też pospieszyłabym mu z pomocą.

    Co Pani w nim lubiła?
    Lubiłam z nim przebywać. Był fascynujący, nigdy się z nim nie nudziłam. Zżyliśmy się ze sobą. Nie było to stare małżeństwo ani rodzeństwo. Raczej dwa światy, które się spotykały i były siebie ciekawe, wzajemnie z siebie czerpały. Jak przyjeżdżał do Warszawy, często chodziliśmy do Samsona. Denerwował się, jak nie zastał mnie w domu. Kiedyś wracam, kartka w drzwiach: „Ty czarownico, gdzie poleciałaś na swojej miotle? Czekam w Samsonie, Leon”. Brakuje mi jego sardonicznego poczucia humoru, ostrego widzenia świata.

    Bywał spontaniczny, szalony?
    Potrafił przyjechać w środku nocy, wyciągnąć mnie z łóżka i zabrać na wycieczkę. Ja byłam wściekła, ale nic nie mogłam zrobić. Raz wybraliśmy się do Wilna. Leon wynajął dwa małe pokoiki w pięknej kamienicy. Cały dzień zwiedzaliśmy, wieczorem byliśmy potwornie zmęczeni, padliśmy. W nocy czuję, że coś jest nie tak, zapalam światło i patrzę, a tu czarno od pluskiew! Pędem do pokoju Leona, u niego to samo. Była 4 rano, usiedliśmy na ławce w parku i Leon mówi: Wiesz, ty chyba nie jesteś kobietą. Każda inna baba by mi urwała łeb, a ty nie powiedziałaś ani słowa.

    Spotykaliście się, rozmawiali, przyjaźnili. W którym momencie pomyślała Pani, że warto to opisać?
    Myślałam o tym od dawna. Leon był bardzo ciekawym człowiekiem, z niezwykłym życiorysem. Miał niesamowite losy, począwszy od powstania, poprzez czasy wojenne, był w armii amerykańskiej, zaliczył więzienie i nieudaną ucieczkę. Na tle szarej, PRL-owskiej rzeczywistości był jak rajski ptak. Ale żeby napisać książkę, musiało się wydarzyć coś jeszcze. No i w moim życiu pojawił się drugi Niemczyk, czyli Ludwik.

    Postanowiła Pani opisać historię dwóch skłóconych braci.
    W sumie braci było czterech. I każdy poszedł w swoją stronę. Bracia, #którzy nie rozmawiają, nie kontaktują się ze sobą, jest jakaś niewyjaśniona sytuacja między nimi - było dla mnie oczywiste, że ja tę książkę napiszę. Zadawałam pytanie sobie i Leonowi: dlaczego ta rodzina się rozpadła? I on na to pytanie mi nie odpowiedział. Każdy z braci miał osobny los i te losy do siebie nie pasowały.

    A jak było z tą zdradą?
    Ludwik po wojnie przeprowadzał #ludzi przez granicę. W jednej z takich grup był Leon. Wrócił do kraju po wyzwoleniu, bardzo mu się tutaj nie podobało. #Postanowił uciec na Zachód. Ale grupa, w której był, została zatrzymana przez UB. Ludwik przesiedział sześć lat w więzieniu na Rakowieckiej, gdzie był torturowany. A Leon wyszedł po paru miesiącach. #To było co najmniej podejrzane. On #nigdy nie chciał o tym mówić, odpo-wiadał półgębkiem, denerwował się. #Muszę przyznać, że też miałam podejrzenia, że to Leon zdradził. I jeden, i drugi brat mogli pójść do IPN, sprawdzić, #jak było. Ale żaden się na to nie odważył. Nigdy nie stanęli twarzą w twarz z prawdą.
    Był fascynujący. Brakuje mi jego sardonicznego poczucia humoru, ostrego widzenia świata. Nigdy się z nim nie nudziłam
    Każdy podejrzewał tego drugiego?
    Leon oskarżał Ludwika, że zostali namierzeni przez UB przez jego gadulstwo. Co myślał Ludwik, trudno powiedzieć. Ale cały czas dążył do spotkania z bratem, próbował aranżować spotkania. Leon nie chciał się z nim zobaczyć, nawet gdy był już ciężko chory, umierający. Ostatni raz widzieli się podczas nieudanej próby ucieczki.

    Pani się w końcu dowiedziała, jaka była prawda.
    Tak. Dowiedziałam się. To było zaskakujące. Ale czytelnik sam musi się tego dowiedzieć.

    Długo musiała Pani namawiać Leona Niemczyka na książkę?
    Nie, właśnie nie. Tylko że on ciągle był zajęty. Kręcił filmy w NRD. Nie było czasu, żeby usiąść i pogadać. Parę lat to trwało, zanim się zebraliśmy. Ale w końcu się udało. Pierwsze nagranie do książki odbyło się w Łazienkach, usiedliśmy pod krzakiem bzu. Musiałam Leona mitygować, bo lubił opowiadać różne historyjki, w niektórych momentach trochę koloryzował. Ale na tyle go znałam, że wystarczyło mi spojrzeć mu w oczy i wiedziałam, kiedy kłamie. W zasadniczych sprawach mówił prawdę.

    Jaki był prywatnie?
    Bardzo trudny. Trzeba było wejść w jego poetykę, żeby z nim wytrzymać dłużej. Ja się tego nauczyłam. W środowisku o Leonie panowała opinia, że jest miły, przyjemny, grzeczny, że czasami się upije i robi awanturę. A to był bardzo ciemny, zawikłany charakter. Taka dostojewszczyzna. Wiele przeszedł. Jego pierwsza, jedyna i prawdziwa miłość, która się nie udała, odcisnęła na nim piętno na całe życie. Jego stosunek do kobiet stąd się może brał, że nie chciał się angażować, by nie zostać zranionym. Zdjęcie tamtej dziewczyny nosił całe życie w portfelu. I jak mu go ukradziono w pociągu, to była dla niego tragedia.

    Czy Leon Niemczyk był szczęśliwy?
    Nie. Był bardzo nieszczęśliwym człowiekiem, samotnym, z poczuciem klęski jako człowieka, aktora. Myślę, że to dlatego dużo pił. Trochę się zagubił. Był przekonany, że gdyby się przedostał na Zachód, mógłby zrobić wspaniałą karierę. W kraju zagrał na dobrą sprawę dwie wielkie role, moim zdaniem oscarowe: w „Pociągu” i „Nożu w wodzie”. Reszta to były role drugoplanowe. Jego talent nie został wykorzystany. On to dokładnie wiedział, wszyscy to wiedzieli, ale nikt mu nie zaproponował scenariusza na miarę jego możliwości.

    Poglądy antykomunistyczne przeszkadzały mu w karierze?
    Jak wrócił do Polski, przestał się interesować polityką. Nawet ubek napisał o nim, że patrzy na kino w kontekście materialnym, interesuje się tylko kobietami i wódką. Władze nie blokowały jego kariery. Mógł wyjeżdżać do NRD ile chciał, nigdy nie odmówiono mu paszportu. Po prostu nie było dla niego roli. On przerósł wszystkich, przerósł reżyserów.

    Była Pani zazdrosna o jego romanse?
    Nie. Natomiast on był zazdrosny o moich mężczyzn. Ja to czułam. Mój stosunek do niego był absolutnie przyjacielski. W nim były jakieś takie podteksty, może nawet uczucie do mnie. Niezrealizowane. Pamiętam, jak się żegnaliśmy, był już bardzo ciężko chory. Chciałam do niego przyjechać, ale powiedział: Ani mi się waż! I dodał: To jedyny raz, kiedy nie chcę, abyś mnie oglądała w łóżku.

    Nie żałuje Pani, że Wasze relacje nie przerodziły się w coś więcej?
    Wiedziałam, że to byłby koniec. Gdyby seks wszedł między nas, to byśmy się pozabijali. Tyle lat spędziliśmy razem. Miałam różne miłości. Ale najważniejszym mężczyzną był Leon.

    Najważniejszym w całym życiu?
    Tak. Żaden mężczyzna nie wytrwał przy mnie tyle co on.

    Wiedział o tym, jak bardzo jest Pani bliski?
    Wiedział. I ja wiedziałam, że jestem jemu bliska. Powiedzieliśmy to sobie. Tylko moi partnerzy nie wiedzieli i jego partnerki nie wiedziały. To była nasza wielka tajemnica.

    ***
    Maria Nurowska
    ur. 3 marca 1944 r. w Okółku. Powieściopisarka i nowelistka. Ukończyła filologię polską i słowiańską. Debiutowała w 1974 r. na łamach miesięcznika „Literatura”. Córka legionisty i żołnierki AK. Jej bohaterkami są kobiety nieprzeciętne, którym nie są w stanie dotrzymać kroku ich partnerzy. Często sięga do konwencji melodramatu i powieści psychologicznej.

    „Bohaterowie są zmęczeni”
    Maria Nurowska.
    Wydawnictwo Zwierciadło.
    Najnowsza powieść pisarki opowiada o dramacie rodziny, która się rozpadła, niemożności miłości braterskiej. Leon i Ludwik Niemczykowie, słynny aktor i kurier podziemia. Ich skomplikowane losy ukazane są na tle równie skomplikowanych czasów. To także studium mechanizmów rządzących powojenną Polską.

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (7)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Żenada

    TUBYLEC (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Klepanie się sowieckiej mafii po plecach. Komu zawdzięczał Niemczyk rekordową ilość ról aktorskich? Przecież nie talentowi. SOWIECKA (ZYDOWSKA) MAFIA?

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    wspaniała pisarka

    xxxdrozd (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    W ostatnich miesiącach przeczytałam wiele powieści Marii Nurowskiej. Także "Bohaterowie są zmęczeni". Każda z powieści jest niezwykła, porusza wstydliwe tematy, ale wszędzie czuję głębię wnikania w...rozwiń całość

    W ostatnich miesiącach przeczytałam wiele powieści Marii Nurowskiej. Także "Bohaterowie są zmęczeni". Każda z powieści jest niezwykła, porusza wstydliwe tematy, ale wszędzie czuję głębię wnikania w osobowość kobiet i życzliwość, która z nich promieniuje. Mimo wyraźnej stronniczości politycznej autorki (szczególnie widocznej w "Dziesięciu godzinach", nadal darzę Ją szacunkiem i sympatią.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Maria Nurowska to prawdziwa i wspaniala kobieta

    Ludwik (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2

    Szkoda ze tak malo jest obecnie Polek i Polakow tego pokroju i z takim spojrzeniem na polski swiat. Nalezy brac przyklad z Pani Nurowskiej i przezyc zycie godnie . Obecni "Polacy" I kategorii nijak...rozwiń całość

    Szkoda ze tak malo jest obecnie Polek i Polakow tego pokroju i z takim spojrzeniem na polski swiat. Nalezy brac przyklad z Pani Nurowskiej i przezyc zycie godnie . Obecni "Polacy" I kategorii nijak nie moga nawet w czesci dorownac przawdziwym Polakom. Propaganda i ambona pomagaja wrocic do sredniowiecznego chamstwa. zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Smutna dziewczyna

    Darek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

    Ile w słowach Nurowskiej jest pustki, ile prymitywnego zapatrzenia w samą siebie? Przykro czytać. Że też niektórym ludziom tak bardzo podoba się własne ego.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    nurowska

    mik (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5 / 2

    dzisiaj oszalała ateistka,antypisówa..


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Dla utalentowanej

    Mira (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 2

    Wspaniała kobieta i pisarka.Przeczytałam wszystkie Jej książki.Bardzo mi się podobają.Śledzę losy Nurowskiej od wielu lat.Wiem,że wiele przeszła ,zwłaszcza z jednym mężczyzną,który Ją okradł ....rozwiń całość

    Wspaniała kobieta i pisarka.Przeczytałam wszystkie Jej książki.Bardzo mi się podobają.Śledzę losy Nurowskiej od wielu lat.Wiem,że wiele przeszła ,zwłaszcza z jednym mężczyzną,który Ją okradł . Życzę Jej wiele dobrego,zwłaszcza zdrowia i długiego życia.Marzę o tym ,by zobaczyć góry z okna Jej domu.Mo.ze kiedyś...... zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    dla utalentowanej

    hiszpanskie oczy (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Miro! nie miałam okazji przeczytac wszystkich ksiązek P.M.Nurowskiej .
    Po przeczytaniu paru pozycji chciałam przeczytać kim jest autorka .
    Atrakcyjna,mądra Kobieta ,ciepła,subtelna...tak jak...rozwiń całość

    Miro! nie miałam okazji przeczytac wszystkich ksiązek P.M.Nurowskiej .
    Po przeczytaniu paru pozycji chciałam przeczytać kim jest autorka .
    Atrakcyjna,mądra Kobieta ,ciepła,subtelna...tak jak i Ty gdy usłyszałam,ze spotkało ją tak wielkie okrucieństwo od ( zwykłego oprycha ,pijawki wykorzystującego zaufanie ) partnera byłam poprostu wściekła,smutna. Nigdy nie zrozumiem jak może ktoś byc takim zwyrodnialcem, nie pojmę że ktoś może takiemu mężczyznie podać ręke czy nawet siedzieć z nim przy stole.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo