Mateusz Jelonek: Cracovia mnie wychowała. Wisła pozwoliła spełnić marzenia

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Mateusz Jelonek ma dzisiaj 53 lata. Wychował się w Cracovii, najlepsze piłkarskie lata spędził w Wiśle Kraków
Mateusz Jelonek ma dzisiaj 53 lata. Wychował się w Cracovii, najlepsze piłkarskie lata spędził w Wiśle Kraków Archiwum prywatne Mateusza Jelonka
Dzisiaj, gdyby doszło do takiego transferu, media rozgrzałyby się do czerwoności, a kibice jednej i drugiej drużyny nie rozmawialiby zapewne o niczym innym. Również jednak latem 1988 roku, jeszcze przed erą internetu i mediów społecznościowych był to temat numer jeden w piłkarskim Krakowie. Mateusz Jelonek, ulubieniec kibiców Cracovii, zdecydował się wtedy przejść do Wisły. Młodsi kibice mogą tylko wyobrazić sobie, co wtedy się działo, a starsi przypomnieć. Jednych i drugich zapraszamy na wspomnieniową rozmowę z bohaterem całego zamieszania. Lektura, jak znalazł, akurat na kilka dni przed kolejnymi derbami Krakowa.

- Na początku tej rozmowy chciałbym wrócić do stycznia 1988 roku. Strzelił pan wtedy dwie bramki dla Cracovii w derbach z Wisłą o Herbową Tarczę Krakowa, wygraliście 2:0, a pan był prawdziwym bohaterem kibiców „Pasów”. Kilka miesięcy później już pana nie kochali, zaczęli nawet układać niezbyt miłe piosenki, bo przeniósł się pan na drugą stronę Błoń. Za to kibice Wisły szybko pana zaakceptowali. Wszystko się zgadza?
- Z grubsza tak to wyglądało.

- To proszę powiedzieć, jak w ogóle doszło do tego, że zdecydował się pan na transfer, którym w połowie wspomnianego 1988 roku żył cały piłkarski Kraków? Te dwie bramki w derbach przyczyniły się do tego, że Wisła po pana sięgnęła?
- Na pewno to pomogło, ale z tego, co wiem, Wisła interesowała się mną już wcześniej. Te dwa gole, strzelone przez chłopaka, który nie miał w tamtym czasie nawet dwudziestu lat sprawiły, że zainteresowanie moją osobą w Wiśle jeszcze wzrosło.

- Jako wychowanek Cracovii nie miał pan wątpliwości, czy przyjąć ofertę Wisły?
- Gdy strzelałem te dwie bramki w derbach, to Cracovia była klubem III-ligowym, a w Wisła grała w ówczesnej II lidze. Kilka miesięcy później wywalczyła już jednak awans i miałem szansę przeskoczyć w wieku dwudziestu lat o dwie klasy rozgrywkowe. Jeśli miałem jakieś wątpliwości, obawy, to one były związane jedynie z tym, czy się w tej mocnej Wiśle przebiję i czy będę po prostu regularnie grał. Miałem jednak świadomość, że taka propozycja może się już nie powtórzyć i zostanę w III lidze na długo. Prawda jest taka, że w tamtych czasach to każdy piłkarz Cracovii chętnie do Wisły by poszedł, bo każdy chciał grać jak najwyżej. A moim marzeniem, tak jak chyba każdego zawodnika, będącego tak naprawdę na początku kariery, było grać w ekstraklasie. Skoro mogłem robić to w klubie ze swojego miasta, to tylko był dla mnie plus, że nie muszę z Krakowa nigdzie wyjeżdżać.

- Kibice Cracovii nie wypominali panu tego kroku, nie miał pan z ich strony nieprzyjemności?
- Nigdy nie miałem żadnej nieprzyjemnej sytuacji z kibicami Cracovii, związanej z moimi przenosinami do Wisły. Nigdy nikt za mną niczego na ulicy nie krzyczał, nikt mi nie groził. Oczywiście wiadomo, że na trybunach w czasie meczu różne rzeczy o mnie kibice śpiewali, ale taki to już koloryt i trzeba było ich zrozumieć. Zresztą to były jednak trochę inne czasy. Może nie takie, że nic się nie działo, bo przecież jak były choćby te styczniowe derby, to dochodziło do różnych ekscesów, ale to bardziej wyglądało tak, że wyszli na Błonia, dali sobie po razie i tyle. Teraz to wygląda niestety na ulicach czy osiedlach o wiele gorzej. A ja później jeszcze do Cracovii przecież wróciłem, grałem w niej i miałem dobre relacje z kibicami.

- A Cracovia nie robiła panu problemów jeśli chodzi o transfer do Wisły? Różnie przecież z tym bywało w historii.
- Powiem szczerze, że dokładnie nie wiem jak to się wszystko odbywało. Osobiście nie odczułem, żeby Cracovia robiła mi jakiekolwiek problemy z tym transferem, ale dlaczego akurat tak było w moim przypadku, a w innych inaczej, to nie wiem. To były jeszcze czasy komuny, więc może to odbywało się gdzieś na wyższym szczeblu. Naprawdę nie wiem. Ja w każdym razie cieszyłem się, że trafiłem do Wisły.

- Zanim porozmawiamy o tym, jak pan sobie w niej poradził, wróćmy jednak do samych początków pańskiej przygody z futbolem. Do Cracovii trafił pan z normalnego naboru?
- W szkole podstawowej na Olszy numer 96 uczył mnie wychowania fizycznego pan Władysław Babirecki. To był świetny człowiek, pracował również z młodzieżą w Cracovii i to właśnie on ściągnął mnie do tego klubu. Trafiłem tam w wieku 9-10 lat właśnie do grupy trenera Babireckiego.

- Czyli nie należy pan do grona tych chłopaków, których na ulicach, placykach, skwerkach wypatrywał dla Cracovii trener Ignacy Książek? Dla zobrazowania młodszym czytelnikom - to był człowiek, który chodził po Krakowie, podpatrywał młodych chłopaków, grających w piłkę i zapraszał ich do Cracovii na treningi. Legendarna postać.
- Nie, ale powiem panu, że trener Książek przyczynił się do tego, że w Cracovii zostałem. Miałem bowiem chwilę słabości i chciałem przenieść się do Prądniczanki. Trwało to może z tydzień, ale trener Książek przyjechał do mnie do domu, porozmawiał i szybko wybił mi z głowy inne kluby. W Cracovii przeszedłem zatem całe szkolenie, od trampkarza młodszego do juniorów, z których trafiłem bezpośrednio do pierwszej drużyny. Bez ogrywania się w rezerwach.

DERBY Krakowa 2021. Gdzie mieszkają kibice Cracovii i Wisły?...

- W tej dorosłej Cracovii postrzelał pan trochę bramek w III lidze, wzięła pana do siebie Wisła, której kibice, choć początkowo patrzyli na pana trochę nieufnie, to szybko się do pana przekonali. Pamiętam taki mecz z września 1988 roku, czyli jeszcze z początku sezonu, w którym Wisła była beniaminkiem, gdy pokonaliście Pogoń Szczecin 4:2, pan strzelił jedną z bramek, a cały stadion przy ul. Reymonta skandował gromkie: „Mateusz, Mateusz!”
- Dobrze to pamiętam, bo to był taki mecz, po którym poczułem się w pełni zaakceptowany w Wiśle. Mówiłem wcześniej, że miałem obawy, czy przy Reymonta się odnajdę, czy będę grał regularnie i jak mnie, wychowanka Cracovii, przyjmą kibice. Mogło być przecież i tak, że zmarnowałbym jedną, drugą „setkę” i o akceptacji nie byłoby mowy. Dlatego ten gol z Pogonią i to jak zachowali się wobec mnie kibice Wisły, było dla mnie tak ważne.

- Zagrał pan blisko 100 meczów w Wiśle Kraków. Założę się jednak, że jeśli spytam o spotkanie, które najmilej pan wspomina, to wskaże pan na potyczkę z Ruchem Chorzów z października 1990 roku. To pamiętny mecz z wielu powodów, przegrywaliście 0:2 do przerwy, nogę już na początku spotkania złamał Michał Probierz, który grał w barwach „Niebieskich”. Pan wszedł na boisko dopiero od początku drugiej połowy, ale strzelił dwie bramki, wygraliście 5:2, a krakowskie „Tempo” relację z meczu zatytułowało „Przebudzenie Jelonka”.
- To był rzeczywiście mecz, który długo się wspominało i nie tylko dlatego, że strzeliłem dwie bramki. Był to generalnie świetny mecz w naszym wykonaniu. Może nie cały, ale druga połowa. Wiadomo, że mecze z Ruchem to kawał historii. Ten na pewno pięknie się w niej zapisał, a ja cieszę się, że miałem w tym swój udział. I rzeczywiście jest tak, że to chyba mecz, który z czasów gry w Wiśle wspominam najmilej.

Derby Krakowa na jubileusz, czyli jak to wyglądało w histori...

- To były lata, kiedy Wisła nie grała w europejskich pucharach, tych najważniejszych. Rywalizowała za to w Pucharze Intertoto, rozgrywanym latem. Jak wspomina pan mecze z zespołami z Izraela i Spartą Praga?
- Jako świetną przygodę. To były całkiem dobre drużyny. Hapoel Petah Tikwa, Beitar Tel Awiw i przede wszystkim Sparta. Mam w związku z tymi meczami bardzo miłe wspomnienia. Bo nie dość, że graliśmy z dobrymi rywalami, to człowiek jeszcze kawałek świata zwiedził przy okazji.

- Dzisiaj ma pan kontakt bardziej z kolegami z Cracovii czy Wisły?
- Bardziej z wiślakami, bo grywam też czasami w oldbojach Wisły. Miałem propozycję gry w Cracovii, ale bliżej mi do „Białej Gwiazdy”.

- Chce pan powiedzieć, że jeśli dzisiaj miałby się określić, to powiedziałby pan, że jest bardziej wiślakiem?
- Tak, myślę, że tak właśnie jest. Mówiłem już wcześniej o marzeniach młodego chłopaka o grze w ekstraklasie. I skoro Wisła była blisko, to człowieka siłą rzeczy ciągnęło najbardziej w tym kierunku. I później te moje marzenia zrealizowałem właśnie przy ul. Reymonta. Dlatego tak miło wspominam tamtą drużynę, w której grałem. Dzisiaj może nie dzwonimy do siebie codziennie, ale jak Darek Marzec rzuci sygnał, to się zbieramy i jedziemy np. zagrać w jakimś turnieju charytatywnym. To okazja do spotkań, porozmawiania, co tam u kogo słychać. Można trochę powspominać, pożartować. Bardzo fajna grupa, bo przecież są w tej drużynie zawodnicy z naprawdę różnych pokoleń Wisły. Ostatnio nam się zresztą skład poszerzył, wzmocnił, bo doszedł np. Paweł Brożek. Człowiek teraz to na ławce bardziej posiedzieć musi…

- Śledzi pan to, co dzieje się w obu klubach?
- Oczywiście, jestem na bieżąco.

- I jak pan przewiduje, jak będą wyglądać sobotnie derby?
- Jak zwykle przy okazji derbów, nie ma co nawet spekulować, bo miejsce w tabeli roli nie odgrywa w przypadku takich meczów żadnej. Zresztą to jest ekstraklasa i tutaj żadnego wyniku przewiedzieć się nie da. Myślę, że wielkiego meczu w sobotę nie będzie. Obie drużyny mają słabszy okres, więc raczej będzie typowy mecz walki, choć ambicji nie zabraknie żadnej ze stron. To akurat pewne.

- Biorąc pod uwagę to, co powiedział pan wcześniej, rozumiem, że będzie kibicował pan Wiśle?
- Tak, bo w niej przeżyłem najpiękniejsze lata. To jako zawodnik Wisły miałem okazję grać w reprezentacji młodzieżowej, pojechać np. na Puchar Nehru do Indii za czasów trenera Bogusława Hajdasa. Na marginesie powiem, że przez „młodzieżówkę” nie zagrałem w 1989 w derbach Krakowa, bo miałem jechać na jej zgrupowanie i w Wiśle woleli mnie nie wystawiać w takim meczu, żeby coś się nie stało. To dzięki Wiśle zwiedziłem świat, poczułem smak ekstraklasy, poznałem trochę ludzi. Mieliśmy super drużynę, fajnych chłopaków, którym ludzie chcieli kibicować. Dużo ludzi było stąd, z Krakowa, okolic, albo przynajmniej takich, którzy długo w Wiśle grali i czuli się z nią mocno, emocjonalnie związani. Gdybym miał podsumować całą swoją karierę, to powiedziałbym w ten sposób - Cracovia mnie wychowała, ukształtowała jako piłkarza i zawsze będę o tym pamiętał. Wisła z kolei pozwoliła mi zaistnieć w nieco poważniejszej piłce i spełnić marzenia.

- To na koniec proszę powiedzieć, co dzisiaj porabia Mateusz Jelonek?
- Od lat pracuję w Krakowskim Szkolnym Ośrodku Sportowym. Z piłką na co dzień nie mam za bardzo do czynienia. Chyba, że grając we wspomnianych oldbojach Wisły. I oczywiście oglądając mecze. Z tego wciąż czerpię przyjemność.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o Cracovii

Tutaj znajdziesz więcej informacji o Wiśle Kraków

EKSTRAKLASA 2021: wyniki, tabela, terminarz

Oglądaj mecz Wisła Kraków – Cracovia w Player.pl >>>

Sportowy24.pl w Małopolsce

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie