Morderstwo w Słomnikach. Babcia zabiła "dla dobra wnuczki"

Redakcja
Słomniki. Dom, w którym doszło do tragedii
Słomniki. Dom, w którym doszło do tragedii Michał Sikora
Patrząc na bladoróżowy, schludny dom, ciężko uwierzyć, że właśnie tu doszło do tragedii. A jednak to za jego drzwiami 60-letnia Bożena T. brutalnie zabiła córkę i wnuczkę. Czy tragedii można było uniknąć? - zastanawia się Maria Mazurek.

Choć od poniedziałku minęło już przecież kilka dni mieszkańcy Słomnik wciąż nie mogą uwierzyć w tragedię. Bo nic tu się, na zdrowy rozum, nie zgadza. Emerytowana księgowa nie pasuje do rysopisu morderczyni: zadbana, uprzejma 60-letnia kobieta. Żadna patologia - skończyła dobrą szkołę, pracowała w Krakowie. Nie miała problemów finansowych. Jednakże tylko na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało tak różowo jak dwupiętrowy dom, w którym Bożena T. mieszkała wraz ze swoją 36-letnią córką Beatą i 14-letnią wnuczką Małgosią.

Księgowa zmagała się z problemami psychicznymi. Często kłóciła się z córką. Popadła w depresję, próbowała popełnić samobójstwo. Nie chciała dać sobie pomóc, mimo że próbowali do niej dotrzeć pracownicy pomocy społecznej, policjanci, ksiądz, brat.
Nie udało się. W końcu Bożena T. nogą od stołu zabiła dwie najbliższe sobie osoby. Ich ciała znaleźli policjanci w poniedziałkowe popołudnie.

Znane z widzenia
Może gdyby mieszkała w Krakowie, nie doszłoby do tej tragedii. Ale tu wszyscy plotkują, wścibiają nos w nie swoje sprawy. - Pani Bożena nie chciała mówić o swoich problemach, odrzucała naszą pomoc - wspomina Krystyna Brodziak, dyrektorka Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Czterotysięczne Słomniki żyją zabójstwem. Przed "tym" domem kłębi się tłum gapiów. Większość z nich znała kobiety z rodziny T. jedynie z widzenia, ale niemal każdy ma już swoje zdanie na temat zabójstwa. - To Małgosia prowokowała babcię, zażywała narkotyki, szlajała się nocami - mówią jedni. - Babcia od dawna biła zarówno wnuczkę, jak i córkę - twierdzą inni.

Prawie każda napotkana nastolatka okazuje się "przyjaciółką Gosi". W oczach niektórych zbierają się łzy, inne zastanawiają się: to kiedy będziemy w telewizji? Jeden z chłopców emocjonuje się, że "pewnie zaraz przyjedzie tu Rutkowski". - Mówię wam, ale afera - dodaje.

Nie bez ostrzeżenia
Wiceburmistrz Słomnik Michał Chwastek, przekonuje jednak, że w taki sposób mieszkańcy wyrażają swój ból, radzą sobie z szokiem. - My tu wszyscy w pierwszej chwili nie mogliśmy nawet uwierzyć, że to stało się naprawdę. Bo jak przyjąć wiadomość, że tuż obok wydarzyła się taka tragedia? Że kobieta mogła zabić własną córkę i wnuczkę? - pyta.

Ale ten dramat nie rozegrał się całkowicie bez ostrzeżenia. Było wiele sygnałów wskazujących na to, że w tej rodzinie dzieje się źle. - Kto wie, gdyby pomoc przyszła wcześniej, gdyby do pani Bożeny dało się tylko dotrzeć, gdyby chciała z nami rozmawiać - zaczyna dyrektorka Brodziak, po czym załamuje jej się głos.

Bożena wychowywała wnuczkę praktycznie sama. Beata jako młoda dziewczyna wyjechała do pracy w Niemczech. Wróciła z brzuchem. Nie chciała zdradzić, kto jest ojcem dziecka ani prosić go o żadną pomoc. Po urodzeniu Małgosi przez lata wciąż pomieszkiwała w Niemczech. Dziewczynkę praktycznie sama wychowywała babcia. Ale kiedy pod koniec 2010 roku Beata wróciła do Słomnik, atmosfera w domu przy Kolejarskiej zaczęła gęstnieć.

Kobiety bezustannie kłóciły się o Małgosię. W rozmowie z prokuratorami Bożena T. wyznała, że Beata dawała dorastającej dziewczynie za mało swobody, że ograniczała ją. Ponoć kontrolowała ją na każdym kroku, zabraniała korzystać z internetu, a babcia nie mogła na to patrzeć. Wieczne awantury doprowadziły na skraj wyczerpania zarówno Beatę, jak i Bożenę. Obie próbowały popełnić samobójstwo.

Bezskuteczne próby
O konflikcie rozwijającym się między kobietami wiedzieli m.in. pracownicy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. W październiku zeszłego roku zaalarmował ich pedagog szkolny, pod którego opieką była Małgosia. - Przydzieliliśmy rodzinie pracownika socjalnego, odwiedził dom pań T. w sumie sześciokrotnie - opowiada dyrektorka Brodziak. - Za każdym razem pani Beaty nie było w domu, a pani Bożena nie chciała z nim rozmawiać, bagatelizowała problemy, na pytania odpowiadała wybiórczo. Raz tylko trochę się otworzyła, poprosiła wtedy o spotkanie z księdzem, w którym uczestniczyła również jej córka. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku - opowiada dyrektorka Brodziak.

Pracownik socjalny wystąpił o przyznanie rodzinie kuratora (wniosek został wysłany do sądu 2 lutego), również umówił panią Bożenę na wizytę u psychiatry w Proszowicach - miała do niego iść 3, a potem 10 lutego. - Za każdym razem dzwoniła córka pani Bożeny, odwołując wizytę. Twierdziła, że mama źle się czuje. A przecież gdyby do tego spotkania doszło, może nikt by nie zginął - wzdycha Krystyna Brodziak.

Ale to, że wizyta u specjalisty zapobiegłaby tragedii, nie jest wcale pewne. Ustaliliśmy, że pani Bożena, za namową swojego brata, korzystała już wcześniej z pomocy psychiatrycznej. Ostatni raz w listopadzie zeszłego roku. Sytuacją w rodzinie T. zainteresowała się też słomnicka policja. Osiem dni temu na komendę zadzwoniła kobieta podająca się za "ciocię z Niemiec". Zaalarmowała funkcjonariuszy, że kobiety mają problem z wychowaniem 14-letniej Małgosi.

- Nasza funkcjonariuszka zadzwoniła więc do mamy nastolatki. Pani Beata nie chciała z nią rozmawiać, ucięła, że ich problemy nie są większe niż w innych rodzinach i krzyczała, żeby każdy pilnował swoich spraw - mówi insp. Marek Korzonek z komendy powiatowej. Policjantka jednak nalegała. Pani Beata w końcu zgodziła się na wizytę na komendzie. Była umówiona na poniedziałek, 13 lutego, na godzinę 14. Zginęła kilka godzin wcześniej.
Nie zostanie stewardesą
Małgosia w tym dramacie stała gdzieś obok. Nie była wylewna, nie lubiła się zwierzać, oskarżać. Według pracowników szkoły, nie była duszą towarzystwa. - O tym, że w domu są problemy, dowiedzieliśmy się od jej babci. Sama przyszła do szkoły i poprosiła o pomoc. Ale już przy kolejnych rozmowach tej pomocy nie chciała - wspomina Agata Skrzypczyk, dyrektorka Zespołu Szkół w Słomnikach (Małgosia chodziła tu do pierwszej klasy gimnazjum).

Kobieta dodaje, że pamiętają ją tu jako uprzejmą, spokojną dziewczynkę. - Jako jedna z niewielu uczennic miała konkretne plany, marzenia. Chciała zostać stewardesą, wyjechać z kraju. Widać było, że miała wielki apetyt na życie - dodaje dyrektorka Skrzypczyk.
Z profilu dziewczynki na portalu "NK" również wynika, że Małgosia miała swoje pasje. Kibicowała Realowi Madryt, lubiła rap - była fanką Pei, Eminema.

Mimo że dziewczynka nie uczyła się dobrze, a na semestr była zagrożona z kilku przedmiotów, to jednak widać było, że się stara. - To tylko plotki, że nagminnie wagarowała czy że była agresywna - zaznacza dyrektorka. Wtóruje jej woźna: - Wszyscy ją tu lubiliśmy, nie możemy złego słowa powiedzieć. Zawsze się kłaniała, traktowała innych z szacunkiem, uśmiechała się. Grzeczna, dobra dziewczynka - opowiada kobieta.

Dyrekcja szkoły po wizycie babci zdecydowała o objęciu Małgosi specjalną pomocą pedagoga. Podczas rozmów specjalista starał się, aby dziewczynka się otworzyła. Ale ta tylko raz opowiedziała o kłótni w domu. Szkoła kontaktowała się w tej sprawie również z matką i babcią uczennicy. Ale napotykała na opór.

Dla dobra wnuczki
W końcu doszło do tragedii. W poniedziałek nad ranem pani Bożena podeszła do śpiącej w łóżku Małgosi i zabiła ją używając drewnianej nogi od stołu,z której wystawały dwa gwoździe. Następnie zamordowała Beatę. Na policję zadzwoniła 82-letnia Alina, mama Bożeny T. Mieszkająca piętro niżej kobieta nie mogła dostać się do swoich bliskich. Wezwała funkcjonariuszy.

Ci, w pełnym krwi mieszkaniu, znaleźli dwa zmasakrowane ciała. Beata leżała na podłodze, a Małgosia w łóżku. Obok niej czuwała babcia. Potem w rozmowie z prokuratorem Bożena T. wyznała, że sama też chciała się zabić. Miała przygotowane lekarstwa. Nie zdążyła ich zażyć, bo przeszkodziła jej matka.

Wyznała, że zrobiła to wszystko dla dobra wnuczki. Po to, aby przez jej konflikty z córką Małgosia nie trafiła do domu dziecka, aby nie miała nieszczęśliwego życia...

Wybierz Wpływową Kobietę Małopolski 2012 Zobacz listę kandydatek i oddaj głos!

Która stacja narciarska w Małopolsce jest najlepsza? Zdecyduj i weź udział w plebiscycie

Ferie zimowe 2012. Zobacz, jak możesz je spędzić w Krakowie!

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xyz
Nawet nie wiedzą jaka jest poprawna nazwa ulicy - kpina!!
a
anai
One wszystkie sa winne temu.one to cykajace bomby
t
trueplmedia
wejdz na www.trueplmedia.wordpress.com
a
ava
JAK NIE JEDNA POLKA SZUKAJĄCA SZCZĘŚCIA ZA GRANICA....
c
człowiek
dlaczego nikt nie pyta jaka jest prababcia, a skupiają sie na 14 latce, ktoś te kobiety ( babcie, córke, wnuczke, nawet prababcie ) tak wychowywal !!!!
K
KPR
Wylęgarnia kulonów:)
P
POdpis
i jeszcze tekst podpisany "psycholog". Co to ma do tragedii w Słomnikach? Proszę nie wypowiadać się w imieniu psychologów i to jeszcze agitując politycznie. Może Pan(Pani) mieć swoje sympatie polityczne, ale to nie jest miejsce do ich prezentowania. Nie ma potrzeby wywnętrzać się tutaj i jedynym złem obarczać z nazwiska jedną osobę - to manipulowanie opinią. Jeśli czuje się Pan(Pani) źle w naszym kraju, w którym jednak mimo PO nadal mamy demokrację, a nie narodowy socjalizm to proszę wyjechać i nie mącić. Cały tekst i jego logika przemawia jednak za koniecznością umówienia Pana(Pani) z psychiatrą. Intelektualny bełkot pomieszany z frustracją, nienawiścią i lękiem.
p
psycholog
W POlsce Tuska, w ktorej dawna minister edukacji narodowej Katarzyna Hall osiagnela apogeum tumanienia mlodych Polek i Polakow relatywizmem politycznej poprawnosci, ogniskuje sie to, co dzieje sie z Polkami i Polakami od czasu tzwn."okraglego stolu" wzmocnionego tzwn. "gruba kreska", ktora zapewnila polskiej klasie politycznej pomoc nigdy nieosadzonego srodowiska ubecko-esbeckiego. To, co robi ekipa Tuska , to jest tylko nasileniem wczesniejszych trendow w "zdemokratyzowanej" Polsce, w ktorej rzadzi tzwn. "salon" i w ktorej pospolstwa nikt nie pyta o zdanie poza odbywajacym sie co jakis czas obrzadkiem wyborczym. Wynik tego jest taki, ze tak jak kiedys Zamoyszczyzna byla tzwn. "Sonderlaboratorium SS", tak teraz cala Polska jest specjalnym laboratorium politycznej poprawnosci. Wynik dzialania tego politycznie poprawnego laboratorium na terenie III RP jest taki, ze polskie pospolstwo szaleje i a to matka organinizuje ogolnoeuropejski poscig za winnymi "uprowadzenia" jej corki, a to policjant wyprawia rodzine na tamten swiat, a to syn bylego ministra morduje swojego tate, a to - tak jak teraz - swoja rodzine morduje babcia. Reasumujac : zycie psychiczne Polek i Polakow w tej tak bardzo politycznie poprawnej III RP staje sie coraz bardziej chore, a ze UE marnuje swoje fundusze na ratowanie zlodziejskiej Grecji, wiec nie ma co liczyc na to, ze UE bedzie placic za masowe wizyty Polek i Polakow u psychologow i psychiatrow. A zatem, jezeli ekipa Tuska nie odesle politycznie poprawnych doradcow do slonecznej Kalifornii, to Polki i Polacy sami sie wymorduja - ale moze o to wlasnie chodzi w tej politycznie poprawnej przebudowie Polski, no bo mniej Polek i Polakow to wiecej wolnych miejsc pracy, a zatem mniejsze bezrobocie, ktore Tuskowi znowu rosnie mimo wyprawienia z Polski za chlebem ponad miliona Polek i Polakow.
p
podpis-srodpis
No i mamy wyjaśnienie przyczyn tragedii.

Kobita pogadała z księdzem watykańskim - i proszę jak się to skończyło ....
:)
"Wróciła z brzuchem", a wyjechała bez brzucha?
Dodaj ogłoszenie