O, holender! Góralka w depresji...

Jacek Żukowski
Katarzyna Niewiadoma: Koleżanki studiują, a potem nie mają pracy. Ja już mam stałe zarobki i robię to, co naprawdę kocham. fot. Anna Kaczmarz
Katarzyna Niewiadoma z Ochotnicy Górnej jest zawodową kolarką. Jeździ w holenderskiej grupie Rabobank. Ale trenować woli w górach niż w depresji, na której leży duża część Holandii.

Posmakowała Pani już zawodowstwa. Można porównać kolarstwo kobiece do męskiego?
Ciężko porównywać, jest ogromna przepaść w wynagrodzeniach i nagrodach, ale z roku na rok jest lepiej. Kolarzy jest dużo więcej, mają trzy poziomy, trzy ligi, jeśli chodzi o rywalizację. Kobiety jeżdżą w jednej, poza tym są grupy amatorskie. Nie mamy tylu wyścigów najwyższej rangi. Ważne są Puchary Świata, Giro d'Italia i mistrzostwa świata.

A sprzęt?
Tu nie ma żadnych różnic, sponsorzy, którzy wspierają męskie teamy, sponsorują też nas. Mam rower z najwyższej półki.

Zainteresowanie mediów, przynajmniej w Polsce, też jest różne.
Tak, bo kobiece wyścigi nie są transmitowane w telewizji. We Włoszech jest inaczej, Giro można zobaczyć w telewizji. Pokazuje się też gwiazdy takie jak moja koleżanka z grupy Marianne Vos.

W Giro jedziecie po tej samej trasie co panowie?
Kilka gór było tych samych. Zainteresowanie widzów jest ogromne, jeździmy w lipcu, a męski wyścig jest w maju. Ale np. w Tour of Flandres startujemy w ten sam dzień co kolarze, tyle że przed nimi.

W kobiecym peletonie dochodzi do spięć, takich jak w męskim?
Kobiety są dużo łagodniejsze. Są złości, ale nie staramy się odgrywać na koleżankach z innych ekip.

A jak jest z dopingiem?
To sporadyczne przypadki. Może to kwestia przekonania, że nie ma sensu ryzykować.

Nie macie więc paszportów biologicznych?
Są, tzw. system ADAMS, ten sam, który dotyczy też mężczyzn. Ja jeszcze nie mam tego paszportu. To dotyczy zawodniczek z pierwszej dziesiątki w światowym rankingu i pierwszych 10 z mistrzostw świata. Trzeba się meldować codziennie, gdzie się jest. Mnie dotyczą tylko kontrole podczas wyścigów czy zgrupowań.

Trochę intymne pytanie - jak załatwiane są potrzeby fizjologiczne podczas wyścigów?
Najgorzej było na Giro, z uwagi na wysoką temperaturę wypijałam bidon za bidonem. Gdy jest potrzeba, to zjeżdża się na tył peletonu. Szybko trzeba się zwijać, bo nikt na ciebie nie będzie czekał. Są przestoje w wyścigu i wtedy też trzeba wykorzystywać okazje. Lepiej to robić w grupce, bo potem łatwiej jest gonić.

Nie jesteście z innej planety. A patrząc na średnie tempo etapów, to dorównujecie mężczyznom.
Nie widać różnicy. Moja koleżanka z ekipy wygrała mistrzostwo Holandii i na 30-kilometrowej trasie miała średnie tempo 47 km/h.

W Holandii jest to sport popularniejszy niż w Polsce, choć u nas jest z tym lepiej?
Holendrzy mają Marianne Vos, tak jak my mamy Kamila Stocha czy Justynę Kowalczyk. Holandia jest krajem rowerów, nie ma człowieka, który by nim nie jeździł. Jest wiele ścieżek rowerowych. Kolarze są więc popularni.

Gdzie Pani ma bazę?
Wyścigi są w całej Europie, więc przemieszczam się z drużyną. Jak nie mam zbyt wielu dni startowych, to przygotowuję się w domu, w Ochotnicy Górnej. Jeśli już jesteśmy dłużej w Holandii to mieszkam koło Eindhoven, w hotelu. Nie mam więc stałego lokum.

W zespole, oprócz Pani, z zagranicznych zawodniczek są Niemka, Francuzka i Australijka. Jesteście traktowane tak samo jak miejscowe dziewczyny?
Oczywiście, to zbyt profesjonalna ekipa, by mogło być inaczej. Mamy zgrupowania integracyjne.

Jaki język obowiązuje w ekipie?
Angielski i holenderski. Porozumiewam się w tym pierwszym, po holendersku znam kilka słówek. Odprawy są po angielsku.

Poprzedni rok był zapoznawczy, teraz związana jest Pani z Rabobankiem na dłużej.
Tak, mam 2-letni kontrakt.

Co zrobiło na Pani największe wrażenie?
Na Zachodzie ścigamy się na etapach od 120 do 150 km, w kraju jest 60-70 km. Skupiłam się na ściganiu i ogromnej różnicy nie wyczułam, natomiast tempo dało się we znaki.

Jaka jest gwiazda ekipy Marianne Vos?
Nie daje nam odczuć tego, że jest najlepszą zawodniczką. Często rozmawiamy, nie tylko o wyścigach.

W Holandii inaczej Pani trenuje niż w domu? W Ochotnicy ma Pani góry, a tam płasko jak na stole.
Nienawidzę treningów w Holandii, jest tyle ścieżek rowerowych, że łatwo się zgubić... Dużo przyjemniej jest we Włoszech.

Ma Pani chłopaka, kolarza (Przemysław Kasperkiewicz). Ciężko utrzymywać taki związek na odległość?
Czasem się nie widzimy ponad miesiąc. Mamy skype'a, można sobie poradzić.

Gdy Pani patrzy na koleżanki to nie żal, że nie bywa Pani np. w dyskotece?
Kiedyś żałowałam, że one idą, a ja siedzę w domu. Dziś nie wyobrażam sobie innego życia. Koleżanki studiują, ale potem nie mogą znaleźć pracy. Ja już mam stałe zarobki i robię to, co kocham.

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie