Okiem Jerzego Stuhra. Ciągną tu z całej Europy wszelkiej maści zabijaki

Jerzy Stuhr
fot. Andrzej Banaś
Otwierał Pan w zeszłym tygodniu Festiwal Polskich Filmów w Kijowie swoim "Obywatelem". Proszę o pierwsze wrażenia z miasta, którego Pan nie znał, poza wycieczką szkolną przed 50 laty, miasta "po przejściach"...

Miasto żyje swoim bujnym życiem. Restauracje, kawiarnie, na pełnym gazie działa wszystko, a potem nagle czytasz, że właśnie wczoraj zabili działacza opozycji przed jego domem. Gdyby u nas się coś takiego stało, to natychmiast byłby taki natłok informacji, wzajemnych oskarżeń, kłótni. A tam nic. Znajomi, z którymi spędziłem wieczór, prezes Stowarzyszenia Filmowców Ukraińskich, i jego otoczenie, w ogóle tego tematu nie poruszyli.

Nie możesz nic zrozumieć, czytając informacje, że na Ukrainie walczy, oficjalnie zarejestrowanych, 600 obcokrajowców. Są wśród nich Polacy, są Hiszpanie, Włosi. Oni tam przyjeżdżają, i - trudno to sobie wyobrazić - ale im jest wszystko jedno, po której stronie będą walczyć. Gdzie trafią, tam są. Chcą sobie trochę powalczyć, postrzelać. Czy z tego coś potem wynika? Czy to jest informacja, czy świadomie kolportowana plotka? Wszyscy byli tu bardzo zadowoleni z przemówienia prezydenta Komorowskiego w parlamencie ukraińskim, bo powiedział, że nie zostawimy ich samych.

O azyl w Europie Zachodniej poprosiło 14 tysięcy Ukraińców. Tymczasem odpowiedzi przychodzą bardzo powoli: we Francji wydano 10 pozwoleń, Włosi, którzy mają tych różnych "swoich" imigrantów cały czas na głowie, wydali 156. To wszystko jeszcze daleko, aby zrealizować prośby o azyl na Zachodzie dla 14 tysięcy Ukraińców. Ale równocześnie aż 600 tysięcy Ukraińców wystosowało prośbę o azyl do Rosji, Mołdawii i na Białoruś. I teraz, gdy zbije się z sobą te wszystkie informacje, to zostają tylko pytania.

Dalej: żołnierze rosyjscy. Prezydent Putin przez całe cztery godziny rozmawiał z telewidzami i wyraźnie oświadczył, że ani jednego rosyjskiego żołnierza nie ma na Ukrainie. Ale dziennikarka radia kijowskiego, z którą rozmawiałem, opowiadała mi, że jeździ do tych różnych ukraińskich szpitali, gdzie leżą ukraińscy ranni, ludzie bez nóg, bez rąk, którzy wyraźnie mówią, iż do nich strzelali Rosjanie… I co z taką informacją można zrobić? I kto się ma nią zająć?

Byliśmy w Ławrze, wielkiej, wspaniałej Ławrze Peczorskiej, która jest siedzibą zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. Taka jest pełna nazwa tego klasztoru, popularnie nazywanego Ławrą Moskiewską.
Spotkaliśmy tam znajomą mojej tłumaczki kijowskiej. Mówiła, że ma w tej chwili syna, Ukraińca, na wojnie. Jej pop jest Rosjaninem. A moskiewska Cerkiew nie może potwierdzać, że jest wojna, czy, że są na niej rosyjscy żołnierze, bo przecież cerkiew jest moskiewska. Patriarchat tej Ławry jest w Moskwie.

Na terenie Ukrainy działa pięć cerkwi, pięć patriarchatów, ale moskiewska Ławra jest największa. Ta pani całe życie chodziła do moskiewskiej cerkwi. Czy teraz powinna chodzić do innej cerkwi, gdzie znajdzie inne informacje? Jakże trudno jest dzisiaj powiedzieć: niech się wyzwala naród ukraiński. To idzie od wieków.

A z drugiej strony odbywają się kulturalne imprezy, zacznie się wielki festiwal książki, na który jadą też polscy pisarze. Wszystko działa. Mówiłem oficjalnie na konferencji prasowej, że artyści stoją teraz przed niebywałą szansą, bo świat czeka na ich wypowiedź.

A ja byłem mocno zbulwersowany, bo... Obwożą mnie po mieście i pokazują, skąd strzelał snajper. Wiedzą to - i nic z tego nie wynika. Posprzątane, nie ma śladu. Jeden tylko dom zostawiony, z wybitymi szybami, a przed nim zdjęcia wszystkich tych, którzy zginęli...

Nie czuje się atmosfery wielkiej żałoby. Widać tylko to piękne miasto, takie z klasą. Z historią. I nikt nie reaguje, że z Europy na Ukrainę ciągną wszelkiej maści zabijaki, które się chcą w wojenne gry pobawić.
I wszystko im jedno, po której są stronie.

Notowała: Maria Malatyńska

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krokus

Prokurator, który chciał postawić zarzuty Cezaremu Grabarczykowi i dwóm policjantom, został odsunięty od sprawy.
Zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie Wielkopolskim Janusz Walczak przyznaje, że do zmiany prokuratora prowadzącego śledztwo doszło w listopadzie ubiegłego roku. Równocześnie uchylone zostały postanowienia o postawieniu zarzutów dwóm policjantom, dotyczące poświadczenia nieprawdy w dokumentacji związanej z egzaminem ministra sprawiedliwości - zauważa "Nasz Dziennik".

Dodaj ogłoszenie