"Oparzenie to nie tylko rana, ale i choroba". Pierwsza pomoc w oparzeniach

Julia Kalęba
Julia Kalęba
Dr Beata StanekAbsolwentka Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum UJ w Krakowie. Od 1996 r. pracuje w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie. Pełni obowiązki kierownika Oddziału Chirurgii Plastycznej i Rekonstrukcyjnej w Dziecięcym Centrum Oparzeniowym.
Dr Beata StanekAbsolwentka Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum UJ w Krakowie. Od 1996 r. pracuje w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie. Pełni obowiązki kierownika Oddziału Chirurgii Plastycznej i Rekonstrukcyjnej w Dziecięcym Centrum Oparzeniowym. Andrzej Banas / Polska Press
O pierwszej pomocy w przypadku oparzeń i o domowych sposobach radzenia sobie z bólem opowiada dr Beata Stanek, specjalistka chirurgii dziecięcej

Oparzenie to choroba?
Tak, choć niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Pod wpływem wysokiej temperatury dochodzi do miejscowego uszkodzenia skóry, czyli rany oparzeniowej, i następstw ogólnoustrojowych, zwanych chorobą oparzeniową. Jednym z zaburzeń jest spadek odporności. Choroba oparzeniowa wpływa na wiele narządów w naszym ciele i powoduje ból.

Co dzieje się wtedy w skórze?
W zależności od tego, jak długi mamy kontakt z czynnikiem parzącym i jaka jest jego temperatura, dochodzi do zniszczenia poszczególnych warstw skóry lub nawet tkanek położonych głębiej. Najpierw mamy naskórek, następnie skórę właściwą i tkankę podskórną. Jeśli uszkodzimy naskórek i powierzchowną warstwę skóry właściwej, rana wygoi się samoistnie do 14 dni, a jedynym śladem na skórze będzie przebarwienie. Ale jeżeli uszkodzimy już pełną grubość skóry razem z tkanką podskórną, wtedy rana oparzeniowa pokryje się grubym skórzastym strupem. Są to martwe tkanki, w których chętnie rozwijają się bakterie. Wtedy nie warto zwlekać i najlepiej zgłosić się do lekarza.

Dlaczego nas to tak boli?
W skórze znajdują się zakończenia nerwowe. Uszkodzenie ich podczas oparzenia powoduje podrażnienie i ból, który jest największy przy oparzeniu naskórka i powierzchownej warstwy skóry. Jeśli zniszczeniu ulega pełna grubość skóry, a więc i zakończenia nerwowe w miejscu rany, ból jest znikomy.

A można się oparzyć czymśco ma temperaturę 42 stopni?
Tak, jest to prawdopodobne, ale wymaga bardzo długiego, nawet kilkugodzinnego działania czynnika termicznego. Szczególnie narażone są dzieci, zwłaszcza te najmłodsze, mające bardzo cienką skórę. Są też rejony szczególnie wrażliwe, takie jak twarz, szyja i pachwiny, gdzie dużo szybciej możemy się oparzyć. Kiedy wyjdziemy na chwilę na słońce, na twarzy i dekolcie szybko powstanie rumień, ale jeśli będziemy przebywać na słońcu dłużej bez żadnych zabezpieczeń...

To pojawią się pęcherze?
Tak, one będą oznaczać już głębsze uszkodzenie skóry. Ale stopień oparzenia, czyli głębokość uszkodzenia tkanek, jest zależny zarówno od czasu działania czynnika termicznego, jak i temperatury. Dlatego przy tych najczęstszych oparzeniach, kiedy na skórę wyleje się gorąca herbata lub kawa, zawsze pytamy pacjenta, czy była zalana wrzątkiem tuż wcześniej, czy chwilę odstała. Kilka minut może dużo znaczyć dla stopnia oparzenia.

Wspomniała Pani, że w zależności od głębokości uszkodzenia skóry mówimy o różnych stopniach poparzenia. W jaki sposób je rozróżniamy?
Pierwszy stopień oparzenia to uszkodzenie samego naskórka, skóra jest czerwona i bardzo bolesna. Wymaga jedynie natłuszczania i goi się nie zostawiając śladów. Drugi stopień oparzenia obejmuje skórę właściwą - jej warstwę powierzchowną lub pełną grubość. To uszkodzenie skóry objawia się różnej wielkości pęcherzami. Natomiast oparzenie trzeciego stopnia sięga głębiej, a zniszczeniu ulega tkanka podskórna. Na powierzchni rany obserwujemy wtedy ciemnobrązowy lub czarny strup. Oparzenia czwartego stopnia obejmują już struktury podskórne, takie jak ścięgna, mięśnie czy kości.

W przypadku których oparzeń możemy poradzić sobie jeszcze domowymi sposobami?
Poza błahymi ranami właściwie zawsze powinniśmy się skonsultować z lekarzem. On oceni powierzchnię i wstępnie głębokość uszkodzenia skóry, chirurgicznie oczyści ranę, założy odpowiedni opatrunek i zaleci dalsze postępowanie. Wtedy możemy być pewni, że rana ma szansę na prawidłowe gojenie. Poza tym, przyjmuje się, że oparzenia, które obejmują więcej niż 10 proc. naszego ciała(1 proc. jest wielkości dłoni u dorosłych) lub dotyczą twarzy, szyi i pachwin, zawsze powinny być skonsultowane z lekarzem, bo w większości tych przypadków konieczna jest hospitalizacja.

I jak wtedy powinna wyglądać pierwsza pomoc?
Przede wszystkim od razu musimy podać leki przeciwbólowe. Na pewno nie możemy wrzucać na przykład poparzonego dziecka do wanny z zimną wodą! Ten zły nawyk pokutuje wciąż w niektórych domach, podczas gdy zwykle prowadzi do jeszcze gorszych powikłań. Wtedy uszkodzona już przez oparzenie skóra jest jeszcze bardziej niszczona, a dziecko, u którego w wyniku oparzenia dochodzi do spadku odporności, choruje na różnego stopnia zapalenia, na przykład dróg oddechowych.

Ból musimy uśmierzać lekami?
Tak. Natomiast schłodzenie rany, które jest konieczne tuż po oparzeniu, powinniśmy wykonać jałową gazą, czystym ręcznikiem zamoczonym w wodzie o temperaturze pokojowej. Następnie należy całe dziecko otulić czystym prześcieradłem lub kocem, aby zapewnić mu ciepło. Są to najważniejsze rzeczy, które trzeba wykonać tuż po oparzeniu. Wtedy możemy przewieźć dziecko do szpitala.

Jakie preparaty, które mogą nam pomóc przy oparzeniu, powinniśmy mieć w domowej apteczce?
Dobrze byłoby mieć sól fizjologiczną, płyn bakteriobójczy, na przykład na jodzie, i krem nawilżający. Z bardziej profesjonalnych opatrunków dostępnych w aptekach polecam opatrunki wazelinowe z jodem lub jonami srebra, które zakładamy po przemyciu ran. Płytkie oparzenia, w tym rumień, leczymy kremami natłuszczającymi. Przy głębszych oparzeniach ranę należy przemyć płynem bakteriobójczym, a następnie założyć jałowy opatrunek. Najbardziej lubię preparaty na jodzie, bo doskonale zabezpieczają ranę przed wszelkiego rodzaju zakażeniem i pobudzają ją do gojenia. Jeśli mamy opatrunki wazelinowe z jonami srebra, pamiętajmy, by ranę przemyć tylko solą fizjologiczną. Należy jednak pamiętać, że mało jest takich oparzeń, które powinniśmy sami leczyć w domu.

Jak przebiega leczenie w szpitalu?
W przypadku lekkich oparzeń najpierw podajemy leki przeciwbólowe, a następnie na bloku chirurgicznym, w pełnym znieczuleniu przemywamy ranę oparzeniową środkami bakteriobójczymi, usuwamy resztki pęcherzy i zakładamy stosowny opatrunek. Jeśli jednak są to poważniejsze oparzenia, które dotyczą powyżej 20 proc. powierzchni ciała, wtedy trzeba włączyć leczenie ogólne. Dochodzi wtedy do zaburzenia równowagi wielu podstawowych procesów fizjologicznych, z których wstrząs oparzeniowy jest najbardziej typowy dla tego urazu. Polega on na rozszczelnieniu się naczyń krwionośnych, przez co zmniejsza się ilość krwi w łożysku naczyniowym. Aby uzupełnić te straty, przetaczamy pacjentowi kroplówkę oparzeniową. Leczenie to jest wielospecjalistyczne, długie i żmudne.

Kiedy konieczny jest przeszczep skóry?
Jeśli martwica objęła pełną grubość skóry właściwej. Co dwa-trzy dni zmieniamy opatrunki i obserwujemy, jak wygląda rana oparzeniowa. Jeśli uszkodzona jest pełna grubość skóry, to martwe tkanki należy usunąć, a powstałe ubytki pokryć przeszczepami skóry własnej. Taki zabieg trzeba wykonać do trzech tygodni.

Jak dbać o skórę po wyjściu ze szpitala?
Skóra, która goi się po oparzeniu, zawsze jest czerwona, łuszczy się, swędzi. Świąd oczywiście próbujemy niwelować za pomocą leków, natłuszczając skórę czy też wspomagając ją specjalnymi opatrunkami silikonowymi i ubrankami uciskowymi, które łagodzą swędzenie i utrudniają powstawanie blizn. Ważne jest też, aby przynajmniej przez rok nie wystawiać tej skóry na słońce. Rodzice często pytają nas, czy będą mogli zabrać swoje dziecko nad morze. Oczywiście taki wyjazd nie jest problemem, jeśli maluch założy specjalne ubranko z filtrem, które zabezpieczy skórę. Po oparzeniu dużo łatwiej ulega ona urazom. Dlatego zawsze warto mieć przy sobie też maść z rywanolem i użyć jej w razie pojawienia się ewentualnych pęcherzy czy podrażnień.

Najpierw skóra swędzi, a potem pojawiają się niechciane blizny. Możemy im jakoś zapobiec?
Ubranka, plastry i maści mogą zmniejszyć ryzyko powstawania blizn, ale trzeba pamiętać, że pewnych blizn nie unikniemy, mimo prawidłowego postępowania po oparzeniu.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ada
17 stycznia 2019, 17:02, Asia:

To bardzo mądry artykuł, pozwoliłam sobie przesłać go do koleżanek, które mają dzieci. U nas ostatnio oparzenie było małe, ale płaczu w domu było co niemiara. Ja akurat zastosowałam metodę schłodzenia i później żel help4skin i dopiero wizyta do lekarza. Wszystko było na tyle małe, że rana się zagoiła i nie zostało po niej śladu. Niemniej jednak dziecko jest teraz dużo bardziej uważne.

To gówniany produkt.

G
Gość

Dość ciekawe stwierdzenie, że zimna woda może pogorszyć ranę. Kilka dni temu oblałam się wrzątkiem. Zaraz po zagotowaniu. Poparzone całe udo. Najpierw pęcherze, teraz nie mam skóry w miejscu oparzenia. Ratownicy medyczni, pielęgniarki i 3 lekarzy, którzy do tej pory nie widzieli, w tym chirurg, stwierdzili, że wykonalam 90% pracy przed przyjazdem pogotowia i dzięki temu, że polewałam to długo zimną wodą, rana nie jest tak ciężka. I ludzie niestety dalej tego nie robią. No ale nie dziwię się, jeżeli tak mądre porady można znaleźć w internecie że strony innych lekarzy.

G
Gość
2019-01-17T17:02:45 01:00, Asia:

To bardzo mądry artykuł, pozwoliłam sobie przesłać go do koleżanek, które mają dzieci. U nas ostatnio oparzenie było małe, ale płaczu w domu było co niemiara. Ja akurat zastosowałam metodę schłodzenia i później żel help4skin i dopiero wizyta do lekarza. Wszystko było na tyle małe, że rana się zagoiła i nie zostało po niej śladu. Niemniej jednak dziecko jest teraz dużo bardziej uważne.

wygląda na produkt dla mnie. Patrząc na to co moje dzieciaki robią na placu zabaw, przyda się wsparcie przy opatrunkach.

L
Lija

Powiem ci, że ja go mam na stałe w apteczce. Mam syna piłkarza, który nie odpuszcza treningu mimo złej pogody. Musze przyznać, że ma ogromną odporność i naprawdę nie choruje. Jedyne z czym się spotykam to otarcia, zadrapania i drobne kontuzje.

P
Pola

Też mam help4skin w domu, został mi po sezonie wakacyjnym. Kiedy to moja trójka dzieci miała szaleństwo na deskorolce i rolkach. Wszystkie otarcia, zadrapania i rany wszelakiej wielkości zostały smarowane powyższym żelem.

A
Asia

To bardzo mądry artykuł, pozwoliłam sobie przesłać go do koleżanek, które mają dzieci. U nas ostatnio oparzenie było małe, ale płaczu w domu było co niemiara. Ja akurat zastosowałam metodę schłodzenia i później żel help4skin i dopiero wizyta do lekarza. Wszystko było na tyle małe, że rana się zagoiła i nie zostało po niej śladu. Niemniej jednak dziecko jest teraz dużo bardziej uważne.

d
do Kuby

A jak to się ma w kontekście artykułu? Ładna, nieładna, to nieistotne. Lekarz ma być świetnym, douczającym się ciągle, empatycznym specjalistą, wygląd to sprawa drugo-, a może trzeciorzędna.

K
Kuba

Bardzo ładna pani dr.

Dodaj ogłoszenie