Oszukańcza sprzedaż mieszkania w Nowej Hucie. Wśród oskarżonych krakowski notariusz

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Za szybą tymczasowo aresztowani Robert S. i Rafał K. na procesie przed krakowskim sądem
Za szybą tymczasowo aresztowani Robert S. i Rafał K. na procesie przed krakowskim sądem Artur Drożdżak
Przed Sądem Okręgowym w Krakowie rozpoczął się we wtorek (30 marca) proces sześciu osób oskarżonych o oszustwo przy sprzedaży mieszkania. Sprawcy wykorzystali stan psychiczny kobiety, która nie była w stanie zrozumieć, że pada ofiarą przestępstwa. Na ławie oskarżonych jest też krakowski notariusz, któremu śledczy zarzucają pomocnictwo w dokonaniu oszustwa oraz niedopełnienie obowiązków służbowych. Niektórzy oskarżeni tylko częściowo przyznają się do winy, ale generalnie odpowiedzialnością obarczają pozostałe osoby.

FLESZ - Sypią się mandaty za łamanie obostrzeń

Zdaniem prokuratury, pomysłodawcami oszustwa byli murarz 44-letni Robert S. i 41-letni mechanik urządzeń Rafał K., obaj byli już karani, pozostają w areszcie tymczasowym od sierpnia ub. roku.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że zainteresowali się mieszkaniem o powierzchni 40 m kw. w bloku na os. Niepodległości, tuż obok bazaru Tomex w Nowej Hucie, które należało do 73-letniej Sabiny W. Syn kobiety siedział w więzieniu, a ona nadużywała alkoholu i zapraszała do picia przygodne osoby. Miała objawy otępienne i była niezdolna do podjęcia leczenia oraz podejmowania decyzji i kierowania swoim postępowaniem. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej wystąpił do sądu o zgodę na umieszczenie kobiety w Domu Pomocy Społecznej i sąd się z tym zgodził, ale kobieta dalej mieszkała pod swoim adresem.

Sprawcy, by zrealizować swój plan, postanowili wykorzystać nieporadność właścicielki mieszkania i obiecali znajomemu małżeństwu kwotę ok. 6 tys. zł w zamian za opiekę nad kobietą. Magda i Jakub W. zgodzili się zaopiekować Sabiną W. do z czasu sprzedaży jej lokum. Odwiedzali ją, przynosili jedzenie i alkohol. Dostawali na ten cel od Roberta S. 20-30 zł tygodniowo. Potem oskarżeni zaczęli zabierać kobietę do urzędów, by załatwić niezbędne dokumenty, wymeldowali kobietę i jej syna, a Sabina W. została wtedy zameldowana u małżonków W.

Sprawcy skorzystali z pomocy agentki biura nieruchomości Beaty G., która znalazła kupca na mieszkanie na os. Niepodległości. Ustalono, że lokal zostanie sprzedany za 192 tys. zł.

Kupnem był zainteresowany Piotr. K. prezes firmy zajmującej się obrotem mieszkaniami. Następnie umówiono wizytę u notariusza, ale Magda M. 7 listopada 2019 r. nie zgodziła się na sporządzenie umowy sprzedaży mieszkania, bo uznała, że sprzedająca Sabina W. nie rozumie co się wokół niej dzieje. Zdaniem notariusza kobieta nie byłaby w sklepie zrobić zakupów, a co dopiero zawrzeć umowy u notarialnej.

Wtedy oskarżeni następnego dnia podjęli drugą próbę zawarcia aktu notarialnego i 8 listopada to się udało, ale już w kancelarii Bartosza F. Notariusz od pewnego czasu współpracował z firmą Piotra K., czyli z nabywcą mieszkania pokrzywdzonej.

Śledczy uważają, ze notariusz ułatwił dokonanie przestępstwa i nie dopełnił obowiązków służbowych, czym zaniedbał interesy sprzedającej lokal Sabiny W. Treść umowy wskazywała, że sposób płatności nie zabezpiecza interesów kobiety, była tam zawarta informacja, że przelew ma być na konto bankowe „opiekunki” kobiety, czyli do Magdy W.

Notariusz nie przyznaje się do winy i przekonuje, że przez 10 minut rozmawiał na uboczu z pokrzywdzoną i wypytywał ją wówczas, czy ma zaufanie do opiekunki. Rozmowy na osobności z Sabiną W. nie potwierdzają inni oskarżeni, którzy wtedy byli w kancelarii notarialnej. Po wszystkim pieniądze trafiły na konto oskarżonej. Magda W. w dwóch transzach wypłaciła je i wszystko przekazała Robertowi S. Potwierdzenia żadnego tej transakcji nie otrzymała. Robert S. zaprzecza, by brał jakieś pieniądze. Twierdzi ponadto, że inne osoby pomawiają go o dokonanie przestępstwa, a on był tylko kierowcą który podwoził Magdę W. do urzędów. Myślał, że starsza pani to jej rodzina, bo mówiła do niej „babciu”.

Sabina W. była w hostelach, z których uciekała. Potem przychodziła pod swój adres, ale tam już były zmienione zamki, więc spała na klatce schodowej. Pieniędzy za mieszkanie żadnych nie dostała. Jego nabywca po remoncie sprzedał lokal za 253 tys., a kolejny nabywca, po dodatkowych pracach, spieniężył mieszkanie za 382 500 zł.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

super, okradli kobitę na jakieś 200k, potem 2x sprzedaż żeby nie dało się odkręcić...... ciekawe za co siedzi syn, może wyrówna rachunki z tymi wesołkami (i znów pójdzie siedzieć, ale przynajmniej ... z czystym sumieniem).

Dodaj ogłoszenie