Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

"Słyszycie państwo, jaki mam głos". Tomasz Tułacz po meczu Puszcza Niepołomice - Zagłębie Lubin

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Trener Tomasz Tułacz (z lewej) podczas meczu Puszcza - Zagłębie
Trener Tomasz Tułacz (z lewej) podczas meczu Puszcza - Zagłębie Szymon Korta
Tomasz Tułacz, trener Puszczy Niepołomice, zremisowany 2:2 mecz z Zagłębiem Lubin podsumował tak: - Niedosyt, dlatego, że otworzyliśmy sobie mecz. Powinniśmy pójść za ciosem, ale funkcjonując tak jak do przerwy, to nie mamy czego szukać w ekstraklasie. A z pozytywów: dobra reakcja po przerwie i bicie się o zwycięstwo do samego końca.

Występ na pomeczowej konferencji szkoleniowiec zaczął od tematu Mateusza Cholewiaka, który tydzień temu w meczu z Legią doznał kontuzji twarzoczaszki. Tułacz poinformował, że w poniedziałek zawodnik przejdzie zabieg.

- Poważny uraz, pięć kości złamanych. I chcę z tego miejsca wyrazić nasze wsparcie dla jego osoby - podkreślił trener Puszczy. - Czekamy na niego. I myślę, że jak najszybciej, oczywiście w pełni zdrowy, do nas dołączy i wtedy będziemy mieli przyjemność korzystać z jego usług.

"Nie mogłem uwierzyć w to, co zaczęliśmy robić"

- A co do meczu, słyszycie państwo, jaki mam głos - mówił, rzeczywiście trochę chrypiąc. - Powiem szczerze, że przerwa kosztowała mnie bardzo dużo. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że coś pozytywnego w czasie meczu może spowodować taką negatywną reakcję zespołu. A tutaj – strzelamy bramkę, właściwie do tego momentu wszystko funkcjonuje tak, jak planowaliśmy - i nagle zobaczyłem inny zespół. Nie mogłem uwierzyć w to, co zaczęliśmy robić. Graliśmy po 10-15 metrów od przeciwnika. Kompletnie oddając grę rywalowi. No, jedyny pozytyw to chyba taki, że dwoma straconymi bramkami się skończyło przed przerwą. Trzeba sobie to jasno powiedzieć i tak też postawiliśmy sprawę w szatni w przerwie.

"Zespół podjął rękawicę"

- Drugi aspekt to reakcja drużyny. Ze statystyk chyba nawet wynika, że mieliśmy większe posiadanie piłki po przerwie od Zagłębia Lubin. Oczywiście, narażaliśmy się na kontrataki, ale zespół podjął rękawicę. Poszły zmiany ofensywne, strzeliliśmy bramkę na 2:2.

Niewiele to zmienia w naszej sytuacji, bo my musimy grać o zwycięstwa, chcąc utrzymać się na tym poziomie. I wiemy, jak ważny był to dla nas mecz, ale myślę, że z punktu mentalnego jest to jakiś pozytyw - dodał Tułacz.

Jak wypadł Revenco?

Ze względu na problemy kadrowe - nie tylko kontuzję Cholewiaka, ale też kartkowe pauzy Piotra Mrozińskiego i Jakuba Bartosza, szkoleniowiec musiał pozmieniać skład, który tydzień wcześniej zremisował z Legią. Po raz pierwszy od początku meczu wystawił, na prawej obronie, Ioana-Calina Revenco. Jak wypadł?

- "Reva" ma trochę trudne wejście do zespołu - przyznał Tułacz. - Wiemy, jak ciężko mu to przychodziło, czy to w sparingach czy w treningach, ale dzisiaj zagrał pozytywnie. Ja jestem daleki od indywidualnych ocen, ale z tego obrazu, który ja miałem na gorąco, to zagrał naprawdę więcej niż poprawnie. Miał niełatwe zadanie, bo grał na szybkich zawodników.

Tułacz o Koreańczyku: Świetnie wykonuje stałe fragmenty

W drugiej połowie na boisko wszedł natomiast Jin-Hyun Lee, Koreańczyk, który do zespołu dołączył w środę. W niedzielę zaliczył 45-minutowy debiut w Puszczy.

Tułacz: - Myślę, że "Jini" też wniósł tyle, ile mógł. Duży pozytyw, jeżeli chodzi o aspekty piłkarskie. Uważam, że ten zawodnik z dnia na dzień będzie mocniejszy fizycznie. Chodzi mi o przygotowanie, będzie dawał jeszcze więcej drużynie. Widzieliście państwo jego operowanie piłką, ale też i w defensywie. Ten występ też odbieram na plus.

- Będziemy robić wszystko, żeby go jak najsprawniej wdrożyć w drużynę, bo to jest zawodnik o dużym potencjale i naprawdę może nam pomóc, w szczególności w sytuacji absencji Mateusza Cholewiaka, jeżeli chodzi o operowanie lewą nogą. Mogę powiedzieć, że jest to zawodnik - nie miał dzisiaj może za dużo okazji - świetnie wykonujący stałe fragmenty, bardzo na to liczę.

Debiut Wojcinowicza w ekstraklasie. "Dostał jasny sygnał"

W meczu z Zagłębiem pod koniec na boisko wszedł Tomasz Wojcinowicz - obrońca, który w sezonie uwieńczonym awansem do ekstraklasy był ważnym punktem zespołu. Potem jednak dopadły go problemy zdrowotne, a po powrocie do zdrowia nie przebijał się do skłądu. No i dziś, 25 lutego 2024, 27-letni piłkarz doczekał się debiutu w ekstraklasie.

Wpuszczając go na boisko, Tułacz zdecydował się przemeblować obronę. Zapytaliśmy trenera - czy chciał też zawodnikowi dać impuls, że jest drużynie potrzebny?

- Każdy zawodnik jest tej drużynie potrzebny i powiedziałem o tym przed chwilą chłopakom w szatni. Zagraliśmy trochę słabiej do przerwy, jak nie my. I to nas trochę bolało. Ale liczę na nich wszystkich. Nie ma nas zbyt dużo. Ale już nie raz pokazali zawodnicy, że mają charakter, potrafią wychodzić z takich sytuacji, kiedy wszyscy nas skazywali i liczę na to, że tak będzie teraz - powiedział szkoleniowiec.

Dodał: - Wracając do Tomka Wojcinowicza: zagraliśmy z zespołem, który był większy od nas pod względem fizycznym. Zapłaciliśmy za to bramką z rzutu rożnego, Aleks Ławniczak przeskoczył naszych zawodników. Notabene, ładna bramka. Dlatego podniosłem zespół… Atutem Tomka jest bardzo dobra gra w powietrzu, bardzo dobry timing, dlatego taka decyzja. Bardzo też liczę na to, że dostał jasny sygnał, że jest do gry i nie ma znaczenia, że miał dłuższą przerwę. Będę na niego liczył, tak samo jak na resztę chłopaków.

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska