https://gazetakrakowska.pl
reklama
MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Świat według windykatora

Katarzyna Janiszewska
archiwum
Wolałabym nie spotkać Wincenta i jego kolegów w ciemnej ulicy. Co tam w ciemnej. Nawet w dzień człowiek by się spocił. Pięciu wielkich facetów, wygolonych na zapałkę, w czarnych skórach. O takich mówi się zwykle "karki". Tacy najpierw biją, a później pytają.

Czytaj także: Moda z Krakowa? Czemu nie

Maseczka dla twardziela

Ale ja na szczęście nie wzięłam kredytu w banku, nie mam niespłaconych rat ani faktur, żadnych długów, zaległości czy choćby kary w bibliotece. Więc spokojnie rozmawiamy sobie z Wincentem jak kumple. Często i głośno śmieje się z tego, co sam opowiada. Doradzi mi nawet, gdzie iść na solarium. - Na Oświecenia jest najlepsze - przekonuje. - Od razu brązuje. Wcześniej cały Kraków zjeździłem. Sezon plażowy zaraz się zaczyna, to w dwa tygodnie muszę być czarny. Co dwa dni ogień, ogień. Później do kosmetyczki, żeby opuchlizna z twarzy zeszła, bo od opalania podchodzi. Najlepszy jest kwas migdałowy. Do tego rzeźba i można rwać laski.

Nie ma litości

To jest miła strona osobowości Wincenta. Ale takiej dłużnik na pewno nie pozna. W oczach dłużnika Wincent będzie wyglądał tak: groźny osiłek, zakapior, któremu z byle powodu włącza się agresor. Chodzi nabuzowany, bujając się na boki, i zdecydowanie nadużywa słowa na "k". Czyli regularny gangster.

Za to w oczach Wincenta, każdy dłużnik - a przynajmniej większość z nich - to szuja, oszust, kręt i kłamca. Zwykły szkodnik, pijawka. Wije się, piszczy, płaszczy, zaklina na grób matki, żeby tylko wymigać się od płacenia.

A dla takich Wincent nie ma litości. Nigdy nie odpuszcza, bo inaczej firma nie mogłaby działać.
- Na 150 spraw, które prowadziłem, jedna mi się zdarzyła, że to byli biedni ludzie - opowiada. - To znaczy tacy, że ktoś ich oszukał i nie mieli z czego spłacać. Widać było, że porządna rodzina: bujane fotele, herbatkę pili, jak żeśmy przyszli. Ale reszta, kłamią jak z nut. Aktorstwo pierwsza klasa. Że babcia w szpitalu, dziecko niepełnosprawne, mąż umiera.

Wszystko wymyślą, żeby tylko zyskać na czasie. - Na początku, to się jeszcze na to łapałem - mówi dalej Wincent. - To znaczy robiłem swoje, windykowałem do końca, ale z poczuciem winy. Że może działam bez serca. Miałem wyrzuty sumienia. Teraz to już kompletna znieczulica.

Francja-elegancja

Pierwsza rozmowa, ta oficjalna, Francja-elegancja. Chłopaki się przedstawiają, że są z firmy windykacyjnej takiej to a takiej, że do pana Kowalskiego w sprawie długu. I czy pan dłużnik zechce łaskawie zapłacić. Bo jest szansa się dogadać, rozłożyć na raty albo nawet umorzyć odsetki, jeśli jest wola współpracy. Zostawiają wizytówkę i grzecznie wychodzą.

- Wszystko zależy od właściciela długu - wyjaśnia Wincent. - Dzwonimy do niego jak jesteśmy na miejscu i z nim konsultujemy. Możemy nawet ściągnąć należność w towarze. Był taki jeden facet, co wziął odkurzacze. Takie płaskie, okrągłe, co na odległość działają. Kładziesz na podłodze, a on fuch, fuch, sam wszystko sprzątnie. Ty se możesz w tym czasie siedzieć i telewizor oglądać. No i nabrał tego towaru, mówi, że zwróci. Ja na to: dobra, dobra, ale nie za taką cenę, tylko niższą.

Płać, k... gościu, bo nie mam czasu

Ta druga rozmowa nie jest już taka miła i wygląda zwykle tak: "Płać gościu, nic nas to kurwa nie obchodzi, że nie masz. Nie będziemy dyskutować. W sądzie był czas na dyskusje. Wyrok jest, to widać sąd też nie kupił tej bajerki. Teraz jest czas płacenia. I to szybko, kurwa, bo się nam spieszy.

My mamy kasę tylko od rezultatu". Chłopaki przyjadą do domu, do pracy, do rodziny, do znajomych. Wszystkich głośno poinformują, że pan Kowalski nie chce oddać długów. Zapukają do drzwi późno wieczór albo wcześnie rano. Pora dnia nie ma dla nich znaczenia. - Upierdliwi jesteśmy niezwykle - mówi z uśmiechem Wincent. - Nękamy, nachodzimy, męczymy, nie odpuszczamy. I stąd taka skuteczność: 85 proc. ściągalności długów. Mamy dobre podejście, składamy propozycję nie do odrzucenia. Często sam wygląd załatwia sprawę. Pięciu wielkich gości, ja to jestem z nich i tak najprzyjemniejszy. To sobie wyobraź - dodaje z dumą w głosie.

Inne metody...

Ale polubowne pogawędki nie będą się toczyć w nieskończoność. Cierpliwość windykatora ma swoje granice. Więc kiedy rozmowy nie skutkują i siła argumentów nie działa, chłopaki sięgają po argument siły. Fachowo to się nazywa "inne metody windykacyjne". Mniej fachowo, po prostu wp…dol. Ale od tego, to już są "szakale"...

- Dawniej, jak "Marchewki" ściągały długi, to normalnie rozkradały firmy - mówi Wincent. - Wszystko wynieślli, w ramach spłaty należności oczywiście. Prali, tłukli tych biznesmenów. Dalej są tacy, co od spuszczenia wpierdolu zaczynają. Budują sobie grunt pod rozmowę. My mamy taki tekst w fachu: to będzie pan spłacał dług, czy mamy podjąć swoje metody windykacyjne?

Wincent robi groźną minę i zaplata ręce z przodu, żeby zademonstrować, jak przemawia do dłużnika. - Gość się spina: ale co to znaczy swoje metody? - No, inne. - Panowie mnie straszą? - Nie no, skąd, nam nie wolno - cieszy się. - A za tydzień, dwa facet ma wypadek albo dostaje smary.

Cała firma wyjeżdża na ten czas z miasta. Potem chłopaki przychodzą na kolejną rozmowę i ojej, co się panu stało. Od mądrości dłużnika zależy, czy sobie pokojarzy fakty, czy ten wpierdol to był przypadkowy, czy nie. - Zdarza się, że dłużnik po "innych" metodach windykacyjnych nie płaci?
- Ja o takich nie słyszałem - mówi z zadowoleniem Wincent. - A jak się znajdzie taki kozak, co z własną ekipą będzie na was czekał? - Z zaskoczenia zawsze jedziemy - wyjaśnia. - A nawet jakby, to ilu zbierze, dziesięciu? Maciek w klatce walczy, sam czterech rozniesie. Był taki facet, co rzucił się na kolegę z pięściami. Normalnie wariat jakiś. Nas pięciu: bokserzy, komandosi. Bo ułomki na takie wizyty nie przyjeżdżają. Co się z nim stało, to się domyśl. Szpital - tyle możesz napisać.

Czytaj także: Rozmówki polsko-polskie

Kłamcy, pijawki, oszusty

Wincent dzieli dłużników na kilka typów. Pierwszy: tylko cichutko, cichutko, żeby się sąsiedzi nie dowiedzieli ani koledzy w pracy. Wstydzi się, więc na odczepnego podpisze wszystko.
Drugi będzie ściemniał: tak, tak, już płacę, mam pieniądze, wysyłam przekaz. I cisza. Kontakt się urywa, a pieniędzy jak nie było, tak nie ma.

Trzeci wisi grubą sumę, 80 tys., a po 600 zł kapie, i kapie, i kapie. - Jeden facet to miał taką wyobraźnię, że szkoda mi go było dojeżdżać - śmieje się Wincent. - Kobieta zamówiła ekipę remontową do mieszkania. Kupiła materiały budowlane i wyjechała za granicę. Gość w tym czasie wziął paragon i zrobił zwrot towaru na 6 tys. zł. Szuja bezczelna. Sprawa jest w toku.

Windykowali też księdza. Zalegał 80 tys. firmie remontowej. To chyba ulubiona historia Wincenta. Kiedy ją opowiada, żywo gestykuluje. - I płacze ten ksiądz, że kościół taki biedny, że on nie ma z czego oddać - śmieje się. - Że może sobie odpiszemy darowiznę od podatku. Jakżeśmy go trochę przycisnęli, to poszedł na plebanię. Przynosi reklamóweczkę i wyciąga takie cegiełki: 10 tys., 20, 30, 50, 80 tys. A ja do niego: jeszcze 20 tys. odsetek. Zapłacił i obrażony, że nie chce nas znać. Dużo więcej miał w tej reklamówce.

Do jednej fabryki pojechali, prezesa nie było. Ale powiedzieli mu, kto u niego był i mężczyzna elegancko zapłacił. Albo kobieta, co wzięła kredyt na dziewczynę z zespołem Downa. - Wyobrażasz sobie?- zaperza się Wincent. - Przebezczelna. Jeszcze kłamała, że ma dziecko inwalidę.
Nie brakuje cwaniaków, którzy cały majątek poprzepisywali na rodzinę. I taki czuje się bezkarny. On nic nie ma, więc windykator nie ma z czego ściągać.

Dług po przejściach

Firma Wincenta nie bierze żadnych opłat wstępnych ani zaliczek. Tylko procent od tego, co uda im się wyegzekwować. Zwykle, to jakieś 15-30 proc. Jak dług jest po przejściach: po komornikach, sądach, innych windykacjach, czyli trudny do odzyskania, to i 50 proc. biorą. A zdarza się, że właściciel długu nie dostanie więcej, niż 20 proc.

Ale to też ryzyko. Najeżdżą się chłopaki, namęczą, a nic nie ściągną - ich strata. Największy dług, jaki miał do odzyskania, to 4 mln zł. Najbardziej Wincent lubi windykować firmy. Bo są wypłacalne.
- Powiesz o wpisie do rejestru dłużników, to już portkami trzęsą - mówi z satysfakcją. - Niby nic, a potrafi usrać życie. Ani telefonu nie kupisz, ani kredytu nie weźmiesz. Ludzie napożyczali, przyzwyczaili się, że mają kasę i nie chcą jej oddawać. Kiedy chodzi o pieniądze, poczucie humoru wysiada. W czasie kryzysu zwłaszcza. Teraz jest pięć minut dla windykacji. Dużo jest firm, ale co to za konkurencja? Ojciec z synem siedzą w mieszkanku i tylko tłuką listy.

Nigdy nie mam pewności

Wincent ma 36 lat. Święty nigdy nie był. Siedział w poprawczaku i w więzieniu, prowadził szemrane interesy, generalnie mówiąc "obracał się na mieście". Ma więc znajomości tu i tam. W tej branży po prostu wypada je mieć.

Teraz wynajmuje mieszkanie na strzeżonym, ekskluzywnym osiedlu. Jeździ czarną mazdą, rusza z piskiem opon, zawraca na ręcznym. Bardzo dba o formę. Codziennie wieczorem biega. Chodzi na siłownię. Nosi podkoszulek na ramiączkach, który eksponuje wytatuowane ramiona i wielkie bicepsy. Zdrowo się odżywia - gościom proponuje koktajl białkowy. A po obiedzie robi sobie regeneracyjną drzemkę. - Lubisz swoją pracę? - pytam na koniec Wincenta.
- Jeśli rozmawiamy szczerze, to nie - przyznaje. - Wolałbym być adwokatem, lekarzem. Nie chodzi o to, że się denerwuję, ja do strachliwych nie należę. Ale tak do końca, to nigdy nie mam pewności, że osoba, którą windykuję, naprawdę nie jest w trudnej sytuacji.

* Imię głównego bohatera na jego prośbę zostało zmienione.

Komentarze 10

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

a
ahm
Smieszny artykuł... i jakoś mnie nie przekonuje. Ja współpracuję z porządną firmą windykacyjną, monitorują oni należności mojej firmy i w razie potrzeby wykonują windykacje - to warszawska www.amk-windykacja.pl i mogę śmiało polecić, chociaż takiego Wincenta jak w artykule u nich nie ma :)
S
SkW
Zabawny jest ten Wincent kozaczy ale jeszcze sie przekona
W
Wierzyciel
Jeżeli ktoś zna kontakt do tej firmy to bardzo proszę o podanie na adres [email protected]
m
mały
znasz takich co sciagaj dlugi,odpisz tutaj ,a poznie sie skontaktuje
c
coffi
u mnie chlopaki jestescie tylko raz i prosto ze skierowaniem na ortopedie na rydygiera ;)
P
Prawnik
Nękamy, nachodzimy, męczymy, nie odpuszczamy. I stąd taka skuteczność: 85 proc. ściągalności długów.
-paragraf

inne metody

-paragraf włacznie z sankcjami do aresztu ...
to nie meksyk czy kolumbia wincent heh ;)
g
gReG
chlopie o czym ty marzysz ??? ta firma to ściąga długi chyba z emerytów ...jak juz na siłownie chodzisz i na solarium to myslisz ze postrach siejesz? zejdź na ziemie Ty i Ci Twoi niby "komandosi"..jak gosc ma kredytu 4 mln to go stać na to ze na druga wizytę weźmie ruska który ze dwóch waszych przy was odpali i gwarantuje Ci ze więcej się nie pokarzesz w jego rejonie ...
g
gReG
mój sąsiad ma firmę i kilka lokali gastronomicznych do tego ma 6 osobistych ochroniarzy .. widzialem jednego tak nie pozornego w akcji przy jednym z ich lokali .ze byłem w szoku .. podejrzewam ze ten owy Maciek musiałby wziac oprocze wincenta i tych chlopaków z dwie siłownie znajomych na takiego jednego "zołnierza".. obstawiam 100 :1 ze przy starciu ochrony tego goscia z ekipa wincenta ..wincent konczy dzialalnosc i po dlugiej rehabilitacji opuszcza kraj ..
A
Any
First tez był dobry ..bokser ,układy z miastowymi rozwalilby pewnie wiecej niz 4 ;) a zginoł jak zul w potyczce na dworcu ... chlopaki kozacza ,albo artykul wysotrzony ...mieszkalem kiedys w krakowie ,teraz pracuje w wawie.. ciekawy jestem jak wincent i ekipa dostali by zlecenie sciagniecia długu od kolesia z warszawskiej pragi ...sa tu osiedla gdzie powinien GROM patrolowac ulice a to chloptasie na siłowni posiedzieli i w klatkach niby to powalczyli ..oj Boze Boze fantastów nie brakuje na tym siwecie...
e
enzo
walczy w klatkach ---hahaha ciekawe czy tez kuloodporni sa ;))
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska