Tajemnice Archiwum X. "Hakowy" wpadł po 11 latach

    Tajemnice Archiwum X. "Hakowy" wpadł po 11 latach

    Artur Drożdżak

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Tu, na Równi Krupowej w centrum Zakopanego, "hakowy" Piotr S. zaatakował trzy kobiety. Ciężarna Danuta F. zginęła od ciosów nożem,
    1/2
    przejdź do galerii

    Tu, na Równi Krupowej w centrum Zakopanego, "hakowy" Piotr S. zaatakował trzy kobiety. Ciężarna Danuta F. zginęła od ciosów nożem, jej zwłoki zostały okaleczone. Dopiero po 11 latach udało się wyjaśnić zagadkę okrutnej zbrodni. Jej sprawca trafił do szpitala ©Łukasz Bobek

    Danuta F. była 29- letnią, śliczną dziewczyną, która właśnie wyszła za mąż, za Kazimierza G. Wiodło im się dobrze, ona nauczycielka spod Nowego Targu, on rolnik, któremu robota paliła się w rękach, a ziemia przynosiła wspaniałe plony. Zbudowali dom, żyli w szczęściu. Tylko jednej rzeczy im brakowało: dziecka.
    - No Kazek, trzeba by coś zasiać, za mało się starasz- żartowali sąsiedzi. On ze śmiechem odpowiadał im, że samo staranie się jest tak przyjemne, że na razie mu wystarczy.

    - Wszystko w swoim czasie, chłopaki - odpowiadał i nie pomylił się. Miejscowy lekarz na początku 1993 r. oznajmił Danucie F., że jest w ciąży. Narodziny ustalił na koniec roku. - Musi teraz pani dbać o siebie, żadnego większego wysiłku- ostrzegł młodą mamę. Posłuchała i prowadziła rozsądny tryb życia, zrezygnowała nawet z dawania prywatnych lekcji angielskiego, by mieć czas na wypoczynek
    .
    Pod koniec września 1993 r. Danuta F. Postanowiła odwiedzić matkę w Zakopanem, ale i zajrzeć do tamtejszej biblioteki, by pożyczyć kilka książek na temat wychowania dziecka.

    - Nie jedź. Jak wychować berbecia sama ci powiem, a resztę podpowie ci instynkt. Nie musisz wyczytywać tych mądrości - doradzała jej teściowa. 29-latka chciała jednak jeszcze zajrzeć do znajomych, tym bardziej, że lekarz prosił, by więcej nie odbywała dalekich podróży, a do Zakopanego było zaledwie 20 km. Pojechała. Kazimierz G. był w polu, gdy następnego dnia rano pod dom zajechała policja i poprosiła go do prosektorium.

    Śmierć na Równi

    - To pomyłka. Danka jest cała i zdrowa, kto miałby czelność zrobić krzywdę kobiecie w zaawansowanej ciąży - góral szukał wsparcia u funkcjonariuszy. Oni unikali jego wzroku, bo wiedzieli, że fałszywa pociecha nie ukoi bólu młodego męża, który stracił żonę. Kazimierz G. omal nie zemdlał, widząc pocięte nożem ciało ukochanej. - Jaki potwór mógł zrobić coś podobnego! - krzyczał, ale nikt nie był w stanie udzielić mu odpowiedzi.

    - Szukamy zabójcy, ale to chyba będzie ciężka sprawa - poinformowali go śledczy. Oszczędzili mężczyźnie drastycznych szczegółów, że jego żonie przed śmiercią ktoś zadał kilkanaście ciosów nożem w nogi, brzuch i to tak, że konała w strasznych męczarniach. Nie przeżyło także dziecko znajdujące się w brzuchu młodej matki. To była dziewczynka - stwierdzili lekarze na sekcji zwłok.

    Obnażone zwłoki odnalazła nad ranem 30 września kobieta idąca do pracy. Zauważyła, że zza krzaków na Równi Krupowej, w centrum Zakopanego, wystaje damski but, a dalej widoczne były stopy i reszta ciała zamordowanej. Motyw seksualny zbrodni od razu był jasny, wskazywało na niego ułożenie ciała, obnażenie zwłok ofiary, rany brzucha. Napastnik prawdopodobnie zaatakował kobietę około 80 m dalej, a później, pod osłoną ciemności, przeciągnął ciało, tu za krzakami rozebrał i pastwił się nad nim.
    - Szukamy najpierw wśród naszych zboczeńców i przestępców seksualnych. Potem sprawdzamy w pensjonatach ludzi, którzy przyjechali do Zakopanego - zdecydowali prowadzący śledztwo. Jednak nawet najmniejszy ślad nie doprowadził ich do rozwikłania ponurej zagadki śmierci Danuty F.

    Jedynie co ustalono, to że w dniu zabójstwa była w bibliotece, odwiedziła swoją rodzinę, spacerowała po centrum miasta, gdzie zauważyli ją sprzedawcy pamiątek i nawet zachęcali, by kupiła coś dzidziusiowi. - Ale ja jeszcze nie wiem czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka - odpowiadała im z uśmiechem.

    Mijały dni, tygodnie, lata, a zbrodnia na Równi Krupowej nie została rozwiązana.

    Archiwum X po 10 latach

    Po 10 latach akta sprawy trafiły do Komendy Wojewódzkiej w Krakowie, gdzie właśnie utworzono tzw. Archiwum X, specjalny wydział zajmujący się niewykrytymi zbrodniami, które popełniono na terenie Małopolski. Policjanci z Archiwum X najpierw przeanalizowali cztery tomy akt śledztwa, potem zaczęli szperać w innych, niewykrytych sprawach z Zakopanego i okolic. I tu bomba. Dokopali się lakonicznego meldunku, że 4 października, dwa tygodnie po zabójstwie Danuty F., nieznany mężczyzna na Równi Krupowej zaatakował 41-letnią góralkę wracającą z kościoła. Napastnik miał na łańcuchu ostry hak, dwa razy zatoczył nim koło nad głową i zapolował na kobietę. Co więcej, śledczy znaleźli jeszcze ważniejszego świadka, góralkę, która 30 września ratowała młodą dziewczynę.

    - Ona miała ranę szarpaną nogi, ktoś zaatakował ją hakiem. Zawiozłam ją do szpitala i tam zostawiłam, nigdy więcej jej nie widziałam - zeznała góralka. W szpitalu nie został żaden ślad udzielenia pomocy rannej, która padła ofiarą bandyty, i to dzień po tym, jak zamordował Danutę F. Analiza danych z sekcji zwłok Danuty F. poparta opinią lekarzy sądowych pozwoliła stwierdzić, że jedna z ran zabitej pochodziła właśnie od takiego haka.

    - To był seryjny przestępca, atakował hakiem, starał się nim zwalić z nóg ofiary, a potem chciał zadawać ciosy nożem. W przypadku Danuty F. niestety był skuteczny - stwierdzili policjanci z Archiwum X. Wzięli pod lupę niewykryte sprawy dotyczące gwałtów. Zwłaszcza jedna rzuciła im się w oczy. Dotyczyła zgwałcenia zakonnicy, która przyszła pomodlić się do jednej z kaplic. Tu też nie wykryto sprawcy, który swój czyn popełnił w 1993 r.

    Przyznał się żonie

    Wydawało się, że zabójca jednak umknie sprawiedliwości, ale policjantom pomógł przypadek, a zwłaszcza nagłośnienie tej sprawy "hakowego" - bo tak go określano w mediach.

    W telewizji znalazł się materiał na ten temat z cyklu "Bez przedawnienia", wyemitowany we wrześniu 2004 r., dokładnie 11 lat od dokonania zbrodni. Kilka dni później na policję zgłosiła się młoda kobieta, Marta S., która zeznała, że jej mąż po oglądnięciu tego programu przyznał się jej, że to on jest "hakowym".

    - Mówił, że mieszkał wtedy w Zakopanem, po kilku latach przeniósł się do Krakowa, a tu założył rodzinę, mamy maleńkie dziecko, on pracuje w jednej ze stacji telewizyjnych jako elektryk - zeznała kobieta. Powiedziała, że kazała mężowi samemu zgłosić się na policje, ale odmówił, więc ona czuje się w obowiązku to zrobić za niego.

    Piotra S. zatrzymano na stadionie, gdy jako kibic wybrał się na mecz Wisły Kraków. Przyznał się do zabójstwa, w trakcie wizji lokalnej pokazał, gdzie zostawił zwłoki i gdzie wcześniej zaatakował kobietę. Opowiadał, że tamtego dnia pił alkohol w barze Green w Zakopanem z kolegą Kazimierzem S., obaj zauważyli przechodzącą kobietę w ciąży, a wtedy on poszedł za nią. Chwilę z nią rozmawiał, siedzieli na ławce i w pewnej chwili zasnął, a gdy się obudził, to był cały umazany krwią. Zauważył zwłoki kobiety i okaleczył je.

    Kolejne przesłuchania obfitowały w dalsze szczegóły zbrodni, ale mężczyzna zaczął zmieniać wersje zdarzeń, twierdził, że w przenoszeniu zwłok pomagali mu dwaj inni mężczyźni, nie umiał wytłumaczyć motywów swojego czynu, zadawania tak licznych ciosów nożem, który miał w plecaku. O haku cały czas milczał i nie chciał rozmawiać na ten temat.

    W końcu poddano mężczyznę długotrwałej obserwacji sądowo psychiatrycznej, której wyniki były jednoznaczne. Piotr S. dokonując zabójstwa 11 lat wcześniej był niepoczytalny, a stany chorobowe mają u niego tendencję powracającą.

    Sąd Okręgowy w Nowym Sączu na tej podstawie uznał w 2005 r., że Piotr S. zamordował w 1993 r. Danutę F., ale jednocześnie orzekł wobec mężczyzny umieszczenie w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze. Lekarze psychiatrzy nie mają bowiem wątpliwości, że w przyszłości mógłby z dużym prawdopodobieństwem dopuszczać się podobnych, okrutnych zbrodni.
    Mąż Danuty F. założył już nową rodzinę, ale gdy dowiedział się, że odnaleziono zabójcę, nie krył radości. Tym bardziej, że wieś podejrzewała cały czas, że to on krwawo pozbył się żony.


    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    ludzie są okrutni

    lil (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Dziwię się sąsiadom tego Kazka! Pewno nieraz przychodzili do niego po pomoc, a gdy to on potrzebował wsparcia, krakali za jego plecami, że zabił żonę. Nikt nie pomyślał, PO CO miałby to zrobić?...rozwiń całość

    Dziwię się sąsiadom tego Kazka! Pewno nieraz przychodzili do niego po pomoc, a gdy to on potrzebował wsparcia, krakali za jego plecami, że zabił żonę. Nikt nie pomyślał, PO CO miałby to zrobić? Mieli kasę, kochali się, czekali na upragnione dziecko...Nie chciałabym takich sąsiadów!zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo