Tokio 2020. Radosław Kawęcki grzmi po finale. "Nie chcemy więcej żadnych fakapów w polskim pływaniu"

Pytał i notował w Tokio Przemysław Franczak
Radosław Kawęcki w finale 200 m stylem grzbietowym w Tokio 2020.
Radosław Kawęcki w finale 200 m stylem grzbietowym w Tokio 2020. Pawel Relikowski / Polska Press
To jak dotąd najmocniejszy głos z polskiej ekipy w Tokio w sprawie działań pływackiego związku i skandalu z polskimi zawodnikami, którzy przez zaniedbania działaczy musieli wracać do kraju. Radosław Kawęcki po finale 200 m stylem grzbietowym, w którym zajął 6. miejsce, nie gryzł się w język. - Nie zostawimy tego. Ja bym się nie pozbierał po czymś takim – mówił.

Finał za panem, więc można już o to zapytać. Co dalej? Co z Polskim Związkiem Pływackim? Zawodnicy liczą na zmiany?
Na konkrety za wcześnie. Ostatnio myślałem głównie o swoim starcie. Skończą się igrzyska i będziemy się zastanawiać z ekipą całą, jak do tego podejść, co zrobić.

Pan jest gotów wypowiadać się publicznie na ten temat?Tak, chcę się wypowiadać w takich sprawach. Ta historia mnie nie dotknęła, natomiast cierpią bliscy mi ludzie. To jest przykre, coś takiego nigdy nie powinno się zdarzyć. A moi koledzy i koleżanki cierpią z tego powodu, że ktoś w związku albo gdzieś indziej zawalił na całej linii. Na pewno trzeba wrócić do tej sprawy, sięgnąć do korespondencji, ustalić winnego i wyciągnąć konsekwencje.

Paradoksalnie, to zawodnicy ratują w Tokio resztki wizerunku polskiego pływania.
Zgadza się, pięć lat temu w Rio mieliśmy jakiś finał? Nie. A teraz mamy już trzy. Cieszmy się z tego. Widać, że Polacy też potrafią pływać. Chociaż ja w sztafecie 4x200 m kraulem to był kabaret, bo ja co ja mogłem tam zrobić, skoro nie trenowałem w ogóle do kraula? Śmiałem się, że dopiero dzień przed startem zrobiłem pięćdziesiątkę w tempie na dwieście metrów, a tak to wszystko pływałem grzbietem. Chłopaki mnie jednak poprosili, trenerzy też, no to jak miałem odmówić sztafecie? Dla drużyny zrobię wszystko i wszystko poświęcę. Nie miejmy pretensji do zawodników, tylko do innych ludzi. Dwóch naszych mocnych zawodników na 200 kraulem musiało wrócić do domu. Jeden facet, który w Budapeszcie popłynął 1.46,90, a drugi na mistrzostwach Europy juniorów 1.47.30. To już jest o pięć-sześć sekund lepszy wynik. To komentuje się samo.

Ten trudny dla was temat cały czas jest żywy w kadrze?
Cały czas. Non stop. Nieraz było zapewne też tak, że ktoś się nie mógł skupić się na swoim starcie, bo to wisi w powietrzu. Ja już skończyłem, więc teraz na pewno będę wspierał kolegów, którzy jeszcze startują. Cieszmy się z tego, że mamy finały. Trzymajcie za nich kciuki i wspierajcie ich.

A może, o ironio, to ten skandal umożliwi przeprowadzenie gruntownych zmian?

Nie wiem, czy można tak stawiać sprawę. Były przecież osoby, które czekały pięć lat na spełnienie swojego marzenia. Pojechać na igrzyska, zostać olimpijczykiem. I co? I musiały wrócić do domu. Jak przeżyć taki ból? I to już będąc tu, w Japonii, dowiedziałeś, że musisz wracać. I słyszy to ktoś, kto przeszedł już ślubowanie, odebrał olimpijski sprzęt. Ja bym się nie pozbierał po czymś takim, nie wiem, może oni będą potrzebować pomocy psychologów. Igrzyska trwają, to cierpienie się nie zmniejsza. A to jeszcze nie jest koniec, bo przecież cały czas będzie poruszany ten temat.

Macie teraz kontakt?
Tak, wspieramy ich, żeby się nie załamali i dalej trenowali. Do następnych igrzysk czekamy tylko trzy lata, więc to jest fajne. To jeden rok treningów mniej.

Wyobraża pan sobie sytuację, że w związku mówią: „wyniki na igrzyskach były zadowalające, więc zmiany są niepotrzebne”?

W wrześniu są wybory.

Ale układ rządzący może pozostać bez zmian.

Nie wiem jak będzie, ale na pewno nie zostawimy tego. Zrobię wszystko, żeby pływacy w Polsce byli szczęśliwi i mogli normalnie trenować bez żadnych fakapów.

A z panem co dalej?
Nie kończę kariery, nadal będę trenował. Choć nie wiem jeszcze z kim. Dziewięć tygodni przed igrzyskami wróciłem do trenera Jacka Miciula, choć wszystko było konsultowane z Maćkiem Certą. Szanuję obu, to wspaniali ludzie, i obu dziękuję za wsparcie w ostatnich tygodniach. Nie miałem nic do stracenia, nikt na mnie nie wywierał presji. Przyjechałem tutaj dla funu, dla zajawki, bo kocham ten sport, bawię się nim i znowu jestem taką samą osobą, którą byłem pięć czy dziewięć lat temu. Popłynąłem w finale, po dziewięciu latach czekania.

Pańska życiówka dałaby panu w Tokio jednak medal.
I to trochę boli, ale to jest wyśrubowany wynik, więc poczekajmy do igrzysk w Paryżu. Ważne, że nie byłem ostatni.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie