MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Tomasz Jażdżyński: Możemy już myśleć o poważniejszych inwestycjach, rozwoju, a nie tylko o przetrwaniu

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Wojciech Matusik
W poniedziałek odbyło się Walne Sprawozdawcze Zgromadzenie Delegatów Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. To dobry moment, żeby porozmawiać o kondycji największej sportowej organizacji w Małopolsce z prezesem „Białej Gwiazdy” Tomaszem Jażdżyńskim.

- Za TS Wisła Kraków kolejne walne zgromadzenie, na którym podsumowaliście ostatnie lata Towarzystwa. Jaki to był czas?
- Jestem zaangażowany w działania TS Wisła od trzech lat. Pod koniec 2020 roku Towarzystwo wpadło w poważne problemy. W okolicach stycznia, lutego 2021 roku po długich rozmowach, m.in. z wierzycielami, weszliśmy jako przedstawiciele spółki do władz stowarzyszenia. Wtedy zacząłem pełnić obowiązki prezesa i wraz z innymi osobami z kierownictwa klubu zaczęliśmy wprowadzać zmiany. W momencie gdy przyszedłem do stowarzyszenia, sytuacja była naprawdę dramatyczna i mocno analogiczna do tego, co działo się w piłkarskiej spółce na początku 2019 roku. Wymagalne długi były na poziomie 80 procent rocznych przychodów, kapitały były ujemne a przychody ze względu na pandemię spadały. Ruszyliśmy do pracy. 2021 rok był bardzo trudny, bo dopadł nas pełen efekt pandemii. Wycofało się szereg partnerów biznesowych. Dzieci mniej chodziły na zajęcia, więc spadł przychód ze składek. W końcu jednak pandemia się skończyła i trend udało się odwrócić, przychody zaczęły rosnąć i za poprzedni rok mamy ich już ponad 12 mln. Z takiej kwoty można już coś wygospodarować. Gdy pilnuje się kosztów, to z takich przychodów można wygenerować całkiem przyzwoite zyski. Warto przy tym podkreślić, że to nie jest tak, że w 2020 roku TS nie miał zysków. Miał około pół miliona. Kłopot polegał na tym, że oczekiwanie wierzycieli jest takie, że długi będą spłacane na poziomie blisko 1,5 mln rocznie. A są to częściowo wierzyciele czekający na swoje pieniądze ponad 10 lat więc jakiekolwiek negocjacje są mocno utrudnione. Dlatego właśnie wtedy TS de facto stracił płynność i stąd nasze wejście do stowarzyszenia. Dzisiaj mamy zysk ponad 3 mln, a gdy zysk jest powyżej 1,5 mln złotych, to można zacząć coś z tym robić. I my postanowiliśmy wykorzystać te pieniądze na inwestycje, ale o tym opowiem za moment. Co do zadłużenia, to ono wynosiło na koniec 2020 roku prawie 7 mln złotych. Teraz mamy nieco ponad 3 mln złotych długu, co wynika ze sprawozdań finansowych. Dodam, że tych spłaconych długów było więcej w tym czasie, bo mówiąc obrazowo, parę rzeczy z szafy jeszcze powypadało… W tym roku mamy zamiar spłacić kolejny ponad milion złotych zadłużenia i jeśli nic nieoczekiwanego się nie wydarzy, to na koniec bieżącego roku zejdziemy poniżej dwóch milionów. Ostatnie liczby, na które trzeba zwrócić uwagę, to kapitał czy też fundusz własny. On pokazuje, jaki dana organizacja ma majątek po pokryciu zobowiązań. Jak jest dodatni, to znaczny, że ma majątek, a jak ujemny, to że go nie ma. Od niepamiętnych czasów w TS Wisła fundusz własny był na minusie. Wreszcie w roku 2023 mamy tutaj dodatnią wartość. A to oznacza, że za moment odzyskamy zdolność kredytową, co w wiślackim uniwersum jest rzeczą, o której nikt w ostatnich latach nawet nie myślał.

- Wspomniał pan o inwestycjach. Może pan coś więcej powiedzieć na ten temat?
- Robimy sporo drobnych rzeczy w TS Wisła, ale robimy też dwie bardzo duże. Jedna to boisko o sztucznej nawierzchni, które powstaje pomiędzy halą a stadionem. To boisko nie jest pełnowymiarowe, bo nie ma tam na to miejsca, ale spełnia wymogi do gry osiem plus jeden, czyli do U-13 można tam normalnie organizować oficjalne mecze pod egidą MZPN. To będzie boisko nie tylko dla nas, ale też dla Akademii, której będzie udostępniane bezpłatnie, więc dzieci ze spółki też będą mogły wrócić i trenować na Reymonta. Ważną inwestycją jest też montaż trzech instalacji fotowoltaicznych na dachach naszych budynków, co spowoduje, że zaoszczędzimy kilkadziesiąt procent na prądzie, co przy dzisiejszych cenach powinno nam dać duży oddech. Opłaty za media to 1/3 kosztów stowarzyszenia. Jeśli zatem tutaj uda nam się coś zaoszczędzić, to znowu będziemy mieć pieniądze na inne wydatki.

- Przychody rosną, zyski również. Ktoś może pomyśleć, że sytuacja TS Wisła jest już bardzo dobra. A jak to wygląda w praktyce?
- To nie oznacza oczywiście, że mamy świetną sytuację finansową i nie wiemy, co robić z pieniędzmi. Tak jak widać, wszystko, co zarobiliśmy, wydajemy na inwestycje, które z czasem jednak pozwolą nam na kolejne oszczędności. Inwestując w boisko, zaoszczędzimy na wynajmie w zimie. Inwestując w fotowoltaikę, zaoszczędzimy na prądzie. Nie śpimy jednak na pieniądzach, choć muszę to przyznać, że sytuacja finansowa TS Wisła w porównaniu do tego, co tutaj było trzy lata temu, jest bardzo dobra. To niestety nie przekłada się jeszcze na to, co możemy zainwestować w bieżącą działalność sportową. Czyli jeszcze przez rok, najpewniej dwa sytuacja będzie wyglądać tak, że z własnych środków będziemy szkolić dzieci, młodzież. Staramy się jak najwięcej sekcji na tym młodzieżowym poziomie utrzymać. W klubie trenuje obecnie około tysiąca dzieciaków. A te sekcje, które mają możliwość utrzymania lub organizowania tego w inny sposób, próbują też rywalizować na poziomie seniorskim. Niestety, nie udało się awansować koszykarkom do ekstraklasy. Znów były w finale, znów było bardzo blisko i znów niestety coś nie wyszło. I od razu chciałbym wyjaśnić jedną sprawę. W przestrzeni publicznej pojawiły się sugestie jakoby zawodniczki były instruowane, że klub nie chce awansu. To jest totalna bzdura! Powiem więcej - to poważne oszczerstwa. Było wprost przeciwnie. Dzięki temu, że udało się przekonać do sponsoringu firmę Orlen Południe, to budżet był większy niż w poprzednim sezonie. I to był dobry budżet jak na I ligę. Nie stać nas na wydawanie tyle co konkurencja nie mówiąc już o wydawaniu dwa razy tyle, ale były to wystarczające środki do podjęcia rywalizacji z najlepszymi. W przerwie zimowej wzmocniliśmy skład ściągając z powrotem Martynę Jasiulewicz. Tuż przed finałami ustaliliśmy nawet dodatkowe premie za awans, żeby dodatkowo zmotywować dziewczyny. One też bardzo chciały awansować. W decydującym meczu miały przewagę i trudno uwierzyć, że przegrały, ale tak się po prostu stało. Taki bywa sport.

- Przypomnijmy, że Wisła Kraków nigdy z ekstraklasy koszykarek nie spadła. Wycofała się z tych rozgrywek, bo miała problemy finansowe. Przypominam ten fakt, bo zasadnym jest pytanie czy jeśli mielibyście dopięty budżet na ekstraklasę, to czy nie warto wykupić dzikiej karty? Można być pewnym, że najbardziej utytułowany polski klub w kobiecej koszykówce zostałby przyjęty z otwartymi ramionami…
- Jeśli chodzi o zbliżający się sezon, to jesteśmy trochę w kropce. Trwa obecnie okres przejściowy związany, zarówno na poziomie miasta jak i kraju, ze zmianami władz. W Krakowie do tej pory miasto nie wspierało sportu. Jedyną opcją było szukanie ekwiwalentu, wsparcia w spółkach skarbu państwa. W 2021 roku udało mi się namówić na sponsoring piłkarskiej spółki grupę Orlen. Przed ostatnim sezonem tą samą grupę przekonałem do wsparcia żeńskiej koszykówki. Problem polega na tym, że obecnie w spółkach skarbu państwa trwa reorganizacja. To nawet nie chodzi o to, że one odmawiają współpracy, sponsoringu. Po prostu w wielu miejscach następują zmiany i z tego co wiem trwają dyskusje o generalnej zmianie podejścia do sponsoringu sportowego dlatego kontakt na dzisiaj jest utrudniony. Najbliższy sezon będzie z tego powodu w sporcie zawodowym ciężki. Z drugiej strony mamy nowe władze miasta. Jak pan zapewne pamięta napisałem list otwarty przed wyborami. Obecny już prezydent Krakowa Aleksander Miszalski odpowiedział w duchu, który daje nadzieję na poprawę sytuacji. Ja bym się jednak w tym sezonie nie spodziewał cudów, bo budżet miasta na ten rok jest już przecież przyjęty. Będziemy jednak rozmawiać z miastem. Szkoda, że nie awansowaliśmy, bo pewnie chęć, żeby tego sukcesu sportowego nie zmarnować, byłaby większa. Powiem jednak w taki sposób - nie będziemy szaleć z wydatkami, żeby za wszelką cenę i dla poklasku grać w ekstraklasie, a przy okazji narobić nowych długów. Mogą o mnie mówić kiedyś, że byłem prezesem, który nie odnosił sukcesów sportowych, ale jeśli zostawię TS Wisła Kraków bez długów, to uznam, że swoje zadanie wykonałem. Bo długoterminowo to się Wiśle opłaci. Żeby wybudować solidny dom trzeba zacząć od fundamentów. Ich konstrukcji długo nie widać na powierzchni ale jest absolutnie kluczowa.

- Czyli nie rozważacie tej dzikiej karty dla koszykarek?
- Nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć na to pytanie. Chodzimy, rozmawiamy, szukamy. Do końca czerwca musimy rozpatrywać różne scenariusze.

- Można to podsumować tak, że z jednej strony może być ekstraklasa, a z drugiej granie młodzieżą w I lidze?
- Zakładam, że jak zwykle w takich przypadkach znajdziemy się między tymi dwoma skrajnościami i mogą się wydarzyć wszystkie opcje pomiędzy, ale tak można założyć, że to są dwa możliwe scenariusze, które na dzisiaj musimy brać pod uwagę.

- Wracając do inwestycji. Czy z piłkarską spółką macie już wszystko ustalone jak będzie wyglądało korzystanie z nowego boiska?
- Przede wszystkim chciałbym dodać, że jesteśmy niezmiernie wdzięczni Ministerstwu Sportu i Socios Wisła, że wyłożyły środki na tę inwestycję. Bez nich budowa jeszcze długo nie mogłaby ruszyć. To bardzo duża inwestycja i jeśli rozpatrujemy ją w perspektywie 10 lat biorąc pod uwagę nie tylko koszt budowy ale też koszty gruntów na których boisko jest budowane, koszty energii i utrzymania, to otrzymujemy wielomilionową kwotę. Co do korzystania z boiska przez Akademię prowadzoną przez spółkę to będzie ono bezpłatne. Mamy z Socios bardzo precyzyjne porozumienie jak będzie wyglądało korzystanie z tego boiska. Socios będzie pewnego rodzaju pośrednikiem między nami i spółką.

- A jak będzie wyglądała sytuacja z korzystaniem z boiska naturalnego przy tzw. nowej hali? Tutaj też będzie jakieś porozumienie ze spółką?
- Oba podmioty będą korzystały z boiska ze sztuczną nawierzchnią przy hali. Spółka, z tego co wiem, podpisała umowę z UJ na korzystanie z boiska przy ul. Piastowskiej. My mamy dla swojej młodzieży to przy nowej hali. Wydaje się, że to optymalne rozwiązanie. Dobrze, że Akademia wraca w okolice ul. Reymonta. W miarę blisko wynajmują też przecież boisko przy ul. Szablowskiego.

- Dodatkowe boiska treningowe będziecie budować?
- Nie tyle boiska, co mamy koncepcję, żeby w miejscu, gdzie obecnie jest boisko trawiaste, lepiej byłoby przebudować je na sztuczne, co pozwoliłoby je używać przez dwanaście miesięcy w roku. Próbowaliśmy nawet zmienić projekt obecnie budowanego boiska, przenieść dotację na nie przyznaną na miejsce gdzie mamy trawiaste. Nie udało się m.in. dlatego, że w planie zagospodarowania jest w tym miejscu 70 procent aktywnej zielonej powierzchni. A to oznacza, że nawet jeśli mówimy o boisku, ale ze sztuczną lub hybrydową nawierzchnią, to w tym miejscu na razie zrobić go nie można. Trzeba zatem zmienić plan zagospodarowania. I to jest plan długoterminowy. Mamy też pomysł na hale łukowe za starą halą. Tylko tutaj mamy dwa aspekty. Jeden, że mowa o tych halach była jeszcze zanim pojawił się pomysł na budowane obecnie boisko i trudno będzie sfinansować w krótkim czasie obydwa projekty. Drugi jest taki, że wspomniane hale łukowe miałyby powstać dokładnie w tym miejscu, w którym ewentualnie miałaby powstać kiedyś nowa hala. Oczywiście prawdą jest też, że taka hala łukowa ma czas życia siedem do dziesięciu lat, więc zanim zaczniemy na poważnie myśleć o nowej, dużej hali, być może już te łukowe będzie trzeba rozbierać. A wracając do boiska trawiastego, to w ogóle marzy mi się, żeby kiedyś postawić tam budynek z pełnym zapleczem sportowo-turystycznym, z małą trybuną. Będący centralną bazą naszych piłkarskich szkółek i akademii. Jest na to miejsce od ulicy Chodowieckiego. To są jednak długoterminowe marzenia. Na razie musimy posprzątać do końca w TS Wisła.

- Temat gorąco omawiany na walnym zgromadzeniu to remont obecnych hal. Jakie są szanse, żeby zabrać się za to kompleksowo w perspektywie powiedzmy kilku lat?
- Ja naprawdę nie przesadzam, że przez wiele lat w TS Wisła był inwestycyjny dramat. Gdy zatem dołączyłem do stowarzyszenia i zacząłem pomagać w ratowaniu sytuacji, łataliśmy to, co się dało na szybko połatać. Co chwilę jakaś rura przestaje działać, gdzieś wybije szambo, któryś z najemców zostaje zalany. Robimy to, co konieczne. Teraz jednak powoli zaczyna być widać horyzont, że za około 1,5 roku będziemy mieć większe środki na remonty, o wydaniu których będziemy mogli pomyśleć. To jedna rzecz. Druga jest taka, że mocno liczymy na nowe możliwości związane z tym, że zmieniły się władze miasta. Przez wiele ostatnich lat jedyną odpowiedzią pana dyrektora Kowala na pytanie czy mogą coś pomóc, była taka, że jeśli Towarzystwo odda nieruchomości miastu, to ono wyremontuje i potem udostępni. Teraz mamy nadzieję na zmianę podejścia. Nie chodzi oczywiście o to, żeby miasto wykładało pieniądze na remonty naszych obiektów. Jest jednak mnóstwo możliwości pomocy w zorganizowaniu np. wkładu własnego przy programach termomodernizacyjnych. Nie wchodząc w szczegóły, wydaje nam się, że dzięki zmianom w magistracie i dzięki poprawie naszej sytuacji finansowej, my możemy teraz na spokojnie usiąść i szukać możliwości. Tylko pamiętajmy, że mówimy o potężnych pieniądzach. Liczonych nie w setkach tysięcy, a w milionach złotych. Nie znaczy to oczywiście, że nie będziemy nic robić czekając na górę pieniędzy. Cały czas pojawiają się nowe możliwości. Kolejne niekorzystne długoterminowe umowy kończą się w najbliższych latach i to uwolni nowe możliwości generowania przychodów i inwestycji.

- To największe marzenie prezesa TS Wisła Kraków jest takie, żeby kiedyś przy ul. Reymonta już po wyprowadzeniu stowarzyszenia na prostą, po remontach hal, wybudować nową. Taką na miarę oczekiwań i taką, w której swój prawdziwy renesans będą mogły przeżyć wiślackie sporty halowe?
- Zdecydowanie tak, choć w tym wszystkim trzeba być realistą. Nie ma takich klubów w Polsce, które byłyby same w stanie wybudować same stadion czy dużą halę. Na świecie zresztą w większości krajów też takich klubów nie ma. Może jedynie w Anglii. Dlatego możemy takie inwestycje przeprowadzić jedynie w porozumieniu i współpracy z samorządem. Przez szereg lat przy okazji kolejnych wyborów samorządowych obiecywano nam nową halę dla Wisły. Jak wiemy nigdy ona nie powstała a przy ostatnich wyborach już nawet takich obietnic nie składano. Ale władze miasta się zmieniły, więc będziemy i o tym rozmawiać. Marzy się nam oczywiście całkiem nowa hala. W obecnej np. koszykówki mężczyzn na najwyższym poziomie zrobić się nie da. Nie dostaniemy licencji. Do kobiecej ekstraklasy pewnie tę halę by nam dopuścili, ale też tylko warunkowo. Większa, nowoczesna, energooszczędna hala byłaby nam bardzo przydatna. Dzisiaj jednak tak daleko nie wybiegamy myślami. Krok po kroku. Nawiążę do moim słów na walnym, gdy powiedziałem, że jesteśmy w sytuacji, w której prawie się utopiliśmy ale płynąc w górę już widzimy rozbłyski słońca na powierzchni wody. Najpierw zatem wypłyńmy nad nią, nabierzmy powietrza. Potem zdecydujemy gdzie i jak popłynąć dalej. Marzenie zatem jest, ale długoterminowe.

- Podsumowując tę rozmowę, można powiedzieć, że dzisiaj na przyszłość TS Wisła można patrzeć z większym spokojnym, ale wciąż bez hurraoptymizmu?
- Tak, to jeszcze nie jest moment, że można dorzucić drewno do kominka i siedzieć z uśmiechem przy koniaku i cygarze, bo pieniądze same do klubu spływają. Ale to jest już taki moment, w którym możemy myśleć o poważniejszych inwestycjach, rozwoju, a nie tylko o przetrwaniu.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Pierwszy trening polskich piłkarzy pod okiem 2500 kibiców

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska