- Przyjechałam, by dać świadectwo wielkiemu miłosierdziu Boga i świętości Jana Pawła II - mówiła Kostarykanka.
Kobieta przez kilkanaście minut opowiadała o swoim przypadku, gdy zapadła na poważnego tętniaka mózgu. Kilka tygodni przed beatyfikacją Jana Pawła II dowiedziała się od neurochirurgów, że pozostał jej miesiąc życia. - Moja lewa część ciała była całkowicie sparaliżowana. Lekarz oświadczył, że nic się nie da zrobić. Polecił mi, bym pojechała do domu i jak najwięcej spała. Wtedy, gdy tętniak się rozleje, nie będę czuła wielkiego bólu. Umrę spokojnie - mówiła.
1 maja, w dzień beatyfikacji, obudziła się w nocy i włączyła w telewizji relację z uroczystości w Watykanie. Kilka godzin później obudził ją głos, który jej mówił "Wstań". - Okazało się, że czuję się dobrze - mówiła.
Lekarze nie mogli uwierzyć, że tętniak zniknął. Kobieta zdecydowała się przesłać swoją historię do Rzymu. Po wielu badaniach i na Kostaryce, i w Rzymie to właśnie jej przypadek wybrano do kanonizacji JPII.
Na spotkanie z uzdrowioną przyszło ok. 300 osób. Wielu w czasie jej opowieści modliło się, inni słuchali z zapartym tchem. Na koniec wszyscy, trzymając się za ręce, wspólnie się pomodlili.
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+