Wisła Kraków. Jakub Błaszczykowski rozegrał to po swojemu. Czas Petera Hyballi w Krakowie dobiega końca

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Anna Kaczmarz
Wszystko, co w sobotni wieczór było dla Wisły Kraków istotne, wydarzyło się w 78 min meczu z Lechem Poznań. Wtedy to Jakub Błaszczykowski ustawił piłkę i precyzyjnie wykonał rzut wolny. Na tyle dobrze, że nieco spóźniony Mickey van der Hart przepuścił piłkę do siatki. Wtedy też wprost eksplodowała nagromadzona w kapitanie Wisły przez ostatnie tygodnie złość. Pobiegł sprintem do ławki rezerwowych, zupełnie zignorował stojącego przy linii trenera Petera Hyballę, a wyściskał serdecznie Kazimierza Kmiecika i Rafała Boguskiego. To był obraz wart więcej niż tysiąc słów. Obraz, który jasno mówi, że czas Petera Hyballi w Wiśle Kraków właśnie dobiega końca.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

Trzeba przyznać, że Błaszczykowski rozegrał to po mistrzowsku. Nie chodził do mediów, nie skarżył się na traktowanie przez Petera Hyballę w ostatnich tygodniach. A przecież to traktowanie wywoływało lawinę komentarzy. To ostentacyjne wpuszczanie kapitana na boisko na kilka minut... Coraz więcej osób zastanawiało się, w co gra Niemiec, odstawiając Kubę od gry, choć ten wciąż może drużynie sporo dać, nawet wchodząc na piętnaście, dwadzieścia minut na boisko. Szatnia na to patrzyła i coraz mocniej się dziwiła. Błaszczykowski znosił to z pokorą. Był taki dialog pomiędzy nim a jednym z zawodników Wisły nie tak dawno. - Jak ty to znosisz, ja bym chyba nie wytrzymał - zapytał kolega Kubę. Ten odpowiedział z kamienną twarzą i krótkim stwierdzeniem: - Spokojnie, spokojnie…

Teraz już wiadomo, że chciał to rozegrać po swojemu, na boisku, gdzie jakby chciał wykrzyczeć nie tylko Hyballi, ale wszystkim dookoła: - Halo, widzicie! Ja wciąż tutaj jestem!

Ten gol, ten gest, to będzie coś, co wszyscy zapamiętają po meczu Wisły z Lechem. Meczu tak marnym w wykonaniu „Białej Gwiazdy”, że w klasyfikacji na największy koszmar sezonu 2020/2021 może rywalizować chyba tylko z jesiennym spotkaniem z Wisłą Płock, przegranym wówczas 0:3. W zasadzie poszło szybko, bo już na początku Lech strzelił gola po rzucie rożnym, drugiego dorzucił po przerwie, a mógł jeszcze kilka. Wisła była bezradna, fatalna, nie miała żadnych argumentów. Te pojawiły się dopiero, gdy Peter Hyballa wpuścił na boisko Błaszczykowskiego. Nie wystarczyło, żeby chociaż zremisować. Przyszła zatem dziewiąta porażka u siebie w sezonie. To najgorszy bilans w całej historii Wisły w ekstraklasie, czyli - bagatela - od 1927 roku. W takim też spotkaniu musiał się z boiskiem przy ul. Reymonta żegnać Rafał Boguski, który zagrał tutaj w barwach Wisły ostatni raz. Od jego debiutu minęło w sobotę dokładnie 15 lat, jeden miesiąc i osiem dni. Kawał czasu, mnóstwo sukcesów, ale również trudnych momentów. Wraz z odejściem „Bogusia” skończyła się pewna epoka. I coś było symbolicznego w tym, że przyglądał się temu z bliska Maciej Skorża. Dzisiaj trener Lecha, a kiedyś szkoleniowiec, który prowadził Boguskiego w jego najlepszych sezonach w Wiśle. Symboliczne było też przekazanie Boguskiemu kapitańskiej opaski przez Błaszczykowskiego, gdy „Boguś” pojawił się na boisku.

„Białej Gwieździe” pozostaje w tym sezonie jeden mecz do rozegrania, z Piastem w Gliwicach. Jeśli w klubie nie uznają w najbliższych dniach, że pewne rzeczy trzeba przyspieszyć, to Wisłę poprowadzi w nim jeszcze Hyballa. I będzie to jego ostatni mecz w tej roli. Nikt dzisiaj nie wyobraża sobie, żeby ta współpraca mogła być kontynuowana. Tym bardziej, że tak jak już informowaliśmy, klubu odejście Niemca wcale nie będzie drogo kosztować. Według różnych źródeł, odprawa ma wynosić od trzech do czterech pensji, a niektórzy twierdzą, że nawet tego Wisła płacić Hyballi nie będzie musiała.

Przy ul. Reymonta mają już również pełną świadomość, jak poważny remont musi zostać dokonany w najbliższych miesiącach. Ile jakości trzeba dołożyć, żeby trzeci rok z rzędu kibice nie musieli drżeć prawie do końca sezonu o pozostanie w lidze. Kluczowym pytaniem pozostaje natomiast kto chwyci za stery tego okrętu? Bo, że nie będzie to Peter Hyballa to jest już przecież jasne jak słońce.

"Studio Kadra" po meczu Polska - Słowacja (1:2)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie