Wisła Kraków. Maciej Sadlok: Klub potraktował nas jak partnerów. Z dużym szacunkiem

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Maciej Sadlok zdaje sobie sprawę, że jeśli liga wznowi rozgrywki, to atmosfera na meczach będzie daleka od normalnej
Maciej Sadlok zdaje sobie sprawę, że jeśli liga wznowi rozgrywki, to atmosfera na meczach będzie daleka od normalnej Andrzej Banaś
- Widzimy, jak to w Wiśle wygląda. Mamy świadomość, ile klub zawdzięcza kibicom, którzy robią wiele wspaniałych rzeczy dla Wisły, pomagają w jej utrzymaniu. Jakbyśmy w takiej sytuacji wyglądali, gdybyśmy się upierali, że mamy dostawać całość kontraktów? Trzeba podejść ze zrozumieniem do sprawy, znaleźć kompromis, pomagać sobie. Tak też się stało - mówi Maciej Sadlok, piłkarz Wisły Kraków.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Jak wygląda obecnie dzień piłkarza Wisły Kraków?
- Trenujemy razem z drużyną online, każdy ma również swoje rzeczy do wykonania indywidualnie. Poza tym pozostają domowe obowiązki. Spędzamy dużo czasu z rodziną, z dziećmi. Trzeba sobie powiedzieć, że dość monotonnie to wszystko wygląda.

- Jak od strony psychicznej radzi pan sobie z sytuacją, która ma miejsce w Polsce i na świecie, z odosobnieniem, z totalną zmianą rytmu życiowego?
- To prawda, że życie dla nas się zmieniło. Jeśli mam mówić o sobie, to jest mi o tyle łatwiej, że z natury jestem domatorem, lubię spędzać czas z najbliższymi w domu. Wiadomo jednak, że przychodzą takie momenty, gdy człowiek chciałby wrócić już do normalnego rytmu, obowiązków. Z tygodnia na tydzień przygniata to nas coraz mocniej. Człowiek już taki jest, że trudno jest mu funkcjonować dłuższy czas w zamknięciu. Trzeba sobie szukać zajęć, żeby przegonić złe myśli, przetrwać trudniejsze dni. Leżenie na kanapie nic dobrego nie przyniesie.

- Trenujecie indywidualnie w domach, również online. Jak pan czuje, na ile jest pan obecnie przygotowany od strony fizycznej?
- Szczerze powiem, że wydaje mi się, że nie jest tragicznie, jeśli chodzi od dyspozycję fizyczną. Takiej pełnej odpowiedzi na to pytanie nie da się jednak udzielić, bo piłka nożna niesie za sobą specyficzny wysiłek. Można jeździć w domu na rowerku nawet 1,5 godziny dziennie, a później na boisku okaże się, że jednak czegoś brakuje. To jest inne zmęczenie i trzeba będzie na nowo się przygotować do gry przez dwa, trzy tygodnie, żeby dojść do optymalnej formy piłkarskiej. Co byśmy nie robili w domu, do normalnej, stuprocentowej dyspozycji nie da się dojść w ten sposób. Z drugiej strony trzeba formę na w miarę stabilnym poziomie utrzymywać.

- Ostatnie dni przynoszą wiadomości, że planowane jest dokończenie lig w Europie. Wiele wskazuje również na to, że przy zachowaniu specjalnych wymogów, może tak samo będzie w Polsce. Jeśli uda się rozegrać pełne jedenaście zaległych kolejek, byłby pan za tym, żeby zachować regulamin o spadkach z ekstraklasy, czy jednak - biorąc pod uwagę całkiem nową rzeczywistość - należałoby w tym sezonie nikogo nie degradować?
- Ciężka sprawa, bo jednak mamy do czynienia z sytuacją, w jakiej nikt z nas jeszcze nie był. Z drugiej strony wydaje mi się, że jeśli wszystkie kolejki zostaną rozegrane, to nikt nie powinien mieć pretensji, jeśli spadnie, bo zajmie jedno z trzech ostatnich miejsc. Jeśli dogramy sezon do końca, to dlaczego miałoby być inaczej? Najpierw jednak trzeba sezon dograć, co przecież wciąż nie jest takie oczywiste. Dobrze, że są takie plany, ale dopóki nie ma oficjalnych informacji na ten temat, pozostaje czekać.

- Liga, jeśli zostanie wznowiona, grać będzie w zabójczym tempie, co dwa, trzy dni. Czy po takiej przerwie, jak obecnie, nie obawia się pan, że będzie większe ryzyko kontuzji, gdy zostaniecie wrzuceni w taki rytm?
- Jeśli jest się w normalnym rytmie meczowych, to jest inna sytuacja. Ja osobiście nawet lubię taki rytm, żeby grać co trzy dni. W normalnej sytuacji nie miałbym nic przeciwko takiemu terminarzowi. Teraz jednak rzeczywiście jakieś większe ryzyko kontuzji może się pojawić. I na pewno takie kontuzje będą. Oby było ich jak najmniej. Tyle możemy sobie życzyć. Wiele będzie też zależało od trenerów, którzy będą musieli mądrze szafować siłami zawodników i rotować rozsądnie składem.



- W Wiśle byliście jednymi z pierwszych w lidze, którzy bez problemów zgodzili się na obniżkę zarobków. W wielu innych klubach nie przebiega to tak łagodnie. Czym to było spowodowane, że akurat w Krakowie podeszliście z tak dużym zrozumieniem do sytuacji?
- Wiele zależy od takiego ludzkiego podejścia do zawodników. W Wiśle było tak, że klub potraktował nas jak partnerów. Załatwiono tę sprawę z dużym szacunkiem do nas jako ludzi. Rozmawiano z nami, przedstawiono sytuację i nie narzucono odgórnie decyzji, a zwrócono się z prośbą, żebyśmy ze zrozumieniem podeszli do tego, co się dzieje. Ja uważam, że w takich sytuacjach to są bardzo ważne rzeczy. Nikt nie lubi, jeśli ktoś z pozycji siły narzuca pewne rozwiązania. Zupełnie inaczej jest, gdy robi się to na zasadach partnerskich. Dlatego w Wiśle przebiegło to wszystko sprawnie, szybko doszliśmy do porozumienia z kierownictwem klubu. Chcę też powiedzieć, że my nie jesteśmy oderwani od rzeczywistości. Widzimy, jak to w Wiśle wygląda. Mamy świadomość, ile klub zawdzięcza kibicom, którzy robią wiele wspaniałych rzeczy dla Wisły, pomagają w jej utrzymaniu. Jakbyśmy w takiej sytuacji wyglądali, gdybyśmy się upierali, że mamy dostawać całość kontraktów? Trzeba podejść ze zrozumieniem do sprawy, znaleźć kompromis, pomagać sobie. Tak też się stało.

- Skoro wspomniał pan o kibicach, to jeśli wrócicie do grania, będziecie musieli sobie radzić bez nich na trybunach. W meczach u siebie stracicie duży atut, ich ogromne wsparcie.
- Niestety, zanosi się na to, że atmosfera tych meczów będzie sparingowa. Wszyscy będą mieli takie same warunki, ale coś w tym jest, że my bylibyśmy w takiej sytuacji jednym z tych klubów, który straci najwięcej, jeśli chodzi o domowe mecze. Wiemy, jak to wygląda na stadionie przy ul. Reymonta. Każdy lubi grać przy takiej publiczności, przy takim dopingu. Granie przy pustym stadionie będzie zatem minusem, tym bardziej, że nasza sytuacja w tabeli nie jest jeszcze w stu procentach bezpieczna. Mieliśmy dobrą serię, a teraz trzeba będzie przygotować się na nowo do gry. A co do kibiców, to cóż, mam niestety poważne obawy, że szybko to my przy pełnych trybunach nie zagramy. Nie wiem, czy uda się to jeszcze w tym roku...

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie