Wojna Justyny z rakiem trwa już siedem lat. Jej ostatnią...

    Wojna Justyny z rakiem trwa już siedem lat. Jej ostatnią nadzieją jest kuracja w Meksyku

    Zdjęcie autora materiału
    Robert Gąsiorek

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Justyna Drąg jest mieszkanką Białej pod Tarnowem. Od roku jest przykuta do łóżka. Teraz od ludzi dobrej woli zależy, czy otrzyma szansę na pokonanie

    Justyna Drąg jest mieszkanką Białej pod Tarnowem. Od roku jest przykuta do łóżka. Teraz od ludzi dobrej woli zależy, czy otrzyma szansę na pokonanie ciężkiej choroby ©Robert Gąsiorek

    Justyna Drąg nie zajmie się przedświąteczną krzątaniną. W Wielkanoc nie pójdzie do kościoła. Nie jest w stanie. Postępująca od siedmiu lat ciężka choroba nowotworowa przykuła 22-latkę do łóżka, sprawiła, że w nogach straciła już resztki czucia. Choć lekarze w Polsce nie mają już żadnego pomysłu na przywrócenie zdrowia Justynie, ona gorąco wierzy w cud.
    Justyna Drąg jest mieszkanką Białej pod Tarnowem. Od roku jest przykuta do łóżka. Teraz od ludzi dobrej woli zależy, czy otrzyma szansę na pokonanie

    Justyna Drąg jest mieszkanką Białej pod Tarnowem. Od roku jest przykuta do łóżka. Teraz od ludzi dobrej woli zależy, czy otrzyma szansę na pokonanie ciężkiej choroby ©Robert Gąsiorek

    Jeszcze kilka lat temu Justyna był zwyczajną nastolatką. Prowadziła aktywny tryb życia - grała w koszykówkę, śpiewała na scenie, tańczyła. Marzyło jej się, że kiedyś zostanie aktorką. Niestety, zamiast spełniać marzenia, od dawna prowadzi wyniszczającą wojnę z chorobą, w której stawką jest życie.

    - Przy takim guzie mózgu jak mój, żadna osoba nie przeżyła dłużej niż półtora roku. Ja żyję już siedem. I wierzę, że Bóg pozwoli mi wrócić do zdrowia - lekko uśmiecha się 22-latka.

    Nowotwór zaatakował znienacka w 2011 roku. Miała wtedy 15 lat i nigdy wcześniej niepokojących dolegliwości.

    - Pewnej niedzieli nad ranem dostałam bardzo silnego bólu głowy i wymiotowałam. Pojechaliśmy wtedy do szpitala - wspomina.

    Sakrament w sali szpitala



    Jeszcze tego samego dnia wykonano rezonans, po którym Justyna bardzo chciała opuścić szpital, bo we wtorek miała bierzmowanie. Dokładnie tego dnia lekarze wydali diagnozę - guz mózgu. Dziewczyna została natychmiast skierowana do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie- Prokocimiu. - Tam, w sali szpitalnej odbyło się bierzmowanie Justynki ponieważ jej stan był bardzo poważny - zaznacza Anna Drąg, mama dziewczyny.

    Potem było Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie lekarze zdecydowali się na skomplikowaną operację głęboko umiejscowionego guza. Dużą część nowotworu udało się usunąć. Nie wszystko poszło jednak gładko, bo po zabiegu Justyna przez wiele dni nie potrafiła mówić, pojawiły się problemy ze wzrokiem. Do dzisiaj widzi podwójnie.

    - Kilka miesięcy na nowo uczyłam się chodzić. Z powodu osłabienia i podwójnego widzenia zawsze ktoś musiał mi towarzyszyć. Stałam się niepełnosprawna - wzdycha.

    Kolejne półtora roku trwały zabiegi chemioterapii i radioterapii. Justyna bardzo źle znosiła leczenie. Słabła, nie miała na nic siły. Wyniki morfologii wielokrotnie wypadały bardzo źle. Trzeba było wzywać karetkę, przetaczać krew.

    Bez władzy w nogach



    Chociaż rokowania lekarzy nie dawały jej większych szans na przeżycie, dziewczyna powoli wracała do zdrowia. Przyszedł nawet taki moment, że potrafiła pokonywać krótkie trasy na rowerze. Myślała, że na dobre powróci już do normalnego życia.

    Niestety, w 2015 roku otrzymała jednak kolejny cios. Niepokojące objawy zauważyła wtedy jej mama.

    - Widziałam, jak zaczynają córce drżeć ręce. Rezonans pokazał, że Justynka ma przerzuty na rdzeń kręgowy - mówi mieszkanka Białej.

    Trzeba było wznowić wyniszczające organizm chemioterapie i naświetlania. Tym razem jednak leczenie nie pomagało. - Guzy powiększały się, a moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa, aż w ogóle przestałam chodzić - wzdycha 22-latka. Od roku jest coraz gorzej.

    Ostatnia szansa w Meksyku



    Iskierka nadziei u Justyny wciąż jeszcze się tli. Pojawiła się, gdy jej bliscy skontaktowali się z kliniką w meksykańskim Monterrey, która specjalizuje się w leczeniu guzów, poprzez podawanie kombinacji chemioterapii bezpośrednio do tętnicy zasilającej guza.

    Właśnie w tej klinice od kilku miesięcy terapię przechodzi 9-letnia Oliwia Kudła z Mędrzechowa, o której pisaliśmy na łamach „Gazety Tarnowskiej”. Kuracja przynosi znakomite rezultaty. Oliwka już chodzi, a nawet pływa. Badania pokazują, że guz się bardzo zmniejszył. W kwietniu planowany jest powrót dziewczynki do kraju, by mogła przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej.

    Justyna nie marzy teraz o niczym innym, jak o wyjeździe do Monterrey. Leczenie w Meksyku jest jednak bardzo kosztowne. Rodzina nie ma szans zgromadzić na ten cel aż 600 tys. zł. - Tak bardzo chcę żyć. I mam ostatnią szansę zmierzyć się z moim przeciwnikiem. Kolejnej już pewnie nie otrzymam - przyznaje Justyna Drąg, prosząc o wsparcie. Czas ucieka.

    Datki na leczenie 22-latki można wpłacać na konto Fundacji Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba” nr. 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374, tytuł: 1408 pomoc dla Justyny Drąg

    ZOBACZ KONIECZNIE:




    Co Ty wiesz o Krakowie? (odc. 44)


    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    Egzamin gimnazjalny - trzeba się postarać

    Egzamin gimnazjalny - trzeba się postarać

    Szukamy maluchów na okładkę

    Szukamy maluchów na okładkę "Gazety Krakowskiej"! [GŁOSOWANIE]

    SPORTOWIEC MAŁOPOLSKI 2018 | Wybieramy najlepszych!

    SPORTOWIEC MAŁOPOLSKI 2018 | Wybieramy najlepszych!

    Bezdymna rewolucja - czy Polska wykorzysta tę szansę?

    Bezdymna rewolucja - czy Polska wykorzysta tę szansę?