Zastój w gospodarce i ogólnie niewesołe nastroje niewątpliwie są istotną przyczyną. Widać też, że prezydent Obama zawiódł rodaków - jednych bardziej, innych mniej - wyraźnie żywiących nadmierne oczekiwania u progu jego pierwszej kadencji. Poza tym kandydatowi Partii Demokratycznej nie sprzyjały głębinowe prądy amerykańskiej polityki: wygrana Republikanów w wyborach do Izby Reprezentantów potwierdza niejaki odwrót od dążeń i przekonań utożsamianych z Obamą i jego obozem. Bez względu na zapatrywania, Amerykanie generalnie podzielają przeświadczenie o konieczności dokonania zmian w ich kraju. Niestety, są głęboko podzieleni co do ich kierunku, z grubsza na dwie równe połowy.
Tymczasem dotychczasowy dość patowy układ sił został utrwalony na kolejne dwa lata, to jest przynajmniej do następnych wyborów parlamentarnych w listopadzie 2014. Brak widoków na trzecią kadencję prezydenci USA przeważnie uznają albo za zrzucenie presji, albo za uwolnienie od krępujących więzów. Zobaczymy czy Barack Obama potraktuje kolejne cztery lata w Białym Domu ulgowo, czy przeciwnie - będzie forsownie zabiegał o znaczące miejsce w historii. W każdym razie ma chyba ostatnią szansę, by w końcu faktycznie zasłużyć na swojego pokojowego Nobla. Okazji nie brakuje, poczynając od wciąż zapętlonego w gordyjski węzeł Bliskiego Wschodu.
***
Autor: komentator spraw międzynarodowych, autor książek, wydawca angielskojęzycznego portalu Krakow Info.
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!