Zakopane: komornik zapuka do drzwi Związku Podhalan?

Halina Kraczyńska
Zakopiański oddział Związku Podhalan musi się liczyć z tym, że do jego drzwi może zapukać... komornik, który zażąda w imieniu gminy Zakopane zwrotu 60 tys. zł. Jak zapewnia burmistrz Janusz Majcher, na razie wysyła pisma roszczeniowe. Ale, gdy to nic nie da, zwróci się do komornika.

Zakopiański oddział ZP zadłużył się wobec gminy po tym, jak sąd w Łodzi wydał wyrok skazujący oddział, rodzinę Klusiów ze Skrzypnego oraz gminę Zakopanem na zapłacenie 180 tys. zł odszkodowania dla łodzianki. Kobieta została stratowana przez konia Stanisława Klusia podczas kumoterskiej gońby na zakopiańskiej Równi Krupowej w 2006 r.

W styczniu br. całą kwotę 180 tys. zł zapłaciła gmina. Od tego czasu domaga się po 60 tys. zł od pozostałych pozwanych. - Wystąpiliśmy, zresztą po raz kolejny, do oddziału Związku Podhalan w Zakopanem oraz do osób fizycznych z pismem roszczeniowym, wysłaliśmy też upomnienia i czekamy na odpowiedź - tłumaczy burmistrz Majcher. - Niestety, jest problem, bo dotychczas ani w ratach ani gotówką nikt nam tych 120 tysięcy złotych nie zapłacił. Nie chcieliśmy występować do komornika, bo ten doliczy jeszcze swoje 30 procent. Ale jeżeli nie zapłacą, nie będziemy mieli innego wyjścia i będziemy musieli oddać sprawę w końcu do komornika.

Za rodzinę Klusiów zadeklarował się zapłacić Zarząd Główny Związku Podhalan. Ale na razie i on tego nie zrobił. - Próbujemy zbierać pieniądze, mamy już pewną kwotę, ale chcemy jeszcze dozbierać na różnego rodzaju naszych imprezach i spłacić w lipcu większą sumę - tłumaczy Maciej Grelok, prezes Zarządu Głównego Związku Podhalan. - Zamierzamy zwrócić się do ubezpieczyciela z prośbą, czy nie wsparłby tej rodziny. Jednak zakopiański oddział musi sobie radzić ze spłatą 60 tys. zł sam.

- Jest to autonomiczny oddział, my jedynie sugerowaliśmy tamtejszemu zarządowi, by w ratach zaczęli spłacać, a pieniądze by wzięli z czynszu, bo prowadzą działalność gospodarczą - podkreśla prezes Grelok.
Zakopiański oddział - jak mówi jego wiceprezes, Krzysztof Król Łęgowski - wystąpił do gminy o umorzenie kwoty.

- Nie mamy tych pieniędzy, choć prowadzimy działalność gospodarczą - twierdzi wiceprezes Łęgowski. - Niestety, przychody z czynszu starczają nam jedynie na działalność statutową, organizowanie imprez kulturalnych oraz utrzymanie biura.

Burmistrz Majcher jednak tłumaczy, że gmina nie może umorzyć tych pieniędzy oddziałowi, bo prowadzi on działalność i osiąga przychody. - Owszem, burmistrz nie może umorzyć, ale rada może to zrobić - wyjaśnia Łęgowski. - Choćby z uwagi na zasługi naszego oddziału dla miasta.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie