Zobacz także: Tarnowianie walczą o kolejowy przystanek
Przejazd jedną z najbardziej uczęszczanych tras powiatowych stanowi nie lada problem. Zapadlisko pochłonęło ponad połowę jezdni i nadal postępuje.
- Autobusem jeszcze przejedzie, ale koła dosłownie znajdują się nad przepaścią - przyznaje Krzysztof Mądel, którego firma dziennie wykonuje kilkadziesiąt kursów z Tarnowa w kierunku Ryglic oraz Lubczy i z powrotem.
Zamknięcia drogi nie bierze w ogóle pod uwagę, podobnie jak osoby dojeżdżające nią swoimi samochodami do pracy. - Nie ma tu praktycznie możliwości poprowadzenia objazdu. Trzeba byłoby jechać przez Tuchów albo przez Trzemesną, a to dużo dalej i nie tak dogodnie jak tędy - przyznaje Paweł Augustyn z zarządu powiatu, mieszkaniec Lubczy.
Tarnowskie: stracili domy, teraz muszą czekać na obiecane pieniądze
Osuwisko uaktywniło się po ubiegłorocznych powodziach. Powiat starał się je zabezpieczyć (dwa miesiące temu zasypano wyrwę i zalano ją na nowo asfaltem), ale zabiegi te na niewiele się zdały. Teraz dziura jest jeszcze większa. - Tylko u nas jest takie marnotrawstwo. Zamiast raz a dobrze umocnić zbocze i drogę, wyrzuca się pieniądze w błoto na prowizoryczne prace, które z góry skazane są na niepowodzenie - oburzają się mieszkańcy Szynwałdu.
W Powiatowym Zarządzie Dróg przyznają, że dotychczasowe prace przy osuwisku miały jedynie charakter doraźny, aby utrzymać przejezdność drogi do czasu gdy uda się zdobyć pieniądze na kompleksowe działania w tym miejscu.
- Szacujemy, że ujarzmienie osuwiska w Szynwałdzie może kosztować nawet milion złotych - mówi Janusz Jagliński, wicedyrektor PZD. Starostwo dysponuje już specjalistycznymi ekspertyzami geologicznymi. Liczy na pieniądze z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Te trafią do powiatu pod warunkiem, że projekt prac w tym miejscu zaakceptuje komisja wojewody. Potem trzeba będzie jeszcze rozpisać i rozstrzygnąć przetarg na wyłonienie wykonawcy. - Nie ma się co łudzić. Wcześniej niż jesienią roboty w Szynwałdzie raczej się nie rozpoczną - twierdzi Jagliński, który zdaje sobie sprawę z tego, że do tego czasu, droga może zostać zamknięta dla ruchu.
- Nasi klienci nie zostaną bez dojazdu. Jeszcze nie wiem co, ale coś na pewno wymyślimy, aby utrzymać kursy autobusów do Tarnowa i z powrotem - zapewnia Krzysztof Mądel.
Rozmowy prowadzone są m.in. z właścicielem działki graniczącej z drogą, aby można było nią objeżdżać głębokie na kilkanaście metrów urwisko.
Uwaga! Nowy konkurs! Odpowiedz na pytanie i wygraj bilet do kina ARS
Chcesz iść za darmo do Parku Wodnego w Krakowie? **Rozdajemy bilety**