Astronomiczna kradzież. Złodziej Kopernika nieuchwytny od 15 lat!

Artur Drożdżak
Tajemniczy złodziej na portrecie pamięciowym.
Tajemniczy złodziej na portrecie pamięciowym.
Złodziej posłużył się danymi mieszkańca Zawoi i z Biblioteki PAN w Krakowie ukradł książkę wartą 500 tys. zł. Śledczy stawali na głowie, by odzyskać niezwykle cenny starodruk. Nie zdążyli - pisze Artur Drożdżak.

Kradzież dzieła Kopernika "O obrotach sfer niebieskich". Wznowiono śledztwo

Ducha widzi się rzadko. Taki przywilej mają tylko wybrani. Do tego grona można zaliczyć 43-letnią kustosz Zofię J. Widziała ducha w środku dnia, w czytelni Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie i to przez dłuższą chwilę. Dobrze się to dla niej nie skończyło. Bo duch zniknął i sprzątnął jej sprzed nosa książkę wartą 500 tys. zł. Do dziś jej nie odzyskano.

Kraków, rok 1989
Złodziej ma coś z ducha. Pojawia się bezszelestnie, czasem w przebraniu. Gdy się go zaskoczy w mieszkaniu, wywołuje w człowieku szok, niedowierzanie, zamęt w sercu. Gdy działa publicznie, niespodzianka jest miejsza.

W połowie listopada 1989 r. Zofia J. od kolegi z pracy usłyszała ostrzeżenie, by uważała na pewnego mężczyznę. Kilka dni wcześniej wzbudził podejrzenia, bo w nieprawidłowy sposób wypełniał rewersy, trochę marudził, a chciał wypożyczyć dwa cenne starodruki. Interesowało go dzieło Johannesa Keplera oraz I wydanie "O obrotach sfer niebieskich" Mikołaja Kopernika. Ten starodruk wydano w 1543 roku w Norymberdze w drukarni Jana Tetreiusa.

Zofia J. zauważyła, że mężczyzna przyszedł do czytelni i miał w ręce płaszcz, który odłożył na krzesło. Usiadł w przedostatnim rzędzie przy oknie, był jednym z ośmiorga czytelników, tłoku akurat nie było. Kustosz wyjęła dzieła Johannesa Keplera i Kopernika z sejfu, wręczyła je mężczyźnie. Zwróciła uwagę, że tylko przegląda książki i nie robi żadnych notatek. Zauważyła, że kilka razy się jej bacznie przygląda...

- Gdzie jest toaleta? - zapytał w pewnej chwili. Miał miły głos.

Pokazała mu drogę. Wyszedł o godzinie 14.35, cenne dzieła pozostawił na stoliku. To ją uspokoiło.

Odebrała książki od innych osób w czytelni i po dwóch minutach podeszła do stolika, przy którym siedział mężczyzna.
Wtedy zorientowała się, że Kopernik zniknął!

Pozostała tylko obwoluta. Inną książkę, którą wziął z półki, mężczyzna położył tak, by nie dało się dostrzec, że jest to tylko okładka dzieła Kopernika.

Zofia J. natychmiast wybiegła za mężczyzną, ale w toalecie już go nie było. Zniknął jak duch.

Co po nim pozostało? Niedbale porzucony płaszcz, karta biblioteczna PAN nr 934/98, z której wynikało, że nazywa się Adam Z. i jest mieszkańcem Zawoi koło Suchej Beskidziej.

Zawoja, rok 1998
Szybko okazało się, że Adam Z. jest od dawna w USA, rok wcześniej wyjechał tam do brata Kazimierza i razem występują w cyrku Arlekin. Jeszcze w Polsce raz i drugi zgłaszał, że dowód osobisty został mu skradziony, wyrobił sobie nowy. Okoliczności utracenia dokumentu nie były zbyt jasne. Wyszło też na jaw, że posiada kolejnego brata, Marka, odbywającego karę więzienia w Zakładzie Karnym w Wadowicach. I to za włamania.

Przeszukania zabudowań w Zawoi nie dały efektów. Sprawdzono w kartotekach służby więziennej, że Marek Z. nie dostał przepustki w dniu, w którym dokonano kradzieży w Krakowie...

Informacja, że Marek Z. ma pracownię artystyczną w Bielsku-Białej przy ul. Okólnej, nie sprawdziła się. Pod wskazanym adresem w Bielsku-Białej nie było żadnej pracowni artystycznej.

Z pozostawionego w czytelni płaszcza pobrano ślady zapachowe. Z karty bibliotecznej zdjęto odciski palców. Na wypełnionych rewersach było jego oryginalne pismo, to też był ważny ślad. Sporządzono portret pamięciowy złodzieja: twarz okrągła, bez zarostu, z charakterystyczną grzywką. Widać około 40-letniego mężczyznę w okularach leczniczych w plastikowej oprawie. Jest szczupły, w grubym swetrze.

Więcej informacji można było uzyskać o skradzionym starodruku. M.in. to, że miał 195 numerowanych i 6 nienumerowanych stron.
W Polsce było 12 egzemplarzy książki "De revolutionibus orbium coelestium", no i rękopis Kopernika w Bibliotece Jagiellońskiej.

Trop się urwał.

Lublin, rok 1999
Sprawa kradzieży niespodziewanie wróciła, gdy w lubelskiej gazecie "Anonse" ukazało się ogłoszenie o treści: "Dzieło o obrotach sfer niebieskich 10 tys. zł".

Podany numer telefonu należał do Małgorzaty B. związanej z mężczyzną o kryminalnej przeszłości.

Nie potwierdziło się, by oboje mogli mieć coś wspólnego z kradzieżą dzieła Kopernika w Krakowie. Ogłoszenie mógł dać każdy, ale kto to zrobił, nie ustalono.

Komendant główny policji wyznaczył w 1999 roku nagrodę 10 tys. zł za wszelkie informacje o losach Kopernika. Nikt jednak nie odebrał pieniędzy, nikt się nie zgłosił, nie było spodziewanego efektu.

Nie przyniosła też rezultatu próba nagłośnienia sprawy kradzieży w telewizji Polsat i teksty w branżowej Gazecie Antykwarycznej.

Poznań rok 1999
Nowy trop wiódł do Poznania. Tam jeden z antykwariuszy z centrum miasta w poufnej rozmowie ze śledczymi przyznał, że słyszał o osobie oferującej sprzedaż Kopernika za 150 tys. marek niemieckich.

Nikomu nie zgłosił oficjalnie, że pojawił się sprzedawca cennego dzieła.

Z informacji antykwariusza Wojciecha D. wynikało, że sprzedawca szuka też fachowca, który mógłby usunąć charakterystyczne znaki identyfikacyjne z kradzionego dzieła. Potem antykwariusz przyznał, że to właśnie jemu oferowano Kopernika, ale odmówił.

- Uznałem, że to była nieprawda. Różnie ludzie się zgłaszają i wymyślają, ze mają cenne książki. Raz nawet oferowano mi Biblię Gutenberga... - zeznał.

Wytypowano grupę osób karanych za kradzieże starodruków, bibliofilów, znawców rynku. Sprawdzano wszystkich po kolei. Tropy wiodły do mieszkańców, Piotrkowa, Wrocławia, Warszawy i Krakowa. Wszyscy mieli alibi.

Analizowano także podobne sprawy złodziei starodruków z Biblioteki Jagiellońskiej i biblioteki ojców kamedułów z Krakowa, ale nic tego nie wyszło.

Londyn, rok 1999
Sprawa zatoczyła też szersze, międzynarodowe kręgi. Zwrócono się o pomoc prawną do Chorwacji, Niemiec i Francji, ale elektryzująca informacja nadeszła z Londynu, gdzie wystawiono Kopernika na aukcji w domu aukcyjnym Christies. Oglądali książkę fachowcy z Krakowa, biegły prof. Stanisław Szczur, prokurator.

Wykluczono, by ten Kopernik był kradziony w Krakowie. Sprawdzano także doniesienia, o innych dziełach Kopernika, jakie zrabowano także z bibliotek w Kijowie (I wydanie dzieła), a wcześniej z czeskiego Brna (II wydanie dzieła), biblioteki w Sankt Petersburgu w Rosji (też II wydanie).

Warszawa, rok 2007
Uwagę śledczych zwróciła podobna kradzież starodruku z Biblioteki Instytutu Geografii PAN w Warszawie.

Tutaj też nieznany sprawca wypisał rewersy i wypożyczył do czytelni kilka starodruków. Zapytał, gdzie jest toaleta i wyniósł atlas map Speculum orbis terrae Gerarda i Cornelisa de Jode o wartości 400 tys. zł. Do kradzieży doszło pół roku wcześniej przed zniknięciem dzieła Kopernika. Jedną z map z warszawskiego atlasu odkryto w antykwariacie w stolicy. Udało się zablokować aukcję i mapy nie sprzedano.

Kraków rok 2013
Karolina Grodziska, dyrektor Biblioteki PAN w Krakowie jest przekonana, że kradzieży Kopernika dokonano na zlecenie. Dodaje, że dziś bezpieczeństwo 700 tys. woluminów jest o wiele większe niż przed laty.

W budynku przy ul. Sławkowskiej 17 w Krakowie działa monitoring, jest system dozoru elektronicznego, a zbiory specjalne można przeglądać tylko w wyznaczonej czytelni. Przed laty jedna czytelnia służyła zarówno do przeglądania gazet i czasopism, jak i starodruków. W pomieszczeniu dla 36 osób zostawiało się też odzież. Dziś jest inaczej.

Śledztwo w sprawie kradzieży w Krakowie podjęto ponownie w ub.roku. Zdobyto nowe dowody, opinie biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych. Sprawdzono 160 wytypowanych osób, ale bez sukcesu. Pobierano od nich próbki pisma, odciski palców i ślady DNA.

Okazało się także, że przed kradzieżą z Biblioteki PAN złodziej próbował wypożyczyć Kopernika z Jagiellonki. Dzieło pokazano mu niekompletne, zrezygnował z kradzieży. Pod koniec 2013 r. sprawę zamknięto, bo nastąpiło przedawnienie ścigania po 15 latach od kradzieży. Adam Z. co prawda został zatrzymany w USA, ale nie można było go przesłuchać. Złodzieja starodruku nie udało się więc złapać. Tak to bywa z duchami.

Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
du.a zbita
Jak można być tak głupim, i w 21 wieku żądać zapłaty za jakieś badziewie wiadomości? Jak będę chciał się dowiedzieć co było dalej, to choćby z przekory wejdę tam, gdzie o tym piszą za darmo. Stosujecie jakieś czysto szwabskie metody...
l
lelek
Rozumiem z artykul ma sluzyc w zlapaniu zlodzieja i odzyskaniu bezcnnego dziela ,w takim razie wytlumatrzcie mi jak k**** to bedzie mozliwe jak bedziecie pobierali oplate za artykul ???
S
Serpico
Jak będziecie wymyślać jakieś idiotyczne opłaty za czytanie artykułów to zaraz skreślę Was z listy moich zainteresowań i nie tylko ja, niedługo za kliknięcie na klawiaturze każecie płacić, ktoś chce od Was postawić willę i kupić mercedesa ?
d
dno
porazka
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie