Bad Light District: Jako krakowski zespół uprawiamy spontaniczne czarnowidztwo

Monika Jagiełło
Bad Light District: Nikt nie kryje, że muzyka alternatywna to w Polsce wyjątkowo niedochodowy interes
Bad Light District: Nikt nie kryje, że muzyka alternatywna to w Polsce wyjątkowo niedochodowy interes Maciej Przemyk
O tym, że w pięcioosobowej grupie zawsze jest o co drzeć koty, czy za muzykę warto przelewać krew i o planach zostania smutnym big bandem rozmawiamy z Michałem Smolickim i Łukaszem Lembasem z Bad Light District.

Bad Light District zaczęło się jako "odskocznia od macierzy", znanego krakowskim fanom alternatywnej muzyki zespołu New York Crasnals i niejako przeżyła tę formację (i kilka innych). Spodziewałeś się, że tak się stanie?
Michał Smolicki: Bad Light District było z założenia moim pobocznym projektem w czasach gdy New York Crasnals funkcjonował pełną parą. Projekt bez planów, bez składu - początkowo muzykę nagrywałem sam. Nawet nazwa się zmieniała - początkowo istniał jako Massolit, co brzmiało nieco jak nazwa zespołu metalowego (śmiech). Ponoć "prowizorka trzyma się najlepiej" i gdy New York Crasnals musiał zawiesić działalność, BLD naturalnie stał się pełnoprawnym zespołem, ściągając do składu kilku nieugiętych kowbojów o podobnych przejściach, nie wyobrażających sobie życia bez muzyki.

Kora śpiewała kiedyś o "krakowskim spleenie". Ukuty przez nią termin wydaje się pasować do Waszej muzyki. Czy ta "pastelowa czerń", jak kiedyś nazwaliśmy w rozmowie Waszą muzykę to efekt melancholii jej autorów czy wypadkowa muzycznych fascynacji?
M.S.: Nigdy nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Od sześciu lat chcę stworzyć wesołą piosenkę i zawsze skutek jest ten sam - finalnie pytają mnie "skąd ta melancholia?". Dlatego termin "pastelowa czerń" wydaje się być trafnym. Jako zespół jesteśmy raczej wesołą bandą, więc albo faktycznie coś wisi w krakowskim powietrzu, albo to jednak z nami coś nie tak.

Czy Wasze prywatne muzyczne gusta Was łączą czy raczej dzielą? Kto dla Was jest muzycznym punktem odniesienia?
Łukasz Lembas: Mamy jakiś wspólny mianownik, choć pewnie każdy z nas udzieliłby innej odpowiedzi. Z mojej perspektywy tworzenie gitarowej muzyki i inspirowanie się nią prowadzi do ślepego zaułka. Choć nie da się ukryć, że jest ona jakimś punktem wyjściowym dla Bad Light District, zwłaszcza jeśli spojrzymy na nasze instrumentarium. Próbując zrobić coś, co będzie satysfakcjonujące dla nas jako grupy, poprowadziło nas do poszukiwań poza stricte rockową estetyką. Są jednak płyty, które wszyscy wskażemy jako istotne w ostatnim czasie. "Terror" Flaming Lips nas sponiewierał . Podobnie jak Swans i ich "To be Kind", Kristen i "Secret Map" czy James Blake z "Overgrown". Pewnie można by wymienić jeszcze pół setki płyt, które każdy z nas z atencją wysłuchał i z których mimochodem podprowadził z nich pomysły, ale to dzieje się raczej poza naszą świadomością.

Czy cały materiał na nową płytę powstał po wydaniu Waszego drugiego albumu, "Nothing Serious" czy też znalazły tu gotowe wcześniej utwory? Jak w ogóle powstawała nowa płyta?
Ł.L.: Od czasu "Nothing Serious" zmieniło się wszystko. Począwszy od procesu komponowania, po skład osobowy, na kwestiach technicznych kończąc. W przypadku "Nothing Serious" byliśmy bardziej zgodnym zespołem. Jako kwintet potrafimy długo drzeć koty, ale przynajmniej wiemy o co. Dlatego też "Science of Dreams" to płyta, której zarys z grubsza pojawił się tuż po nagraniu "Nothing Serious". W grudniu 2013 r. nagraliśmy demo, które miało być wstępnym materiałem. Brzmiało jednak na tyle dramatycznie, że okazało się ono tylko szkicem do dalszych prac. Dlatego utwory z "Science of Dreams" w postaci, w jakiej udało się je zarejestrować, powstawały w miesiącach poprzedzających nagranie. W efekcie udało się uchwycić materiał na żywo w najświeższej postaci. Dla zespołu z taką filozofią jak nasza, to jak wygranie w totka.

Jedna z piosenek na płycie nazywa się "A Table Leg". Co się za nią kryje?
M.S.: Od lat używamy tego terminu jako synonimu pecha. Pechowiec siadając do jakiegokolwiek stołu zawsze boleśnie uderzy kolanem w jedną z nóg. Skrajny pechowiec nawet w przypadku stołu z powyłamywanymi nogami. My często spóźniając się na próbę słyszymy na powitanie "co, noga była w pracy?". Postanowiliśmy złożyć hołd tej przysłowiowej "nodze od stołu" nazywając tak jedną z kompozycji na płycie.

"Jesteśmy krakowskim zespołem". Czy za takim stwierdzeniem idzie dziś pozytywny ładunek czy wręcz przeciwnie?
Ł.L.: Kraków raczej nie ma dobrej prasy (śmiech). Ale może to klucz dla nas jako zespołu? Bad Light District i szczególnie "Science of Dreams" to nie jest pozytywny ładunek, więc w teorii wszystko się zgadza. Biorąc pod uwagę naszą nazwę, można nawet powiedzieć, że poniekąd utożsamiamy się z tym "przeciwnym do pozytywnego" ładunkiem. Nie ma w tym jednak kalkulacji. To zupełnie spontaniczne czarnowidztwo.

Co jest największym problemem dla młodych polskich zespołów w Waszym odczuciu?
M.S.: Młode zespoły powinny mieć możliwość grania jak największej liczby koncertów. To pcha zespół do przodu. Pod tym względem jest gorzej niż jeszcze kilka lat temu. Miejsc do grania i oddanych sprawie organizatorów jest coraz mniej. Wiadomo - muzyka alternatywna to w Polsce wyjątkowo niedochodowy interes. Prędzej czy później taki młody zespół przechodzi próbę czasu - zniechęca się i zwija zabawki albo ściera się z rzeczywistością i działa po swojemu. To naturalna selekcja. Najważniejsze to czuć przyjemność z grania muzyki.

Rozrastacie się. Z solowego projektu zrobił się kwartet, a w zeszłym roku - kwintet. Czy przy następnej płycie możemy spodziewać się orkiestrowego składu?
M.S.: Rozwijamy się muzycznie, stąd i skład zespołu się zmienia. To, że jest nas teraz piątka, wcale nie znaczy że gramy szybciej, głośniej i gęściej. Cała sztuka to znaleźć swoje miejsce w strukturze utworu, grać mniej a ciekawiej. Komponując w naszej sali prób ostatnią płytę więcej dyskutowaliśmy. Każdy kontrowersyjny dźwięk braliśmy pod lupę i często z niego rezygnowaliśmy. To z pewnością najbardziej świadomie stworzony materiał w historii projektu, co mam nadzieję słychać. Z kolei następny album z pewnością wypełni muzyka estradowa z wielkim big bandem. Tyle, że na smutno.

Niedawno na ekranach kin pojawił się film "Whiplash". Historia młodego perkusisty była pytaniem, jak daleko można się posunąć, żeby osiągnąć perfekcję. Czy według Was muzyk musi on przelać "kubeł krwi", jak bohater filmu?
M.S.: "Whiplash" pokazuje przekroczenie granicy rozsądku w podejściu do muzyki - zarówno w przypadku ambicji młodego perkusisty jak i apodyktycznego nauczyciela. Muzyka staje się zawodami sportowymi. Wysoki poziom wymaga ćwiczeń i konsekwencji, ale czy warto przelewać te kubły krwi za perfekcję, której i tak nie osiągniemy, bo nie jesteśmy robotami? Ceną jaką za to można zapłacić jest utrata serca do muzyki. Ja wolę słyszeć człowieka, a nie maszynę odtwarzającą z nut.

Kiedy będzie można Was usłyszeć w Krakowie lub okolicy?
M.S.: Ruszamy w trasę. Najbliższy krakowski koncert zagramy w Alchemii 14 marca z bydgoską kapelą 3moonboys. Zachęcam do śledzenia naszego facebookowego profilu.

***
#portret
Grupę tworzą: Michał Smolicki (gitara, wokal) Jacek Dąbrowski (klawisz), Łukasz Lembas (bas), Maciej Kozłowski (gitara) oraz Maciej Pietrzyk (perkusja). Projekt powoł do życia Michał Smolicki, perkusista New York Crasnals. Nowy album "Science Of Dreams" jest trzecim w dorobku grupy i pierwszym nagranym w poszerzonym, pięcioosobowym składzie. Zespół prezentuje na nim dojrzałe brzmienie w którym słychać liczne odniesienia do psychodelii i nowofalowych korzeni, tak charakterystycznych dla debiutanckiego albumu "Simplifications" (2009, Ampersand Records).


#koncerty

Zespół wystąpi wkrótce w:
26.02 - Wadowice, Wadowickie Centrum Kultury (z grupą North West i Hobot)
14.03 - Kraków, klub Alchemia (z zespołem 3moonboys)
24.04 - Bochnia, klub Mała Czarna
Więcej na stronach: www. badlightdistrict.com oraz na fan page'u grupy www.facebook.com/badlightdistrict

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3