Egzamin organizował Urząd Marszałkowski w Krakowie przy współpracy z Małopolskim Ośrodkiem Doradztwa Rolniczego, Izbą Rzemieślniczą z Katowicach (ma uprawnienia do organizowania egzaminów państwowych, a krakowska izba nie) oraz Spółdzielnią Producentów "Gazdowie". Wspomagali ich naukowcy z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. W komisji egzaminacyjnej znaleźli się także Kazimierz Furczoń z Leśnicy i Piotr Kohut z Koniakowa, pierwsi mistrzowie bacowstwa.
- Egzamin jest podzielony na dwie części. W tej praktycznej sprawdzamy, jak sobie kandydaci na baców radzą z owcami. Oceniamy jak je doją, strzygą, jak dbają o racice zwierząt - mówi Kohut.
Górale bez problemów łapali i doili owce. Janina Rzepka nie okazała się w tym gorsza - choć, jak sama przyznaje, dojenie to raczej męskie zadanie.
- Trzeba mieć wprawę w rękach, tym bardziej o tej porze roku, kiedy owce już mało mleka dają - mówi pani baca z Brzegów.
W drugiej części egzaminu każdy musiał pokazać, że potrafi "pucyć" oscypki. - Sprawdzamy cały proces. Od klagania sera, poprzez wyrabianie go, ściskanie, aż po nadawanie mu odpowiedniej formy - czy to oscypka, czy redykołki. To najważniejszy etap, bo wtedy powstają pasterskie produkty tradycyjne - mówi Furczoń.
Górale nie mieli z tym najmniejszych problemów. - A co mamy mieć problemy, jak od małego przy tym robimy? To dla nas chleb powszedni - śmieje się jeden z egzaminowanych.
- Ja całe życie z owcami i oscypkami robię, więc tu problemu nie ma. Nie wiem jednak co będzie na egzaminie z teorii. - mówiła Janina Rzepka.
Egzamin organizowali naukowcy z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Dr hab. Edyta Molik była jednak pewna, że górale nie powinni mieć problemów z pytaniami na teście. - Test dotyczy hodowli zwierząt, zasad higieny postępowania z mlekiem w bacówce, przerabiania i przechowywania go - wylicza dr hab. Molik. - Pytamy np. o walory prozdrowotne mleka owczego, o zasady żywienia owiec w lecie.
Z zaliczeniem egzaminu problemów więc nie było. Każdy zdał. Teraz górale uzyskają tytuł zawodowy bacy. To będzie oznaczało, że dla każdego z nich praca w bacówce będzie liczyła się do emerytury. Poza sezonem wypasu będą mogli zarejestrować się w urzędzie pracy jako bezrobotni i otrzymywać świadczenia. Natomiast mistrzowie bacowstwa - Kazimierz Furczoń i Piotr Kohut - będą mogli przyjmować uczniów na praktykę.
- Mamy nadzieję, że dzięki temu zawód bacy i juhasa na nowo odżyje, że coraz więcej młodych osób będzie się do niego garnęło - mówi Maria Banachowicz, członek komisji egzaminacyjnej.
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+