Gdyby ten piwniczny bar umiał opowiadać

Redakcja
Jan Nowicki zawsze lubił posiedzieć przy piwnicznym barze i nadal tam zagląda, kiedy jest w Krakowie
Jan Nowicki zawsze lubił posiedzieć przy piwnicznym barze i nadal tam zagląda, kiedy jest w Krakowie FOT. MARCIN KąDZIOłKA/east news
Kiedyś w Piwnicy pod Baranami nie było nawet prądu. W pewnym momencie ktoś rzucił hasło, żeby kupić butelkę wina i zagrzać trunek w garnku nad ogniem kominka. Takie były początki baru legendarnego kabaretu. Pierwszą barmanką była pisarka, Dorota Terakowska. Jej następczyni, Zofia Komeda, wymyśliła trunek zwany z francuska calvadosem, którym z przyjemnością raczył się między innymi Tadeusz Kantor - pisze Joanna Weryńska

Chętnie siadywał przy nim Tadeusz Kantor, rysując na serwetkach swoje słynne manekiny, które wykorzystane zostały w spektaklu "Umarła klasa". Siadał przy nim też, żeby pomilczeć, Sławomir Mrożek, zanim wyjechał do Francji. Swoje opowieści zaciągając się kolejnymi papierosami snuł przy barowym blacie Jan Nowicki, a Wiesław Dymny pisał na nim wiersze miłosne dla swojej ukochanej Anny Dymnej. Gdyby bar Piwnicy pod Baranami potrafił mówić, opowiedziałby niejedną ciekawą historię o zasiadających przy nim postaciach. I barmanach, wśród których byli jazzmani, aktorki, śpiewaczki, pisarki.

- Wszystko zaczęło się jesienią, jakoś w latach pięćdziesiątych. Gromadziliśmy się w Piwnicy przy Rynku Głównym 27, bo czuliśmy się tam jak w domu. Jednak długie siedzenie w zimnym pomieszczeniu powodowało, że zaczynaliśmy mieć dreszcze. Nie było tam nawet prądu, tylko świeczki i kominek - opowiada Kazimierz Wiśniak, scenograf Piwnicy pod Baranami. - Miało to swoją urodę, ale czasami wyłaziliśmy stamtąd przemarznięci. Kiedyś ktoś rzucił hasło, żeby kupić butelkę wina i zagrzać je w garnku nad ogniem w kominku. Z czasem weszło nam to w nałóg. Zawsze ktoś leciał do Żyda po wino, takie najtańsze, i takie to były początki piwnicznego baru .

"Bar" przeszedł szybko pierwszą ewolucję. Wszystko to dzięki pierwszej barmance, którą była pisarka Dorota Terakowska. Przeniosła się z sali "kominkowej" do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie rozłożyła drewniane skrzynie po jabłkach. A wino zaczęła doprawiać goździkami, podgrzawszy je wcześniej na elektrycznej maszynce.

- Po Dorocie obowiązki barmanki przejęła Zosia, żona jazzmana Krzysztofa Komedy, która chciała, żeby wszystko było legalnie. Wymyśliła, że będziemy od tej pory Klubem Młodzieży Artystycznej Piwnica pod Baranami. To ona wprowadziła do naszego barowego menu coś, co nazwała z francuska calvadosem. Był to spirytus zmieszany z sokiem jabłkowym - opowiada Kazimierz Wiśniak. Wtedy bar znów się zmienił. Zbił go z desek Wiesław Dymny. - Zdaje się, że były to jakieś resztki dekoracji - wspomina Wiśniak.

Przy barze nie było jeszcze krzeseł, a już zaczęli się przy nim gromadzić goście. Jednym z nich był Tadeusz Kantor. - Mawiał, że lubi u nas być, bo atmosfera Piwnicy kojarzy mu się z Paryżem. Czesto popijając calvadosa opowiadał mi o swoich manekinach. Niewiele z tego rozumiałem. Nie nadążałem za jego koncepcją - przyznaje Wiśniak.

Zarówno przy barze, jak i w sali występów roiło się od postaci ubranych na czarno. - Było to może nie według paryskiej mody, ale bardzo praktyczne. W piwnicznych pomieszczeniach przechowywano kiedyś węgiel i ściany były czarne - wspomina Krystyna Styrna-Bartkowicz.

Potem Wiesław Dymny zainstalował w Piwnicy nowy bar, tym razem z prawdziwego zdarzenia, elegancki, w kolorze purpurowo-czarnym, który przetrwał do czasów obecnych. Często siedział przy nim Piotr Skrzynecki zatopiony w rozmowie z przyjaciółmi. A tych zawsze miał wokół siebie mnóstwo. Wpadał tu też Sławomir Mrożek. - Trudno było się z nim dogadać, bo strasznie mruczał - zdradza Wiśniak. - Potem po Zosi bufet przejęła Teresa Trzaskowska, która miała synka, Piotra. To właśnie był Piotr Ferster. Od najmłodszych lat nasiąkał atmosferą baru Piwnicy pod Baranami - wyjaśnia Kazimierz Wiśniak.

Zarówno on, jak i pozostali artyści uważają, że remont baru i Piwnicy jest konieczny. Zajmą się tym rodowici warszawiacy, Patrycja Krauze i jej mąż, Maciej Młynarczyk. - Można powiedzieć, że Patrycja jest dzieckiem Piwnicy, bo jej rodzice w tym miejscu się poznali - twierdzi Leszek Wójtowicz. Warszawianka ma już plan , jak zaaranżować salę barową. - Będzie z nowoczesnym zapleczem pozwalającym rozszerzyć asortyment napojów. Chcemy też serwować tu pyszną kawę i różne rodzaje aromatycznych herbat - zapowiada Krauze.

Zastrzega jednak, że wszystkie zmiany przeprowadzać będzie w porozumieniu z artystami. Remont baru już się rozpoczął. Jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, zakończy się za kilka tygodni. Ale zarówno piwniczni artyści, jak i stali bywalcy nie wyobrażają sobie nowego baru bez słynnego barmana Pawła Marculi. Tak nazywa się pan z brodą, który od kilku lat zabawiał siedzących przy barze najróżniejszymi dowcipami albo rymowankami. Sam zainteresowany na razie nie chce się na przyszłość wypowiadać.

Patrycja Krauze za to ma już gotowy projekt nie tylko samego baru, ale i całej Piwnicy. - Przygotowując koncepcję sugerowaliśmy się albumami ze zdjęciami przedstawiającymi Piwnicę z początków jej istnienia. Nie oznacza to,że chcemy łączyć stare z nowym. Nie będzie żadnego metalu i szkła. Nie chcemy powielać klimatu knajp z Kazimierza. Chcemy odtworzyć tu klimat domu Janiny Garyckiej, dobrego ducha Piwnicy - zapowiada Krauze. Zmieni się sala kabaretowa. Umieszczony w niej zostanie multimedialny projektor i ekran, na którym obejrzeć będzie można fragmenty dawnych i obecnych występów Piwnicy.

- Obecnie turyści odwiedzający Piwnicę nie mogą zrozumieć, na czym polega jej niezwykłość, znikły nawet fotografie jej twórców. Wpadliśmy na pomysł, żeby po remoncie umieścić na ścianach zdjęcia wszystkich ważnych dla Piwnicy postaci, od jej początków do dnia dzisiejszego, oczywiście z Piotrem Skrzyneckim na czele - zapewnia Patrycja Krauze.

Jak podkreśla córka znanego reżysera, wszystkie te pomysły pochodzą od samych członków zespołu Piwnicy pod Baranami. - Każdą decyzję podejmujemy w porozumieniu z nimi - zapewnia. Dodaje również, że do momentu, gdy dowiedziała się, że Piotr Ferster postanowił zakończyć współpracę z kabaretem, przez myśl jej nie przeszło, żeby się Piwnicą zająć.

- O tym, że Piotr Ferster zrezygnował, powiedzieli mi sami piwniczanie, którzy szukali kogoś, kto by się piwnicą zajął - zaznacza. Zgodziła się, bo Piwnica kojarzy jej się z dzieciństwem. - Ciągle słyszałam w domu, że rodzice się tam wybierają. Ja po raz pierwszy weszłam tam jako sześciolatka. Rodzice rozmawiali akurat z Piotrem Skrzyneckim w sali barowej. Zobaczyłam niezwykłego pana w czarnej pelerynie, z brodą. Jak z bajki. I taki właśnie obraz tego miejsca zapamiętałam. Zawsze jawiło mi się ono jako miejsce magiczne i takie pozostanie - zapewnia Patrycja Krauze.
============06 (pp) Zdjęcie Podpis na apli black(16201937)============

============11 (pp) Zdjęcie Autor(16201936)============

============06 (pp) Zdjęcie Podpis na apli black(16201935)============
Jan Nowicki zawsze lubił posiedzieć przy piwnicznym barze i nadal tam zagląda, kiedy jest w Krakowie
============25 Cytat magazyn 18 B(16201932)============
Napój zwany calvadosem, był spirytu-sem zmieszanym z sokiem jabłkowym

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
dr Paul-Ferdinand Gachet
Van Gogh po absyncie odciął sobie ucho. Ciekawe?, co zaś, Ten sobie obetnie? Tak w ogóle to, my preferowalibyśmy u kilku mocno stetryczałych wiecznych chłoptasiów , że jak już muszą zaistnieć od czasu do czasu dramatycznie, aby w pijanym zwidzie odważyli się na samo resekcję języka. W konsekwencji zaowocowałoby to publicznie tylko samym dobrem, bo podobnie, jak to jest z Vickiem, wzmocnieniem finansowym sanatorium im. Babińskiego, jako niebywałej atrakcji turystycznej oraz filii synagogi karmazynowego króla Ba‘al Zəbûb`a.
d
dr Paul-Ferdinand Gachet
Van Gogh po absyncie odciął sobie ucho. Ciekawe?, co zaś, Ten sobie obetnie? Tak w ogóle to, my preferowalibyśmy u kilku mocno stetryczałych wiecznych chłoptasiów , że jak już muszą zaistnieć od czasu do czasu dramatycznie, aby w pijanym zwidzie odważyli się na samo resekcję języka. W konsekwencji zaowocowałoby to publicznie tylko samym dobrem, bo podobnie, jak to jest z Vickiem, wzmocnieniem finansowym sanatorium im. Babińskiego, jako niebywałej atrakcji turystycznej oraz filii synagogi karmazynowego króla Ba‘al Zəbûb`a.
Dodaj ogłoszenie