Jacek Zieliński: Chciałbym, aby o Cracovii mówiono: To zespół na europejskie puchary

Rozmawiał Jacek Żukowski
Pod wodzą Jacka Zielińskiego Cracovia jesienią w lidze wygrała 4 mecze, 9 zremisowała i 7 przegrała
Pod wodzą Jacka Zielińskiego Cracovia jesienią w lidze wygrała 4 mecze, 9 zremisowała i 7 przegrała fot. Szymon Starnawski
Rozmowa. Pół roku temu trener Jacek Zieliński walczył z „Pasami” o podium ekstraklasy. Teraz jego ekipa musi bronić się przed spadkiem.

- Gdyby ktoś nie śledził waszych jesiennych poczynań, a zerknął na tabelę na koniec poprzedniego sezonu, kiedy było 4. miejsce i teraz, kiedy jest 14., to przeżyłby szok. Uznałby, że zdarzył się w zespole jakiś kataklizm, skoro zanotował taki regres. U was kataklizmu nie było, a jednak jest taka słaba pozycja. Jakie są tego przyczyny?

- Część przyczyn na pewno znamy, ale zostaje to w drużynie. Nie będę na łamach prasy wyciągał tego na światło dzienne. Na pewno zawiedliśmy, zdajemy sobie z tego sprawę. To 14. miejsce to wynik fatalny. Wszyscy zastanawiają się, z czego to się wzięło? Zabrakło powtarzalności. To był inny zespół niż wiosną. Deniss Rakels odszedł w zimie, nie ma Bartka Kapustki. Prawie całą rundę nie grał Paweł Jaroszyński. Większą część wiosny i połowę jesieni nie występował Damian Dąbrowski. To są ważne ogniwa. Nie znaleźliśmy zawodników, którzy by ich zastąpili. Trzeba się zastanowić, czy tamten sezon i to 4. miejsce, to nie był wynik trochę ponad stan. Od tego trzeba zacząć. Chcemy zbudować zespół, który będzie regularnie grał w ósemce. Potrzeba nam jednak do tego czasu. Ale jestem święcie przekonany, że my w tej ósemce będziemy.

- Gdy zaczynał się sezon, to mówił Pan, a jest to przecież naturalne, że zespół ma zrobić progres, że ma grać o coś więcej.

- Mówiliśmy, że gramy o to, by znów być w górnej ósemce. Jeśli w niej będziemy, to chcemy sobie stawiać kolejne cele. Chciałbym, żeby Cracovia stała się takim zespołem, o którym można powiedzieć: tak, to jest zespół na europejskie puchary. Ale to się nie stanie od razu, to są lata pracy.

- Mówi Pan, że nie znaleźliście odpowiednich następców, ale przyszli nieźli piłkarze. Było dwanaście transferów, z czego czterech piłkarzy było z marszu gotowych do gry.

- Ale trzech przyszło w ostatniej chwili, dopiero z końcem sierpnia. A więc to trochę inaczej wygląda, jeśli chodzi o wkomponowanie takich zawodników w drużynę. Proszę spojrzeć choćby na transfery Legii. Jak długo dochodził do siebie Odjidia-Ofoe, zanim zaczął grać tak jak teraz? Mimo że to jest świetny zawodnik. U nas ci nowi i tak dużo grali. Piotr Malarczyk, Tomasz Brzyski i Krzysztof Piątek weszli w zespół, któremu nie wiodło się. Nam potrzebny jest spokojny okres przygotowawczy. By wszyscy zaczęli z równego poziomu. Diego Ferraresso przyjechał z Brazylii z wczasów, kompletnie nieprzygotowany. Całą rundę trwało doprowadzanie go do stanu użyteczności. Jestem ciekaw tego okresu przygotowawczego. Na wiosnę to będzie już inna drużyna.

- Nie chcę sugerować, że występy w pucharach wam zaszkodziły, ale musiał Pan przygotować zespół na wcześniejszy termin. Czy to nie spowodowało późniejszych kłopotów? W końcu sezon zaczęliście dwa tygodnie wcześniej.

- Nie, my przez te puchary „przelecieliśmy”. Zawsze są jakieś doświadczenia na przyszłość. Składaliśmy zespół w biegu, przygotowując się do pucharów. Robiliśmy go na szybko. Liczyłem, że Bartek Kapustka jeszcze z nami zostanie i nam pomoże. Przystępując do pucharów, byliśmy słabsi od zespołu, który je wywalczył.

- Ligę zaczęliście fajnie, od zwycięstwa 5:1 z Piastem Gliwice. Wydawało się, że jesteście na dobrej ścieżce. Potem jednak coś się załamało...

- Zdarzyło się wiele meczów, w których wszystko było na styku, a których nie wygraliśmy. Tak było w rewanżu z Piastem, z Górnikiem Łęczna. Były spotkania, w których nie powinniśmy stracić punktów. Tabela jednak pokazuje, że jesteśmy na 14. miejscu i przed nami trudna zima. To dla nas dzwonek alarmowy. Trzeba wziąć się do roboty, choć, prawdę mówiąc, ja tym chłopakom nie mogę nic zarzucić. To był zespół, który fajnie pracował. Ale gdy się coś zacięło, to nie mogliśmy wrócić na właściwe tory. To nauczka na przyszłość, że trzeba też popracować nad głowami.

- Starał się Pan wykorzystać potencjał zawodników i wpasować ich do systemu, trochę zmienionego w porównaniu z zeszłym sezonem. Chodziło o znalezienie miejsca dla Mateusza Szczepaniaka i Krzysztofa Piątka. Takim meczem było spotkanie w Lubinie, jedno z lepszych w waszym wykonaniu. Potem to już tak nie funkcjonowało.

- Skoro przez kilkanaście miesięcy graliśmy innym systemem, to nie mogło być inaczej. Wtedy zmieniliśmy go na szybko, by wykorzystać możliwości tych dwóch zawodników. Wyszedł nam nie tylko mecz z Zagłębiem, bo później graliśmy tak samo z Koroną Kielce i Wisłą Płock. Chwilami dobrze to wyglądało, choć prawda jest też taka, że to był system ofensywny, bardzo ryzykowny. Były mecze, w których tak nie mogliśmy zagrać, bo byłoby to harakiri. Mam w dalszym ciągu plan, by wykorzystać potencjał Piątka i Szczepaniaka.

To nie są zawodnicy, którzy będą strzelać bramki regularnie, jak Nemanja Nikolić. Musimy się więcej nabiegać, pograć piłką, stworzyć więcej sytuacji strzeleckich, by te gole zdobyć. Paradoksem jest, że jako jedyni w gronie drużyn z miejsc 9.-16. mamy dodatni bilans bramkowy, najmniej porażek, mamy sporo strzelonych bramek, najmniej straconych. No i co z tego? Jest 14. miejsce. Ale to już jest za nami. Po chłopakach było widać w ostatnich meczach sportową złość. Zagrali dobry mecz na Wiśle, trudne spotkanie z Lechem, bardzo dobrym przeciwnikiem. Możemy walczyć jak równy z równym z każdym w tej lidze. Mecz w Warszawie też to pokazał. Legia teraz demoluje każdego, ale w meczu z nami miała spore problemy, prawda? Na wiosnę wszystko sobie wyczyścimy. Jak wszyscy będą ze sobą razem, to Cracovia będzie grała piłkę efektowną i skuteczną. O to nam chodzi. Graliśmy w tej rundzie bardzo nieskutecznie. Oddawaliśmy, poza Legią, najwięcej strzałów, stwarzaliśmy najwięcej sytuacji, ale bramki padały za rzadko.

- Teraz już nie cofniemy czasu, ale czy ma Pan takie przemyślenia, że w kilku meczach można było bardziej zaryzykować? Macie dużo remisów, a dzięki takim rezultatom wiele się traci.

- No tak, ale na przykład w Gliwicach prowadzimy 2:1 i tracimy gola w 95 minucie. Czy trzeba było ryzykować? Z Górnikiem prowadzimy 1:0, trzeba było mądrze pograć, utrzymać wynik. Z Pogonią prowadzimy i tracimy bramkę w końcówce. Z Jagiellonią przegrywaliśmy, wyszliśmy na remis, skończyło się 1:3… Nie jest tak, że nie gramy ofensywnie, bardzo wiele ryzykujemy. Nie zawsze to wychodzi, natomiast remisów jest bardzo dużo. W ubiegłym sezonie byliśmy zespołem bezkompromisowym, albo wygrywaliśmy, albo przegrywaliśmy. Teraz to się zmieniło, to inny zespół jeśli chodzi o ofensywę. Skoro takie dwa żądła jak Rakels i Kapustka zostały wyjęte, to przy słabszej dyspozycji Mateusza Cetnarskiego, bo to półrocze takie właśnie miał, czy przy problemach zdrowotnych Dąbrowskiego, te akcenty inaczej musiały się rozkładać. Tak fajnie już to nie wyglądało pod bramką.

- Szukając pozytywów w tej sytuacji, to gra w dużej mierze może zadowalać? Wiadomo, że jesteście nieskuteczni, ale gra się klei.

- Mamy pomysł. Staramy się grać po swojemu. Wszyscy wiedzą, że Cracovia będzie grała w piłkę. Musimy dołożyć do tego element wykończenia, bo bez tego nie zrobimy kroku do przodu. Musi przełamać się Szczepaniak, Piątek musi być bardziej regularny. Do wiosennej dyspozycji musi wrócić Tomek Vestenicky. Nie wymieniłem jeszcze Erika Jendriska, który tę rundę miał słabą. Patrząc na jego statystyki z tamtego sezonu i teraz, to jest przepaść.

- Otworzy się okienko transferowe, prezes Filipiak mówi, że zrobicie ruchy kadrowe.

- Tak, ale nie będzie żadnej rewolucji. Chcę, by ten zespół okrzepł. W tym składzie też damy sobie radę, choć lekkie przewietrzenie szatni musi być. Trzeba trochę przemodelować zespół. Nie mówię o personaliach. Niektórzy zawodnicy rozstaną się z zespołem, ci, którzy mniej grali, byli mniej przydatni. Nie możemy utrzymywać tak licznej kadry.

- Jeśli chodzi o akcenty w poszukiwaniach transferowych, na co się Pan będzie nastawiał?

- Nam jest potrzebny lewoskrzydłowy, zawodnik z dobrą lewą nogą. Od dłuższego czasu kulejemy z tej strony. Jeśli będzie możliwość, to przydałby się konkretny napastnik.

- A defensywa?

- Zobaczymy. Jeśli będzie ktoś na rynku, będziemy się zastanawiać. Na chwilę obecną mamy ośmiu obrońców. Jeśli będą zdrowi, to damy sobie radę.

- Prezes potwierdził zainteresowanie Kamilem Mazkiem.

- Interesujemy się nim. Trzeba wykupić go z Ruchu Chorzów, a nie będzie to łatwe. Trudno, żeby chorzowianie pozbywali się zawodnika, będąc w trudnej sytuacji. To jest skrzydłowy grający bardziej na prawej stronie. Od roku się nim interesujemy. Nie jest to nowy temat, nie trzeba go ukrywać.

- A na tak newralgiczną pozycję jak ta Damiana Dąbrowskiego? Mówi Pan, że nie udało się do końca go zastąpić.

- Mamy czterech zawodników, którzy mogą tam grać. Dąbrowski, Mirek Covilo, Milan Dimun, Marcin Budziński. Jeśli chodzi o środek pola, to nie robimy żadnych ruchów.

- Musi Pan natchnąć tę drużynę optymizmem, jeśli chodzi o walkę o pierwszą ósemkę. Trochę ona jednak wam uciekła.

- Mamy pięć punktów straty, jest dziesięć meczów do rozegrania. Wszystko można odrobić. To nie jest rzecz niemożliwa. Wychodziliśmy już z takich opresji. Trzeba tylko w to wierzyć. Przepracować zimę i jestem przekonany, że będziemy w ósemce.

- Patrząc na ubiegłe sezony, zdobycie 39-40 punktów dawało to miejsce. W tych rozgrywkach może być podobnie. Brakuje wam 18-19 punktów.

- Trzeba wygrać sześć albo siedem meczów. To jest wszystko do zrobienia. Nie ma rzeczy niemożliwych w piłce.

- Mówi Pan o odchudzeniu kadry. Ona jest duża, liczy koło 30 zawodników.

- Tak, ale jest wielu młodych zawodników. Część wypożyczymy, by zaczęli grać wyżej niż IV-ligowe rezerwy, bo to nie jest dla nas żaden poligon doświadczalny. Przyglądaliśmy się im przez rundę jesienną, zobaczyliśmy, jakie mieli braki, jest potrzeba, by grali.

- Prezes zapewnił, że zostaje Pan na swoim stanowisku. Pan w którymś momencie jesieni poczuł, że pańska pozycja nie jest już tak mocna i może być zmiana?

- Nie podchodziłem tak do tego, bo wierzę w to, co robię, co mogę dać tej drużynie i myślę, że pokazałem to wielokrotnie. Zawsze to media kreowały tę sytuację. My robiliśmy swoje, w drużynie był spokój, w klubie, myślę, też. Na wiosnę pokażemy, że warto było nam zaufać.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Materiał oryginalny: Jacek Zieliński: Chciałbym, aby o Cracovii mówiono: To zespół na europejskie puchary - Dziennik Polski

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
HFKS

PRZYGŁUP Z GTS U

k
k

cracovia - zespol downa

=PASY=

Skoro taką diagnozę postawił twój lekarz to nie musisz o tym informować wszystkich na forum bo gówno nas to obchodzi.

k
k

downa

Dodaj ogłoszenie