18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Jako mąż i nie mąż, czyli mniej znane twarze Matejki

Łukasz Gazur
"Portret dzieci artysty" z roku 1879 to obraz przedstawiający kolejno - Jerzego ( ur. w 1873 roku), Tadeusza (ur. w 1865 roku, nazwanego na cześć Rejtana, wielkiego polskiego patrioty, nad które go wizerunkiem Matejko w tamtym czasie pracował, Heleny (ur. w 1867 roku) i Beaty (ur. w 1869 roku). Nie ma tu najmłodsz ego dziecka Matejków, Reginy. Niestety, zmarło ono zaledwie miesiąc po porodzie. Do dziś uważa się, że różne kolory strojó w dzieci są symboliczne i podkreślają różnice ich charakterów.
"Portret dzieci artysty" z roku 1879 to obraz przedstawiający kolejno - Jerzego ( ur. w 1873 roku), Tadeusza (ur. w 1865 roku, nazwanego na cześć Rejtana, wielkiego polskiego patrioty, nad które go wizerunkiem Matejko w tamtym czasie pracował, Heleny (ur. w 1867 roku) i Beaty (ur. w 1869 roku). Nie ma tu najmłodsz ego dziecka Matejków, Reginy. Niestety, zmarło ono zaledwie miesiąc po porodzie. Do dziś uważa się, że różne kolory strojó w dzieci są symboliczne i podkreślają różnice ich charakterów. archiwum
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Kiedy po raz pierwszy oświadczył się Teodorze, ta rzuciła w niego pierścionkiem. Później w akcie zazdrości zniszczyła nie tylko swój portret, ale też chciała to samo zrobić z wizerunkiem swojej siostrzenicy Stanisławy Serafińskiej. Małżeństwo państwa Matejków było, delikatnie mówiąc, burzliwe. Nic więc dziwnego, że mistrz sporo czasu spędzał w pracowni - pisze Łukasz Gazur.

Namalował "Hołd pruski" i "Bitwę pod Grunwaldem", a prywatnie był wielbicielem cygar i mocnej kawy. Jego małżeństwo było, delikatnie mówiąc, "zderzeniem osobowości", z kolei jako nauczyciel budził skrajne emocje. Zapraszamy na spotkanie z Janem Matejką. Poznacie mniej znane oblicze mistrza.

Matejko jako mąż

Znali się od dzieciństwa. Franciszek Matejko, ojciec przyszłego malarza, uczył Teodorę Giebułtowską i jej braci muzyki. Ale przełomowy był podobno wspólny pobyt młodych w Iwoniczu. W listach Leonarda Serafińskiego (szwagra Teodory) do żony pojawiły się wówczas pierwsze informacje na temat "zaślepienia miłosnego" Matejki.

W listopadzie 1863 r. Matejko nawiązał z Giebułtowską stałą korespondencję. Jesienią 1864 r. nastąpiły przygotowania do ślubu. Na czas zapowiedzi Teodora zamieszkała wraz z matką w Krakowie. Choć sprawa nie była aż tak oczywista, bo pierwsze oświadczyny - z marca 1862 roku - spotkały się z odmową. O tym wydarzeniu napisał w swoim dzienniku sekretarz malarza, Marian Gorzkowski, powołując się na relację samego mistrza: "przyszedłem do rodziców panny z pierścionkiem, ona wziąwszy go w rękę i popatrzywszy chwilę, tak tym pierścionkiem cisnęła o ziemię, że po podłodze się potoczył".

Z listu pisanego prawdopodobnie wkrótce po oświadczynach, 13 marca 1862 r., do brata, Stasia Giebułtowskiego, tak przedstawia sytuację sama Teodora: "mnie się czasem zdaje, że ja serca nie mam; ja nieraz czuję radość zbója, gdy komu przykrość wyrządzę".

Podobno ostatecznie do ślubu doprowadziła Paulina Giebułtowska, matka panny młodej, która martwiła się o przyszłość charakternej córki, a ponadto kandydata na zięcia bardzo lubiła.

Uroczystość zaślubin odbyła się ostatecznie 21 listopada 1864 roku w kaplicy kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny na Piasku. Suknia ślubna Teodory została wykonana przez bocheńskiego krawca Ryparka według rysunku Matejki. Ślubu młodej parze udzielał Stanisław Giebułtowski, brat Teodory. Pomimo że bracia pana młodego niechętnie patrzyli na to małżeństwo, cała rodzina Matejków pojawiła się na ślubie.

Wielu nazywało mistrza Jana "pantoflarzem", ale Marta Kłak, kierownik Domu Jana Matejki, tak daleko się nie posuwa. - Myślę, że "pantoflarz" to nie jest dobre określenie. Dla mnie cała historia zawiera się w dwóch zdaniach listów - "Twoją parasolkę odebrałem z naprawy i wysyłam ci do Rabki" i "Więcej lekcji płacić nie będę, proszę wracać do domu", czyli od wielkiej troski o nawet banalne sprawy małżonki, po codzienne kłótnie o pieniądze. I taka właśnie była historia ich burzliwego związku. Matejko starał się być dobrym ojcem i mężem, ale nie mógł w pewnym momencie sprostać wymaganiom i oczekiwaniom żony - mówi Marta Kłak.

Ona nie potrafiła stać w jego cieniu. Chciała zostać śpiewaczką. Wyjechała nawet do Drezna w roku 1881, zostawiając go z czwórką dzieci. A był w tym czasie już znanym malarzem, dyrektorem Krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Ciążyła mu kwestia prowadzenia domu i wychowania dzieci.

Ale do spięć między małżonkami dochodziło także w zupełnie innych sprawach. Do jednej z głośniejszych awantur, o której mówiło się w Krakowie, doszło w marcu 1876 r. Jan Matejko malował wówczas obraz "Kasztelanka", do którego pozowała siostrzenica Teodory, Stanisława Serafińska. Ponieważ Teodora bywała o męża szaleńczo zazdrosna, Matejko malował obraz w tajemnicy, co było o tyle łatwe, że żona artysty podróżowała w tym czasie do Karlsbadu.

Gdy Matejkowa dowiedziała się o obrazie, wściekła się nie na żarty. W przypływie gniewu zniszczyła swój portret w sukni ślubnej. Z obawy przed rozerwaniem na strzępy przez żonę również portretu Stanisławy, malarz odciął od niego cztery rogi i powiedział, że obraz został już spalony, a owe rogi to resztki, które pozostały.

Atmosfera w rodzinie Matejków zaczęła się wtedy psuć. Malarz groził, że popełni samobójstwo lub rozwiedzie się z żoną, ta z kolei robiła kolejne awantury, udawała omdlenia. W lutym 1882 roku jej stan psychiczny się pogorszył. Po naradzie z lekarzami zdecydowano się umieścić ją w domu obłąkanych w Wesołej. Za mury szpitala wyszła w końcu jesienią 1883 roku. Zamieszkała w Krzesławicach, będąc jednak pod stałą opieką lekarską. W 1885 roku uzyskała od lekarza ze Lwowa świadectwo zdrowia i wysłała do męża adwokata, aby uwolnił ją spod dozoru sądowego.

Niewiele jej to pomogło, bo gdy w 1888 roku Teodora wyjechała do wód do Eggenbargu, krakowscy lekarze wydali ponownie świadectwo potwierdzające jej chorobę psychiczną i dlatego znowu znalazła się pod kuratelą.

Pomimo rodzinnych perturbacji, Matejko bardzo przeżywal chorobę żony, podobnie jak ona jego odejście. Gdy 1 listopada 1893 roku, w wyniku krwotoku wewnętrznego, Jan Matejko zmarł, Teodora była obecna przy jego łożu. Gdy umierała trzy lata później, z kolei w wyniku powikłań wywołanych cukrzycą, nawet nie brała pod uwagę, że mogłaby zostać pochowana gdziekolwiek indziej niż obok męża, na cmentarzu Rakowickim.

Matejko jako ojciec

28 października 1865 r., w święto Judy Tadeusza, Teodora urodziła swoje pierwsze dziecko, syna Tadeusza. Imię nie było przypadkowe. I bynajmniej nie chodzi o dzień urodzenia. Pierworodny otrzymał imię na cześć Tadeusza Rejtana, bowiem Jan Matejko malował wówczas obraz "Rejtan - Upadek Polski".

Na początku kwietnia 1867 roku Teodora urodziła córkę Helenę, zaś 1 marca 1869 Beatę. Po narodzinach trojga dzieci Matejkowie przeprowadzili się do barokowej kamienicy przy ul. Floriańskiej, odkupionej od rodzeństwa Jana.

27 lipca 1873 roku urodził się drugi syn Matejków, któremu nadano imię Jerzy. 12 lutego 1878 roku przychodzi na świat najmłodsze dziecko małżeństwa- Regina. Niestety, zmarła niecały miesiąc po porodzie.

Wcześniej, w 1876 roku, Matejkowie zakupili majątek Krzesławice, który miał być ostoją życia rodzinnego.
- Był ojcem troskliwym i czułym. Zresztą miał w sobie chyba sporo wrodzonej empatii. Dbał o finansową stronę życia nie tylko najbliższych. Liczyć na niego mogła także rodzina żony, jego bracia i ich rodziny. Wyznaczał pensje i darowizny - tłumaczy Marta Kłak.

Może brało się to stąd, że jako dziecko nie zaznał rodzinnego ciepła. Swoje dzieciństwo Matejko wspominał jako "pełne lęków". Matka wcześnie go osierociła, ojciec nie miał specjalnego uznania dla jego marzeń o malarstwie. A że Jan był jednym z jedenaściorga dzieci, więc i specjalnie się nie przejmowano jego wychowaniem. Nawet złamany kiedyś nos nie zwrócił niczyjej uwagi i zrósł się krzywo.

Brak rodzinnego ciepła po części rekompensowała Matejce przyjaźń z rodziną Giebułtowskich. O Paulinie Giebułtowskiej, swojej teściowej, pisał później, że była dla niego "jakby drugą matką". A szwagra, Stanisława, traktował jak starszego brata.
Dla swoich dzieci był w stanie zrobić wiele. Dość wspomnieć, że gdy w 1891 roku szantażowała go Teodora, że jeśli nie zostanie uwolniona spod sądowej kurateli, po prostu nie da błogosławieństwa wychodzącej za mąż za Józefa Unierzyskiego córce Helenie, Jan Matejko nie miał wyjścia - musiał ustąpić. Wiedział, do jakiego skandalu może dojść, chciał tego córce oszczędzić. Zresztą we wrześniu 1892 roku, gdy odbywał się ślub młodszej córki Teodory, Beaty, z Wincentym Kirchmayerem, znów musiał się zmierzyć z małżonką - ta odmówiła udzielenia błogosławieństwa młodej parze, a nawet (podobno ostentacyjnie) spóźniła się na ceremonię ślubną. Te pokazowe fochy żony bardzo go bolały, zwłaszcza że rykoszetem obrywały ich dzieci.

Matejko jako nauczyciel

Relacje na temat mistrza Jana jako nauczyciela bywają skrajne. Symbolem tego można uznać słowa Leona Wyczółkowskiego i Leona Kowalskiego. Pierwszy, gdy przyjechał do Krakowa, by studiować w Szkole Sztuk Pięknych, pomieszkiwał nawet u Matejków przy ul. Floriańskiej. Ale po latach napisze, że lepszym wykładowcą był Wojciech Gerson. Z kolei Leon Kowalski wspomina, że gdy tylko chciał pożyczyć książkę, został przez Mariana Gorzkowskiego zaprowadzony do Matejki, a ten przyjął go ciepło i serdecznie, i że spotkała go "otwartość, jakiej młody student nie mógł się spodziewać".

Bezsprzecznie powiedzieć można, że spod jego ręki wyszło kilku znakomitych malarzy, jak Jacek Malczewski, Józef Mehoffer czy Stanisław Wyspiański. Ubolewał w listach do żony nad śmiercią Maurycego Gottlieba, którego uważał za jednego z najzdolniejszych malarzy. Nawet zaproponował mu wspólną pracę nad cyklem historycznym. To zresztą sprawiło, że wrócił z Włoch do Krakowa, z którego wcześniej uciekł.Podobno, gdy na pogrzebie młodego artysty, rozpętała się wielka burza, przy grobie zostały tylko dwie osoby - Jan Matejko, który niósł trumnę i Henryk Siemiradzki.

- Dziś to problem, który znamy z życia gwiazd sportu, popularnych aktorów, piosenkarzy - gdy staje się na piedestale w bardzo młodym wieku, można albo próbować się na nim utrzymać i założyć do tego odpowiedni uniform, albo można z niego szybko spaść. On trwał, ale to było bardzo trudne - mówi Marta Kłak.

I dodaje, że Matejko, którego my zdążyliśmy już sobie przyswoić w zbiorowej wyobraźni, nie do końca jest tym, który istniał. Bo poważny dyrektor Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie lubił wyruszać ze studentami na pikniki do Krzeszowic albo do Tyńca. Swojemu sekretarzowi, Marianowi Gorzkowskiemu kazał pakować wiklinowe kosze, sam zaś opłacał pociąg. I śmiał się, gdy rozbawieni studenci nosili go na rękach.

Nie miał on jednak zawsze tak anielskiego charakteru. Bywało, że zmieniał się w awanturnika. Tak było, gdy wściekł się na wieść o tym, że władze Krakowa chcą wyburzyć średniowieczny szpital św. Ducha i na tym miejscu postawić teatr. Ta sprawa stała się przyczyną prawdziwej kłótni z radą miejską, w wyniku której Matejko zrzekł się honorowego obywatelstwa miasta Krakowa.

Matejko jako artysta

Jego postawa dojrzewała od początku lat 60. XIX w. Wtedy trafił do kręgu młodych artystów, pisarzy i historyków, którzy spotykali się w pracowni Parysa Filippiego. Matejko nawiązał tam bliższe stosunki z Józefem Szujskim, późniejszym współtwórcą krakowskiej szkoły historycznej. To właśnie on wpłynął na to, że Matejko zaczął przenosić polską historię na płótno.

Choć artysta był słabego zdrowia, nie bał się pracy nawet po 12 godzin. Przypomnijmy, że samą "Bitwę pod Grunwaldem", mającą wymiary 4,25 na 10 metrów, Matejko malował przez 3 lata, najpierw we własnej pracowni, a gdy płótno już przestało się w niej mieścić - w sali ratusza.

Nie zawsze jego trud był doceniany. Zbierał na przykład niezłe cięgi, gdy zamiast podarować obraz "Odsiecz Wiednia" rodakom, sprezentował go papieżowi. - A przecież dzięki temu, że jego dzieło znalazło się w Watykanie, stało się ono najczęściej oglądanym na świecie płótnem poświęconym polskiej historii - zaznacza Marta Kłak.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gościowa

dzisiaj lewackie zbiry w togach a bardziej zbirzyce z tzw.sądów rodzinych puściłyby go z torbami i zamknęły w pierdlupod pozorem pedofilii,lub znęcania się nad rodziną

b
bar
Drogi Panie Redaktorze, więcej dbałości o język - przecież doskonale Pan to potrafi. Powodzenia!
Dodaj ogłoszenie