Jakub Bartkowski: Mentalnie byłem przygotowany

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Anna Kaczmarz
Udostępnij:
Jakub Bartkowski aż do 15. kolejki musiał czekać na występ w tym sezonie. Obrońca Wisły Kraków zagrał jednak wreszcie w meczu z Sandecją Nowy Sącz i było to dobre spotkanie w jego wykonaniu.

W tym sezonie trener Kiko Ramirez na prawej obronie wystawiał głównie Tomasza Cywkę, a następnie Zorana Arsenicia. Dla Bartkowskiego często brakowało miejsca nawet na ławce rezerwowych. W końcu jednak i on doczekał się szansy. W sobotę zaliczył udany występ w spotkaniu z Sandecją, notując m.in. kluczowe podanie do Carlosa Lopeza przy bramce na 1:0.

– Ta bramka ustawiła nam mecz, a choć Sandecja jeszcze trochę próbowała atakować, to zagraliśmy bardzo solidnie i odpowiedzialnie w tyłach – mówi Jakub Bartkowski. – Byliśmy mocno zdyscyplinowani, każdy był skoncentrowany. Z przodu też mieliśmy sporo sytuacji, mogliśmy być zadowoleni ze swojej gry.

Bartkowski nie kryje, że już kilka dni przed meczem z Sandecją wiedział, że wyjdzie na boisko w wyjściowym składzie. – Dostałem taki sygnał od trenera, więc mogłem mentalnie przygotować się na to, że będę grał. W tym sezonie dla mnie to był pierwszy mecz, więc trochę musiałem się naczekać. Fajnie, że ten moment wreszcie przyszedł, a dla mnie dodatkowym plusem jest to, że udało się wygrać to spotkanie. Mogę być zadowolony – wyjaśnia piłkarz.

Dla Bartkowskiego ostatnie miesiące nie były łatwe. Nie tylko nie mieścił się w składzie, ale również zmagał się z kontuzją stopy. Zapytany, jakie myśli miał w głowie, gdy Wisła rozgrywała kolejne spotkania, a on mógł się temu jedynie przyglądać z boku, piłkarz tłumaczy: – Miałem też trochę problemów ze zdrowiem, więc myśli nie do końca były skoncentrowane na walce o skład, a bardziej na tym, żeby jak najszybciej się wyleczyć. Od dłuższego czasu trenuję już jednak normalnie i czekałem na swoją szansę. Nie są to łatwe chwile dla żadnego zawodnika, gdy mecze uciekają, a nie wychodzi się na boisko. Każdy chce grać, każdy walczy o swoją przyszłość. Brak gry rzutuje na kolejne sezony, kontrakty. Dlatego cieszę się, że szansa występu w końcu się pojawiła. Mentalnie na pewno byłem do tego przygotowany.

Jak przyznaje obrońca Wisły, mimo że dla niego był to pierwszy występ w tym sezonie, nie było większych problemów ze zrozumieniem się z partnerami w linii obrony.
– Arka Głowackiego przepraszałem po meczu, bo chyba głowa musiała go rozboleć od moich krzyków… – uśmiecha się Bartkowski. – Z komunikacją nie ma jednak problemów. Mamy dużo zawodników z zagranicy, ale pracujemy na treningach również nad tym elementem. Na zajęciach jest dużo taktyki, więc każdy wie, gdzie ma biegać. Zresztą w czasie meczów ligowych nie zawsze nawet słyszymy się na boisku, bo jak trybuny rykną, to niewiele słychać.

Jakub Bartkowski zagrał z Sandecją i przyznaje, że liczy teraz na częstsze występy. Do końca sezonu pozostało sześć kolejek, a piłkarz Wisły chciałby pozbierać jeszcze trochę minut na boisku. – Chciałbym, żeby tak było – mówi wiślak. – Człowiek po to trenuje, żeby grać. Mam nadzieję, że swoim występem dałem argumenty trenerowi, żeby rozważał moją osobę również w kontekście kolejnych meczów Wisły.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie