Przyczyny zgonu wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Oświęcimiu. – Czekamy na wyniki sekcji zwłok – zastrzega Mariusz Słomka, zastępca prokuratora rejonowego w Oświęcimiu. – Od zmarłego został pobrany materiał biologiczny, który zostanie przebadany pod kątem środków odurzających.
Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego otrzymało w niedzielę, 8 marca tuż po godzinie 8 rano zgłoszenie .
Do nerwowo zachowującego się młodego mężczyzny wysłano wówczas ratowników medycznych z Oświęcimia. Pomimo próby reanimacji nie udało się go uratować.
Zmarł w karetce pogotowia na podwórku przed swoim domem. – Ludzie mówią, że kiedy pogotowie przyjechało, tak rzucał się po pokoju, że nie dało się wejść do środka – opowiada jedna z sąsiadek zmarłego mężczyzny. – Przyjechały dwie karetki, a zaraz potem policja.
Ratownicy medyczni, jak twierdzi kobieta, nie weszli od razu do środka, ponieważ bali się, że zostaną zaatakowani przez agresywnego mężczyznę, który chwilę wcześniej mdlał i dlatego rodzina wezwała fachową pomoc.
– Kiedy w końcu dostali się do jego pokoju z policjantami, to leżał nieprzytomny – dodaje sąsiadka.
Ratownicy podjęli próbę reanimacji 28-latka, ale nie przyniosła efektu.
Dziennikarzom „Krakowskiej” udało się dotrzeć do osoby, która była na miejscu podczas akcji ratunkowej. Potwierdza, że mężczyzna był agresywny, mocno pobudzony i nie kontrolował swego zachowania.
– Członkowie jego rodziny wezwali pomoc, bo nie wiedzieli, co się z nim dzieje i jak dalej postępować – twierdzi nasz informator. – Nie chcę prorokować, ale takie zachowanie według mnie nie jest normalne. Widać było, że ten chłopak nie panuje nad sobą, męczy się i sam nie wie co robi – dodaje inny świadek zdarzenia.
Rodzina zmarłego uważana jest w okolicy za spokojną i bardzo życzliwą. Młody mężczyzna też w ocenie sąsiadów był „dobrze ułożonym” człowiekiem.
– Nie powiedziałabym, że może brać jakieś narkotyki – zaznacza sąsiadka. – Zawsze był uśmiechnięty, dzień dobry mówił starszym. Nie wyglądał na jakiegoś ćpuna z podkrążonymi oczami.
Koledzy Stefana twierdzą coś innego. – Nie wiem, ile w tym prawdy, ale podobno w 2006 roku rodzice ściągnęli go do Polski z Wielkiej Brytanii, bo tam przesadzał ze środkami odurzającymi – nadmienia młody mężczyzna spotkany przed sklepem spożywczym, niedaleko domu rodzinnego zmarłego mężczyzny. – Wszyscy wiedzieli, że bierze jakieś używki. Coś tam zapalił raz na jakiś czas i tyle. Nie sądziłem jednak, że sięgnął po dopalacze.
Według naszych rozmówców, policja zabezpieczyła w domu mężczyzny narkotyki. – Nic mi o tym nie wiadomo – dementuje jednak Małgorzata Jurecka, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Oświęcimiu.