Kamil Kosowski: To jest moment, kiedy warto przewartościować pewne sprawy...

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Kamil Kosowski przed swoją pączkarnią w Bielsku-Białej. Epidemia koronawirusa znacząco wpływa na biznes byłego piłkarza Wisły Kraków
Kamil Kosowski przed swoją pączkarnią w Bielsku-Białej. Epidemia koronawirusa znacząco wpływa na biznes byłego piłkarza Wisły Kraków Łukasz Klimaniec
- Jestem drobnym przedsiębiorcą i wiem, jak to wygląda u mnie. Obroty spadły mi o 90 procent. Jeśli podobnie ma to wyglądać w klubach piłkarskich, to pewnie świat po tej pandemii rzeczywiście będzie zupełnie inny. Ale czy gorszy? Może trochę zaskoczę, ale mam takie przemyślenia, że w wielu aspektach on może być lepszy - mówi Kamil Kosowski, były piłkarz Wisły Kraków, a dzisiaj ekspert stacji Canal Plus i właściciel pączkarni na Śląsku.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Jak pan sobie radzi podczas pandemii koronawirusa? Jak pan spędza czas?
- Dostosowałem się do zaleceń i siedzę w domu z rodziną. Ja generalnie jestem domatorem, więc na razie nie doskwiera mi to bardzo, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że jeśli będzie się to wszystko przedłużało, to nie będzie to dobre dla nikogo. Ani dla dzieci, ani dla rodziców. Każdy potrzebuje przestrzeni, trochę wolności. My mamy o tyle dobrze, że mieszkamy w domu. Może działki nie mamy za wielkiej, ale przestrzeń jest. Mamy ogródek, jest co robić. Tym większy szacunek i trochę współczucia mam dla ludzi, którzy muszą siedzieć w mieszkaniach w blokach, odrabiać z dzieciakami lekcje. Nie wpływa to wszystko dobrze na psychikę.

- Biznes, działalność pączkarni, które pan prowadzi, musiał pan zawiesić?
- Na razie wygląda to tak, że w jednej nie było żadnej sprzedaży, w drugiej spadła o 90 procent. Najbardziej w tym wszystkim martwię się o ludzi, których zatrudniam. Czuję za nich odpowiedzialność. Przypuszczam, że w Krakowie ludzie, którzy prowadzą tego typu biznes, też przeżywają dramat, bo wiem, jak wysokie są czynsze w lokalach w Rynku Głównym. Państwo musi pomóc i to znacząco, bo inaczej będziemy mówili o prawdziwych ludzkich dramatach.

- Przejdźmy do futbolu. Pan w ogóle wierzy w to, że gdziekolwiek uda się dokończyć rozgrywki?
- Powiem szczerze, że już przestałem się nad tym zastanawiać. Dla mnie te sezon jest skończony. Najbardziej koncentruję się na Anglii, bo drugi rok się tym zajmuję. W Canal Plus mamy program o lidze angielskiej. Normalnie, tak po ludzku jest mi żal Liverpoolu i ludzi z nim związanych. Po tylu latach udało im się połknąć ligę, pędzić po mistrzostwo. I praktycznie na zakończenie tych rozgrywek doszło do pandemii. Nie chcę dzisiaj spekulować, jak to się wszystko potoczy, ale jeśli doszłoby do sytuacji, w której sezon zostaje uznany za nieważny, byłoby to bardzo brutalne i niesprawiedliwe dla „The Reds”. Do tego dochodzi jeszcze jeden aspekt, taki bardziej ludzki. Juergen Klopp budował ten zespół od kilku lat. Dla kibiców Liverpoolu najważniejszy był tytuł mistrzowski i gdy on jest na wyciągnięcie ręki, gdy może nawet zostanie liverpoolczykom przyznany, to ani piłkarze, ani kibice nie będą mogli się z niego cieszyć w pełni. Może dostaną medale, może przyjedzie puchar za mistrzostwo na Anfield Road, ale w jakiej to wszystko odbędzie się atmosferze… Gdyby liga grała normalnie, kibice mogliby celebrować to na stadionie, w pubach. A tak nie będą mogli przeżywać tego w normalny sposób. Radość przed ekranem laptopa, telewizora na pewno nie jest w stanie tego zastąpić.

- Mam pan poczucie, że gdy epidemia się skończy, obudzimy się w zupełnie innej rzeczywistości, również tej piłkarskiej?
- To bardzo pojemne pytanie. Ja nie jestem ekonomistą. Jestem drobnym przedsiębiorcą i wiem, jak to wygląda u mnie. Tak jak mówiłem, obroty spadły mi o 90 procent. Jeśli podobnie ma to wyglądać w klubach piłkarskich, to pewnie świat po tej pandemii rzeczywiście będzie zupełnie inny. Ale czy gorszy? Może trochę zaskoczę, ale mam takie przemyślenia, że w wielu aspektach on może być lepszy. Może wiele rzeczy nie będzie tak drogich, jak przed epidemią, może nie tak wspaniałych, ale być może zaczniemy doceniać te ważniejsze sprawy w życiu. Może człowiek dla człowieka będzie po prostu lepszy. Może wszyscy, jako ludzkość przewartościujemy pewne sprawy. Nie wiem, czy do tej sytuacji doszło, bo ktoś tam na górze się zbuntował, może nasza planeta się zbuntowała. Może niech każdy znajdzie teraz moment, wolną chwilę, a mamy ich przecież teraz dużo, żeby zastanowić się i wyciągnąć jakąś naukę dla siebie, dla swoich bliskich z tego wszystkiego. Może ta nasza planeta potrzebowała trochę oddechu. Najbardziej współczuję ludziom, którzy z powodu epidemii ucierpią najmocniej. Miliarder jeśli straci trochę ze swojego majątku, przeżyje. Są jednak ludzie, którzy gorzej sobie radzą w życiu i to może dotknąć ich najbardziej. Moim zdaniem Państwo musi tym ludziom pomóc.

- W sporcie też chyba ci najwięksi sobie poradzą najszybciej. Gorzej będzie ze średniakami, małymi klubami.
- To jest trochę tak, jak z dżinsami od znanego projektanta. Płacisz za nie 1500 złotych, bo mają znaną metkę, a tak naprawdę one są warte może 150 złotych. Podobnie jest w świecie futbolu. Od dłuższego czasu rosła finansowa bańka, jeśli chodzi o kwoty transferowe, o zarobki piłkarzy. W mojej ocenie to było już chore. Kontrakty w wysokości kilkudziesięciu milionów euro to bardzo dużo. Oczywiście trudno mieć pretensje do piłkarzy. Jeśli ktoś daje zawodnikowi duże pieniądze, to trudno się dziwić, że je bierze. Żeby godnie żyć, żeby zabezpieczyć siebie, swoje dzieci, a nawet wnuki, nie potrzeba jednak aż tyle. Poza tym warto się zastanowić trochę szerzej, jakie pokolenie wychowujemy. W moim odczuciu jest teraz inaczej niż dwadzieścia, trzydzieści lat temu. Dzisiaj często młodzież dostaje wszystko na tacy. Jak sobie przypomnę początki mojej kariery, to wielu było zawodników z trudnych rodzin, z biedy. Piłka dawała im szansę. Nie chcę generalizować, ale dzisiaj często ważniejsza jest fryzura, czy jak ktoś będzie się prezentował na ściance, a nie to, co w życiu, w sporcie naprawdę jest ważne. Obawiam się, że większość młodych ludzi patrzy dzisiaj tylko na to, żeby wszystko szybko wróciło do normy, bez takiej głębszej refleksji. Pewnie nieco inaczej jest z bardziej dojrzałymi zawodnikami, którzy są już bliżej końca kariery. Jeśli nie zabezpieczyli się odpowiednio finansowo, mogą mieć problem.

Wisła Kraków. Transparenty mówią, skąd są kibice "Białej Gwi...

- Grał pan w wielu klubach w Europie. Ma pan jakiś kontakt ze znajomymi w krajach, w których pan występował?
- Mam przyjaciół w Niemczech i z nimi utrzymuję kontakt, jestem na bieżąco z tym, co dzieje się w tym kraju. To nie są osoby związane z piłką. Jeśli chodzi o Włochy, ostatnio rozmawiałem z moim menedżerem, który mieszka w Genui. Mówił, że akurat u niego wszystko jest w porządku. Wiadomo jednak jak generalnie wygląda sytuacja we Włoszech. Ona jest fatalna.

- Wracając na polski grunt. Jak pana zdaniem poradzą sobie nasze kluby? Czy nie łatwiej będzie wyjść z tego kryzysu klubom, które - tak jak np. Wisła Kraków - nie mogły liczyć na znaczącą pomoc miasta i musiały radzić sobie same? Można przypuszczać, że w tych klubach, gdzie strumień pieniędzy z magistratu płynął szeroko, teraz tych pieniędzy nie będzie, albo zostaną znacząco ograniczone, bo będą o wiele ważniejsze wydatki.
- Można w tym momencie przypomnieć przyśpiewkę „Wisła nigdy nie zginie”. Dla Wisły jeśli chodzi o walkę z kryzysem, z problemami, rzeczywiście niewiele się zmieni pod tym względem, bo przy ul. Reymonta w ostatnich latach są zahartowani w boju. Pamiętajmy przy tym, że Wisła przede wszystkim na pomocy kibiców stoi, by przypomnieć sprzedaż akcji, pamiątek, karnetów, biletów i szereg innych inicjatyw. Generalnie w tej sytuacji po pandemii wygranych nie będzie. Będą jedynie tacy, którzy w dobie kryzysu poradzą sobie trochę lepiej i tacy, którzy poradzą sobie gorzej, albo wręcz wcale… Wiele będzie zależało od tego, kto w jakim klubie zarządza, kto będzie potrafił sobie poradzić z kłopotami. Takim klubem, w którym, jeśli jest potrzeba, to ludzie mocno się mobilizują, jest Wisła. Widać to było przez poprzedni rok. Widać to było nawet wiosną, gdy drużyna zaczęła walczyć o utrzymanie przy pełnych trybunach. Gdy kibice licznie przychodzili na stadion, jakby mieli przekonanie, że swoim dopingiem mogą pomóc. Chcę też podkreślić, że to, co przez ostatni rok zrobił Kuba Błaszczykowski, to co zrobili panowie Jarosław Królewski i Tomasz Jażdżyński, to naprawdę trzeba szanować. Czapki z głów przed nimi! To są ludzie, którzy mają swoje biznesy, rodziny, a jednak poświęcili się dla Wisły.

Derby Krakowa 2020. Powitanie piłkarzy Wisły przez fanów prz...

Czytaj także

Jerzy Brzęczek zostaje na stanowisku

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3