FLESZ - Co Polacy robili w trakcie pandemii. Naukowcy zbadali nasz styl życia

Karolina Salawa-Filip od dłuższego marzy tylko o jednym. Aby znów poruszać się o własnych siłach. Gdy tylko pojawiła się szansa na odzyskanie sprawności nie zawahała się i zaczęła szukać pomocy za granicą. Operacja w Zurichu może być jej ostatnią nadzieją.
- Walczę już całe trzy lata i na pewno się nie poddam. Jest to dla mnie ogromnie ważne, żeby znów stanąć na nogi - mówi w rozmowie z "Gazetą Krakowską" Karolina Salawa-Filip.
Do szpitala weszła o własnych siłach, wyjechała z niego na wózku
Problemy zdrowotne u mieszkanki Koszyc Wielkich pojawiły się już gdy miała 12 lat. Cierpiała wtedy długo z powodu gorączki, a na jej policzku pojawił się rumień w kształcie motyla. Okazało się, że Karolina cierpi na rzadką chorobę immunologiczną, tłocznia układowego rumieniowatego. Kobieta przez 20 lat funkcjonowała jednak normalnie, pracowała, wyszła za mąż.
- Miałam jedynie pewne ograniczenia, bo nie wolno mi było np. wychodzić na słońce - podkreśla 34-latka.
Trzy lata temu stan kobiety nagle się pogorszył. Na dwa miesiące trafiła do szpitala. Dowiedziała się tam, że zaatakowało ją poprzeczne zapalenie rdzenia. Mieszkanka Koszyc Wielkich w ciągu kilku tygodni straciła czucie od pasa w dół.
- Do szpitala weszłam jeszcze o własnych nogach, lecz wyjechałam na wózku. Otarłam się o śmierć, choroba dosłownie zatrzymała się na ostatnim z moich kręgów. By mnie uratować potrzebne były m.in. chemioterapia, przetaczanie krwi, a potem długotrwała rehabilitacja - opowiada Karolina.
Operacja w Zurichu może pomóc Karolinie
Kobieta nigdy nie dostała od Polskich lekarzy gwarancji, że jeszcze kiedyś stanie na nogi o własnych siłach. Zaczęła ciężką rehabilitację, odwiedzała różnych specjalistów i specjalistyczne ośrodki w całej Polsce. W końcu trafiła na informację o Międzynarodowym Centrum medycznym Possover w Zurychu w Szwajcarii. Postanowiła tam poszukać dla siebie pomocy. Wypełniła specjalny formularz i czekała na odpowiedź z kliniki. Po jakimś czasie dostała informację, że została zakwalifikowana na zabieg, po którym ma duże szansę znów stanąć na nogi.
Zabieg polega na doprowadzeniu prądu elektrycznego do nerwów. Elektrody i rozrusznik, które dostarczają prąd elektryczny niezbędny do ruchu mięśni, są wszczepiane do organizmu laparoskopowo. Poprzez stymulację nerwów, które aktywują mięśnie pośladkowe, miednica zostaje ustabilizowana, co ułatwia chodzenie.
Operacja w Szwajcarii kosztować będzie jednak blisko 400 tysięcy złotych. Karolina i jej bliscy nie są w stanie sami uzbierać tak dużej kwoty.
- Jeśli do najbliższego piątku, 6 sierpnia, pieniędzy nie będzie na koncie szpitala w Szwajcarii, termin mojej operacji zostanie przełożony na nie wiadomo kiedy. Jeśli na dodatek, za chwilę, wejdą w życie obostrzenia dotyczące zamknięcia granic, to moja szansa na to, aby zacząć chodzić, znacznie się oddali - mówi ze smutkiem 34-latka.
Potrzeba pilnego wsparcia, bo czas się kończy
Jeszcze tylko dziś (3.08) pieniądze można wpłacać na zbiórkę utworzoną na portalu siepomaga.
Pieniądze można wpłacać również na konto bankowe mieszkanki Koszyc Wielkich o nr. 24102049550000710202691848.
- To moja ostatnia szansa. Nie mam siły już płakać, nie chcę, by płakali wszyscy wokół, pozostaje mi prosić o wsparcie. Może i ja, kiedyś będę w stanie komuś pomóc - podkreśla Karolina Salawa-Filip.