Kraków: Jan Kosek nie pamięta, a posłowie nie słuchają

Marta Paluch
Jan Kosek przyjechał autem na przesłuchanie i do magistratu wśliznął się tylnym wejściem
Jan Kosek przyjechał autem na przesłuchanie i do magistratu wśliznął się tylnym wejściem Adam Wojnar
Technicy zjechali do krakowskiego magistratu zaraz po północy i do godziny 4.00 rano montowali kable oraz monitory dla sejmowej komisji hazardowej. Jej członkowie zjawili się tu specjalnie, by przesłuchać Jana Koska - krakowskiego biznesmena, który według CBA był rozgrywającym w aferze hazardowej. Przyjechali, bo Kosek o to prosił - jest ciężko chory.

Wszedł na salę tylnym wejściem i specjalnym korytarzem przez kuchnię. Bardzo szczupły, siwy 60-latek w szarym garniturze przez pięć godzin odpowiadał na pytania komisji. Przesłuchanie, ze względu na stan zdrowia Koska, nie mogło trwać dłużej. Dlatego prowadzący obrady komisji Mirosław Sekuła (PO) pod koniec posiedzenia bezlitośnie podcinał skrzydła Beacie Kempie (PiS). - To pytanie już było, pani poseł - upominał ją. - I to także - dodał po chwili. Posłanka mogła tych pytań i odpowiedzi nie słyszeć, bo podczas przesłuchania kilkakrotnie rozmawiała przez telefon, wychodziła z sali - po to, by udzielić wywiadu dziennikarzom.

Kosek, wiceprezes Związku Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne, przyznał, że od kilku lat dobrze znał byłego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego, wpłacał też pieniądze na jego kampanię wyborczą. - To była moja inicjatywa. Uważałem go za mądrego człowieka - mówił Kosek. Dodał, że znał również Mirosława Drzewieckiego, byłego ministra sportu. Spotkał się z nim 2-3 razy w Warszawie, ale nie w 2009 r., gdy ważyły się losy dopłat, które kasyna miałyby świadczyć na cele sportowe.

Ale to właśnie ci dwaj politycy, według CBA, blokowali niekorzystne dla branży zapisy ustawy hazardowej. Inspiratorami tych działań mieli być wrocławski biznesmen Ryszard Sobiesiak i jego kolega z Krakowa - Jan Kosek. Kosek podkreślał, że uważa dopłaty za szkodliwy pomysł. Na forsującym go wiceministrze Jacku Kapicy nie zostawił suchej nitki. Stwierdził, że dopłaty spowodują kryzys w branży hazardowej, upadek wielu firm i w efekcie - spadek dochodów państwa. Przypomniał, że kojarzenie branży hazardowej z towarzystwem mafiosów piorących brudne pieniądze jest błędne.

- Płacimy 50-proc. podatki, a salony gier i kasyna są kontrolowane co najmniej kilka razy do roku - mówił. Podkreślał jednak, że w sprawie dopłat zawsze działał uczciwie i oficjalnie. W tym celu, gdy wielokrotne próby w Ministerstwie Finansów zawiodły, Kosek wysyłał m.in. do 40 osób, m.in. Chlebowskiego, szefa sejmowej komisji finansów publicznych, pisma z prośbą o niewprowadzanie dopłat.

W stenogramach z podsłuchów CBA w tej sprawie jest fragment, w którym Chlebowski mówi "blokuję tę sprawę dopłat od roku". - Nikt tego potem nie potwierdził i nie prosił Chlebowskiego, aby blokował ustawę - zastrzegł Kosek. Zaprzeczył też, że chcieli z kolegą usunąć pomysłodawcę dopłat wiceministra Kapicę. Zbagatelizował swój dialog z Sobiesiakiem na ten temat, że skompromitują Kapicę, mówiąc, że "s...syn bierze łapówy" i że "najlepiej będzie wyrzucić ministra i tę jego dyrektorkę".

- To była rozmowa w emocjach, tak nam się powiedziało. Przecież nie podjęliśmy żadnych działań - mówił. Co do innych fragmentów podsłuchów Kosek najczęściej stwierdzał, że nie pamięta danej rozmowy. Wypierał się nawet zapisu rozmowy, która według członków komisji była jednoznaczna. "No to, prezesie, załatwione" - powiedział do niego Sobiesiak po tym jak wydawało mu się, że zapis o dopłatach jest zablokowany.

- Nie pamiętam tej rozmowy - bronił się biznesmen. - Pan Sobiesiak chyba chciał mi sprawić radość i powiedzieć, że coś pozytywnego się stało w sprawie dopłat. Zresztą, jak się później okazało, dopłaty nie zostały usunięte - tłumaczył. Podkreślał też, że nie jest "królem, baronem ani rekinem hazardu". Co prawda, był aktywny w Związku, ale to nie znaczy, że kontroluje rynek gier. Tak zaś przedstawiają go media i niektórzy członkowie komisji.

- Nigdy nie posiadałem akcji w spółce prowadzącej kasyno - mówił. Zżymał się na szefa CBA Mariusza Kamińskiego, bo ten rozpętał aferę hazardową. - W kwietniu 2009 r., gdy choroba wyeliminowała mnie z pracy, dowiedziałem się, że jestem pseudobohaterem tej afery - ubolewał. Po zakończeniu przesłuchania Koska, szef komisji Bartosz Arłukowicz (Lewica) nie ukrywał rozczarowania.

- Znów mamy do czynienia z cudem niepamięci - irytował się. A po chwili cieszył, że Kosek był pierwszym świadkiem, który potwierdził, że ze Zbigniewem Chlebowskim łączyła go zażyłość. Z jego zeznań wynikało też, że bardzo aktywnie działał w sprawie zablokowania zapisu o dopłatach w ustawie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie