Kraków. Naukowiec Uniwersytetu Rolniczego: teren na Klinach trzeba by wykarczować. Oburzeni społecznicy piszą list do władz uczelni

Bartosz Dybała
Bartosz Dybała
Sporny teren na Klinach
Sporny teren na Klinach Archiwum
W materiałach promocyjnych, które w ostatnim czasie ukazały się w mediach, dwóch naukowców Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie neguje sens utworzenia użytku ekologicznego na cennych przyrodniczo terenach na Klinach. Jeden stwierdził, że "trzeba by to wszystko wykarczować, wyrwać korzenie". Wypowiedzi oburzyły społeczników z Akcji Ratunkowej dla Krakowa, którzy napisali w tej sprawie pismo do władz uczelni i wskazują, że profesorowie współpracują z deweloperem, który na Klinach chce budować mieszkania. Uczelnia zaznacza, że naukowcy wypowiadali się jako prywatne osoby, ale swojego stanowiska w sprawie użytku nie przedstawiła. A deweloper jasno wskazuje, że zlecił profesorom przeprowadzenie inwentaryzacji przyrodniczej łąk na Klinach. Ma z niej wynikać, że teren jest zdegradowany.

FLESZ - Trzy miesiące chorobowego, koniec raju dla symulantów!

Spór o użytek ekologiczny na Klinach

Akcja Ratunkowa dla Krakowa skierowała list otwarty do władz Uniwersytetu Rolniczego w sprawie dwóch pracowników uczelni (w tym jednego emerytowanego), którzy negatywnie wypowiadali się na temat planowanego utworzenia użytku ekologicznego na Klinach, gdzie deweloper - firma MDR Inwestycje - chce budować mieszkania.

W ostatnim czasie łąki, gdzie występują ściśle chronione rośliny, zostały zaorane, co oburzyło miejskich radnych oraz społeczników - grunty, gdzie doszło m.in. do orki oraz tzw. mulczowania, należą do MDR. Prezes firmy, Julia Bogdanowicz, twierdzi, że tereny na Klinach to tak naprawdę nieużytki. MDR swoje twierdzenia opiera m.in. na opiniach profesorów Mirosława Kasperczyka oraz Piotra Kacorzyka z krakowskiego UR. W jednym z materiałów promocyjnych, które ukazały się w mediach, prof. Kasperczyk powiedział wprost: "Trzeba by to wszystko wykarczować, wyrwać korzenie, zaorać i ewentualnie dopiero użytek jakiś założyć, czyli de facto obsiać".

"W opłaconym przez reklamodawcę materiale prof. Mirosław Kasperczyk i dr hab. inż. Piotr Kacorzyk podważyli słuszność utworzenia użytku ekologicznego Łąki na Klinach" - czytamy w liście do władz UR.

Stanowisko Uniwersytetu Rolniczego
Stanowisko Uniwersytetu Rolniczego Archiwum

Prof. Kasperczyk stwierdził już na początku materiału promocyjnego, że teren nie jest cenny od 20 lat. To zdaniem społeczników kłamstwo. "W 2009 roku jego cenność zarówno przyrodniczą, jak i cenność z uwagi na fakt tworzenia korytarzy ekologicznych i korytarzy przewietrzania miasta, podkreślił Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Krakowie, co utrzymał w mocy w 2021 roku" - pisze Akcja Ratunkowa dla Krakowa m.in. do dra hab. inż. Sylwestra Tabora, rektora Uniwersytetu Rolniczego. Ponadto "w latach 2018 i 2019 pojawiły się dwie niezależne od siebie ekspertyzy, które potwierdziły występowanie gatunków chronionych oraz niezwykłe walory przyrodnicze terenów Łąk na Klinach". Społecznicy są w szoku, że zupełnie odmienne zdanie przedstawiają naukowcy UR. Stwierdzenia, że teren trzeba wykarczować, aktywiści uważają za obrazę dla mieszkańców i przyrodników.

"Jesteśmy zszokowani postawą prof. Mirosława Kasperczyka i dra hab. inż. Piotra Kacorzyka i chcemy odpowiedzi z Państwa strony, czy stanowisko ww. pracowników UR jest stanowiskiem Uniwersytetu Rolniczego w ogólności i, czy zwyczajnie nie jest Państwu wstyd, że pracownicy UR udzielają tak kłamliwych wywiadów w ramach sponsorowanych materiałów promocyjnych w mediach pod szyldem Państwa uczelni. Czy słowami Państwa naukowców, opłacanych przez spółkę deweloperską w materiałach sponsorowanych, legitymizują Państwo dewastację przyrody?" - napisała Akcja Ratunkowa dla Krakowa w piśmie do władz UR.

Kraków. Kontrowersje wokół użytku ekologicznego na Klinach. ...

Zapoznaliśmy się z inwentaryzacją przyrodniczą łąk na Klinach z 2019 roku, wykonaną przez krakowską firmę Geomind. Wnioski z badań są odmienne od tych, przedstawionych przez naukowców UR, na których opiniach bazuje deweloper. Z dokumentu, w którego jesteśmy posiadaniu, jasno wynika, że na obszarze, gdzie mają powstać mieszkania, w momencie prowadzenia inwentaryzacji znajdowały się stanowiska chronionych gatunków roślin. "Pomimo presji gatunków inwazyjnych, gatunki chronione występują tu bardzo licznie" - czytamy w raporcie. Jednak teren faktycznie został w ostatnim czasie zaorany i aktualizacja wspomnianej inwentaryzacji pokazała, że na Klinach... w zasadzie nie ma już czego chronić. Choć deweloper zapewnia, że nie doszło do zniszczenia przyrody.

Próbowaliśmy się skontaktować z profesorami Kasperczykiem oraz Kacorzykiem, bezskutecznie, czekamy od nich na odpowiedzi na pytania, które wysłaliśmy e-mailem. Tymczasem od przedstawicieli Uniwersytetu Rolniczego usłyszeliśmy, że naukowcy działali prywatnie, na własną rękę, a nie w imieniu uczelni, a ich opinie oraz wypowiedzi zostaną przez UR przeanalizowane. Takie informacje przekazał nam prof. Bogdan Kulig, dziekan Wydziału Rolniczo-Ekonomicznego. Oficjalne stanowisko uczelni przesłano nam również e-mailem.

Rektor Tabor twierdzi, że naukowcy wypowiadali się na podstawie "posiadanej przez nich wiedzy i udokumentowanego dorobku naukowego". Władze uczelni twierdzą, że profesorowie są uznanymi specjalistami z zakresu ochrony i użytkowania terenów zielonych. - Prowadzenie badań naukowych polega m.in. na możliwości wygłaszania opinii, będących efektem wieloletnich doświadczeń - czytamy w piśmie rektora do naszej Redakcji.

Ogrodzony teren na Klinach, którego losy się ważą - powstanie tam użytek ekologiczny lub zabudowa mieszkaniowa

Kraków. Użytek ekologiczny na Klinach nie powstrzyma dewelop...

Potwierdził, że w sprawie użytku profesorowie występowali jako osoby prywatne. I odniósł się do listu Akcji Ratunkowej dla Krakowa, stwierdzając, że "nawet najszlachetniejsze pobudki nie powinny prowadzić do stawiania zarzutów, dotyczących uczciwości w działaniu czy kompetencji naukowych". O współpracę dewelopera z naukowcami pytamy Julię Bogdanowicz, prezes MDR Inwestycje. Ta wskazuje jasno: "Spółka nigdy dotychczas nie współpracowała z profesorami Piotrem Kacorzykiem oraz Mirosławem Kasperczykiem z Uniwersytetu Rolniczego". Jednocześnie Bogdanowicz w obszernej odpowiedzi powołuje się na stanowisko Kasperczyka w sprawie łąk na Klinach. "Profesor zakwestionował słuszność ustanowienia na tym obszarze użytku ekologicznego, ze względu na brak przesłanek przyrodniczych" - twierdzi prezes MDR.

Raport z inwentaryzacji przyrodniczej
Raport z inwentaryzacji przyrodniczej Archiwum

I zaznacza, że... jej spółka "zleciła panom profesorom przeprowadzenie inwentaryzacji przyrodniczej tego terenu". Ma z niej wynikać, że grunty na Klinach są zdegradowane. Pytamy Bogdanowicz, czy to jej firma opłaciła publikację materiałów promocyjnych w mediach, w których wypowiadają się naukowcy. "Każdy podmiot, w tym również nasza spółka, ma pełne prawo dotrzeć do opinii publicznej ze swoim stanowiskiem dla zapewnienia pełnego i rzetelnego obrazu sprawy, tym bardziej jeżeli dotyczy ona wszystkich mieszkańców Krakowa" - czytamy w oświadczeniu.

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gosc
a czy przypadkiem ten teren to nie stożek wulkaniczny ? przyjrzyjcie się dokładnie na zdjęciach.
G
Gość
3 września, 13:49, Gość:

Kupić teren od developera bo on ma 90 proc tereny no a poza tym pieniądze nie śmierdzą jak mawiali już starożytni ziemianie

Deweloper może nie mieć prawdziwych decyzji czyli tych, które składowane były w spalonym Archiwum...każdy może SE podrobić [wulgaryzm]ntkę

G
Gość
to jakie w końcu dokumenty dot. Klinów spłonęły? i kto może potwierdzić,że oryginały wydanych decyzji są zgodne z prawdziwymi oryginałami, które były w Archiwum?
G
Gość
Kupić teren od developera bo on ma 90 proc tereny no a poza tym pieniądze nie śmierdzą jak mawiali już starożytni ziemianie
G
Gość
3 września, 8:01, Gość:

czyżby grzech przekupstwa za tendencyjną opinię? przecież to powinno być karane...ja jestem ekologiem, wg mnie można łatwo zbadać czy teren jest zdegradowany....najpierw zbadać klasę gleby i jej skład, PH itd....zbadać stopień uwodnienia gleby....zbadać opad zanieczyszczenia z powietrza....później rozpoznać rośliny, które tam rosną, jako wskaźniki przyrodnicze i tyle w temacie!......samo występowanie kosaćca syberyjskiego wskazuje, że gleba jest żyzna i zasobna w wapń a wapń sprzyja rozwojowi roślin (wapnuje się glebę)

Za późno zaorane wszystko

G
Gość
"Wypowiedzi oburzyły społeczników z Akcji Ratunkowej dla Krakowa, którzy napisali w tej sprawie pismo do władz uczelni i wskazują, że profesorowie współpracują z deweloperem, który na Klinach chce budować mieszkania"

No, cóż: chodzi o potężne pieniądze. Ale już z samego faktu, że angażowani są rozmaici "profesorowie" widać, że ten deweloper wcale nie jest taki znowu pewien, że sąd mu przyzna rację, iż należy mu się ponad 300 mln zł. "odszkodowania" w chwili, gdy zostanie tam ustanowiony użytek zielony.

Gdyby był pewien, to obyłoby się bez takich nerwowych ruchów.
Z
Zbigniew Rusek
Może być tak, że deweloper już wcześniej zniszczył ten teren i opinia naukowców odzwierciedla obecny stan. Prawdopodobnie to BYŁ użytek ekologiczny, przed ingerencją deweloperów.
r
red
3 września, 8:05, Gość:

próbki gleby należy pobrać w kilku miejscach, zmieszać i oddać do zbadania...kosaćce zapylane są przez trzmiele więc ochrona tych pożytecznych owadów również powinna być brana pod uwagę....bo mamy deficyty owadów zapylających (miasto to ekologiczna czarna dziura)

tak, w tamtej okolicy bardzo dużo trzmieli !

G
Gość
kosaciec lubi glebę próchniczną co wskazuje, że na Klinach taka może być, toleruje też glebę lekko kwaśną a na glebach wapniowych występuje w stanie dzikim
G
Gość
próbki gleby należy pobrać w kilku miejscach, zmieszać i oddać do zbadania...kosaćce zapylane są przez trzmiele więc ochrona tych pożytecznych owadów również powinna być brana pod uwagę....bo mamy deficyty owadów zapylających (miasto to ekologiczna czarna dziura)
G
Gość
czyżby grzech przekupstwa za tendencyjną opinię? przecież to powinno być karane...ja jestem ekologiem, wg mnie można łatwo zbadać czy teren jest zdegradowany....najpierw zbadać klasę gleby i jej skład, PH itd....zbadać stopień uwodnienia gleby....zbadać opad zanieczyszczenia z powietrza....później rozpoznać rośliny, które tam rosną, jako wskaźniki przyrodnicze i tyle w temacie!......samo występowanie kosaćca syberyjskiego wskazuje, że gleba jest żyzna i zasobna w wapń a wapń sprzyja rozwojowi roślin (wapnuje się glebę)
G
Gość
Typowe dla pieniędzy albo wiecznego życia zawsze znajdą profesorów, którzy będą firmować każdą głupotę na przykład jak ta czy, że zygota jest człowiekiem albo, że całun Turyński to nie fałszerstwo cwanych oszustów. A jak profesor będzie wyjątkowo zaangażowany to oszuści przzyznają mu Templetona (taki bogatszy Nobel tylko trzeba głosić to co chce nagradzający)
Dodaj ogłoszenie