Krakow. Wirus RSV uderzył ze zdwojoną siłą. Oddziały dziecięce w Krakowie pełne dzieci

Patrycja Dziadosz
Patrycja Dziadosz
Wirus RSV w Krakowie rozprzestrzenia się coraz szybciej.
Wirus RSV w Krakowie rozprzestrzenia się coraz szybciej. Konrad Kozlowski / Polskapresse
Udostępnij:
Wirus RSV zaatakował w tym roku ze zdwojoną siłą. Dziecięce oddziały szpitalne pękają w szwach. - Na moim oddziale jest 10 dostawek – mówi dr Lidia Stopyra,  szefowa Oddziału Chorób Infekcyjnych i pediatrii Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie. Również lekarze rodzinni przyznają, że takiego tłoku w gabinetach nie mieli od lat.

Zaczyna się jak typowe przeziębienie: gorączka, wodnisty katar, kaszel - najpierw suchy potem mokry. Niestety, bardzo szybko wirus RSV może stać się niebezpieczny.

- Infekcje te charakteryzują się bardzo ciężkim przebiegiem. Towarzyszy im zapalenie oskrzelików i duszności. Wirus jest szczególnie groźny dla najmłodszych dzieci noworodków oraz tych do pierwszego czy drugiego roku życia. Najczęściej to właśnie one wymagają hospitalizacji - mówi nam dr Katarzyna Przybyszewska, zastępca dyrektora ds. lecznictwa zamkniętego Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego im. św. Ludwika w Krakowie.

I dodaje, że takiego obłożenia oddziały pediatryczne nie pamiętają od lat.

- Większość łóżek w naszym szpitalu mamy obecnie przekształcone na łóżka infekcyjne. Uruchomiliśmy maksymalną liczbę ponad 60 miejsc dla małych pacjentów. Wszystkie z nich są zajęte – wyjaśnia dr Przybyszewska.

Podobnie jest w szpitalu im. S. Żeromskiego.

- Normalnie mamy 30 łóżek, teraz dzieci jest blisko 50. Decyzją wojewody zwiększyliśmy liczbę łóżek na oddziale do 40, mimo to brakuje nam miejsc i dostawiamy kolejne łóżeczka. Zaadaptowaliśmy już nawet część sąsiedniego oddziału. Jest bardzo ciasno – dodaje dr Stopyra.

Przeważnie na oddział trafiają najmłodsze dzieci, bo to one chorują najciężej – wymagają podawania tlenu, dlatego też muszą przebywać w szpitalu pod opieką lekarzy.

- Pracujemy na pełnych obrotach. Niestety, nie walczymy tylko z zrachowaniami na RSV. Po okresie względnego spokoju, dziennie znów przyjmujemy po kilku małych pacjentów z COVID-19 – dodaje dr Stopyra.

Jak wyjaśniają lekarze, epidemie RSV zdarzały się w przeszłości, jednak tegoroczna jest wyjątkowa. Do tej pory typowy sezon żniw, jakie zbierał ten wirus, to była bowiem końcówka jesieni i zima. 

- Zazwyczaj wirus ten atakował w okresie od listopada do lutego. W tym roku zaczęło się wszystko zdecydowanie wcześniej, bo już w czasie wakacji – wyjaśnia dr Stopyra.

Medycy zwraca uwagę, że przyczyną takiego stanu rzeczy może być pandemia COVID-19 i zeszłoroczny lockdown.

- Dzieci się ze sobą nie kontaktowały. Nie było takiego wzrostu wiosennego infekcji, a w tym momencie w zasadzie od początku wakacji sytuacja się zmieniła – tłumaczy nam dr Przybyszewska.

Nie ma bowiem lepszej ochrony przed powstrzymaniem ekspansji wirusów transmitowanych drogą kropelkową niż izolacja.

- Niestety, izolacja sprawiła również, że więcej dzieci stało się wrażliwych na wirusa, ponieważ do tych, które chorowałyby w tym roku, doszły te, które uniknęły tego w poprzednim sezonie i nie nabyły odporności po przechorowaniu. Infekcje nałoży się więc na dwa roczniki, stąd tak duże przepełnienie szpitali – dodaje dr Stopyra.

Niestety nie ma leku, który działałby zapobiegająco na wirusa RSV. Jedyne leczenie to to objawowe, już po wystąpieniu infekcji. Jednak, jak przestrzegają lekarze, podstawą ochrony przed wirusami roznoszonymi drogą kropelką jest unikanie kontaktu z osobami, które uległy zakażeniu.

- Apeluję więc do rodziców, by dzieci z objawami jakiejkolwiek infekcji zatrzymywali w domach, a nie pozwalali na to, aby roznosiły zakażenie wśród innych w przedszkolach, żłobkach czy szkołach – przestrzega dr Stopyra.

Mimo iż na RSV nie ma szczepionki, istnieje możliwość zapobiegania zakażeniom u wcześniaków. Jest program ministerialny dla dzieci urodzonych do 35. tygodnia ciąży, z różnymi obciążeniami. W okresie jesienno-zimowym te dzieci co miesiąc dostają pięć dawek tzw. biernych przeciwciał, które zapobiegają ciężkim przebiegom choroby.

W Małopolsce, w związku z przepełnionymi oddziałami pediatrycznymi, wojewoda podjął decyzję o zwiększeniu liczby łóżek o sto kolejnych. Mimo to, szpitalne oddziały pękają w szwach.

Dagmara Kaźmierska o zabiegach medycyny estetycznej

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie