Kraków. Znalazł się dawca nerki dla pacjenta. Znalezienie transportu graniczyło z cudem

Katarzyna Kojzar
Karetka do przewozu osób otyłych jest w KPR od niedawna. Ratownicy wykorzystali ją jak taksówkę
Karetka do przewozu osób otyłych jest w KPR od niedawna. Ratownicy wykorzystali ją jak taksówkę Anna Kaczmarz
31 grudnia spółka Scanmed odmówiła transportu pacjenta do Gdańska, mimo że była do tego zobowiązana. Szpital nakłada na firmę wysoką karę.

Kraków. Jest karetka dla ratowników po zabawie. Nie ma dla chorego jadącego na przeszczep
W sylwestra jeden z pacjentów Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, kóry czekał na przeszczep nerki, otrzymał świetną wiadomość - w Gdańsku znalazł się dawca! Pacjent przyjechał do szpitala, gdzie lekarz dyżuryny zlecił mu serię potrzebnych badań, mających potwierdzić, że kwalifikuje się do tak dalekiego transportu. Okazało się jednak, że nie wszystkie wyniki są prawidłowe i zanim pojedzie do Gdańska, musi być dializowany.

W tym czasie dyspozytor miał skontaktować się z firmą Scanmed Multimedis, z którą szpital ma podpisaną umowę na transport na hasło "przeszczep". Scanmed, mimo że przewiezienie pacjenta jest jego obowiązkiem, odmówił. Szpital zaczął gorączkowo poszukiwać alternatywy.

KPR odmawia
- Zwróciliśmy się z prośbą o transport do Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego, które jest największym i, moim zdaniem, najsolidniejszym przewoźnikiem - mówi dr Stefan Bednarz, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Szpitalu Uniwersyteckim.
KPR odmówiło. - Trzeba pamiętać o tym, że w organizacji transportów na tak duże odległości muszą zostać zachowane dodatkowe zasady bezpieczeństwa, bo mówimy o zajmującym kilkanaście godzin transporcie na trasie około 1200 km z Krakowa do Gdańska i z powrotem, w zimowych warunkach - tłumaczy rzeczniczka pogotowia, Joanna Sieradzka.

Całą sytuację opisywaliśmy w "GK", przy okazji sprawy dwóch pijanych ratowników, którzy wykorzystali karetkę KPR jak taksówkę odwożącą ich z imprezy w Mogilanach. - Nie należy tych dwóch spraw łączyć. KPR nie jest winne, całkowitą odpowiedzialność ponosi Scanmed - mówi wicemarszałek województwa, Wojciech Kozak. - Zawsze, kiedy trzeba, ganię nasze pogotowie - tak było w przypadku ratowników wracających z imprezy. Tym razem jednak muszę stanąć w obronie KPR - dodaje.

W efekcie szpital zwrócił się do trzeciej firmy, z którą współpracuje - Medicar s.c. Spółka nie ma podpisanej umowy z placówką na transport do przeszczepu, ale zgodziła się przygotować karetkę. Pacjent szczęśliwie dotarł na operację do Gdańska.

Dlaczego nie śmigłowcem?
"Zlecenie transportu do Gdańska było zapytaniem o usługę niestandardową. W ramach umowy zawartej pomiędzy naszą firmą a Szpitalem Uniwersyteckim dotychczas nie były realizowane transporty medyczne na tak długiej trasie (ponad 600 km w jedną stronę). Transport na dalekich dystansach jest zwykle realizowany przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe" - czytamy w oświadczeniu Scanmedu. - My takiego tłumaczenia nie przyjmujemy - mówi dr Bednarz. - Już wysłaliśmy pismo do Scanmedu, nakładając na nich karę finansową. Czekamy na odpowiedź - dodaje.

Dlaczego pacjent nie został przewieziony śmigłowcem? - Nie mogliśmy trzymać śmigłowca w gotowości przez kilka godzin, podczas których pacjent był dializowany. Co by się stało, gdyby zdarzył się tragiczny wypadek, np. na zakopiance, a lotnicze pogotowie czekałoby na pacjenta do przeszczepu nerki i przez to nie mogłoby zareagować? - tłumaczy dr Bednarz. Dodaje, że lekarz dyżurny zakwalifikował pacjenta do przewozu karetką. - Zdarzało się, że pacjent do przeszczepu nerki jechał pociągiem albo samolotem rejsowym. Ale pech chciał, że trafiliśmy na feralną datę, 31 grudnia. W tym wypadku karetka była optymalnym środkiem transportu - podkreśla.

Pacjent jedzie po nerkę

Oczywiście o wiele prościej byłoby przetransportować nerkę. Takie działanie ograniczają jednak przepisy. Ośrodek transplantacji za pobranie organu nie dostaje pieniędzy. Płaci mu się za operację przeszczepienia. Czyli jeśli to nerka przyjechałaby z Gdańska do Krakowa, ośrodek na Pomorzu, który znalazł dawcę, nie dostałby ani grosza.

Koszty

Gdyby transport lotniczy był możliwy, szpital zapłaciłby ok. 2 tys. zł. Medicar za przewiezienie pacjenta wziął ponad dwa razy więcej - 5 tys. zł. - Różnica wynika z tego, że LPR podaje stawkę za przejazd tylko w jedną stronę. Karetce trzeba zapłacić za pełne 1200 km - z Krakowa do Gdańska i z powrotem - tłumaczy dr Bednarz. Podkreśla, że w tym przypadku całkowity koszt, w ramach kary, poniesie Scanmed.

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

y
y,5

Myślę ,że podróż pacjenta w celu przeszczepu nerki na taką odległość w tak trudnych warunkach pogodowych karetką to nie był dobry pomysł .
Racjonalnie to nawet nie śmigłowiec lecz awionetka pogotowia lotniczego powinna przewieźć na tak dużą odległość co i tak mogło trwać ok 3 godzin .

Dodaj ogłoszenie