Krakowianie ratują modniarski sklepik Marii Lipki. "Nie spodziewałam się takiej reakcji"

Anna Piątkowska
Anna Piątkowska
Od kilku dni sklepik z kapeluszami przy ulicy Floriańskiej 24 przeżywa prawdziwe oblężenie - tak internauci zareagowali na apel wnuczki właścicielki Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
Od kilku dni przez niewielki sklepik z kapeluszami przy Floriańskiej przewijają się tłumy krakowian. Tak mieszkańcy ratują modniarski biznes pani Marii Lipki, reagując na apel wnuczki zamieszczony w mediach społecznościowych. "Tylu klientów jeszcze nie miałam, przychodzą, mierzą i kupują. Nie spodziewałam się takiej reakcji " - mówi właścicielka sklepu.

FLESZ - Koronawirus w Polsce. Zachowajmy czujność i zdrowy rozsądek

Nie wiadomo, czy będzie śnieg, nie wiadomo co z Sylwestrem, wiadomo natomiast, że tej zimy w Krakowie będzie się nosiło kapelusze z salonu przy Floriańskiej 24. Po apelu, jaki wnuczka właścicielki zamieściła w mediach społecznościowych, krakowianie ruszyli, by kupować ręcznie robione kapelusze w sklepiku Marii Lipki.

Od kilku dni do sklepu z kapeluszami ustawia się kolejka, w małym wnętrzu może przebywać jedna osoba, którą pieczołowicie zajmuje się właścicielka. Odbywa się tam mierzenie kolejnych modeli kapeluszy, dobieranie, przeglądanie, nierzadko przy podpowiedziach na migi pozostałych kolejkowiczów. A chętnych nie brakuje - w sklepiku Marii Lipki do wyboru, do koloru, damskie, męskie, czapki, berety, kapelusze, kolorowe i stonowane, retro, toczki i z dużym rondem.

Internauci ruszyli z pomocą

- Kochałam i kocham swój zawód - mówi modniarka, wspominając czasy, kiedy sama wyrabiała nakrycia głowy. Dziś, kiedy ręce już nie tak sprawne, zamawia ręcznie robione nakrycia głowy.

Sklepik jest dla pani Marii całym światem, czy upał, czy mróz, czy deszcz idzie więc do pracy. 79-letnia właścicielka modniarski sklep prowadzi od sześćdziesięciu lat, najpierw sklepik był przez trzy dekady na ul. Filipa, potem na Floriańskiej. Jej kapelusze przez lata nosiła krakowska elita, aktorki Anna Polony czy Ewa Warta-Śmietana i wielu innych artystów, polityków, wykładowców krakowskich uczelni, jak mówi "pół Krakowa ubrała".

Ostatnio, ukryty w bramie sklepik, ma zdecydowanie mniej klientów, nikt nie wpada przymierzyć, stali klienci nie przychodzą porozmawiać, nie ma turystów, którzy dziwnym trafem odnajdywali ukryty sklepik z kapeluszami. Byli tez i tacy, którzy, choć wyprowadzili się już z Krakowa, będąc w mieście, wpadali pod sprawdzony adres. Od kilku miesięcy i ich nie ma. - Jak się skończy wirus, to na pewno przyjdą - mówi pani Maria.

Na półkach sklepiku, po wizycie krakowian, kapelusze przerzedzone, ale pani Maria uspokaja, pojawią się nowe, nakryć głowy z pewnością nie zabraknie, choć odzew na internetowy apel przyszedł także spoza Krakowa, a nawet spoza granic kraju. Turyści nie dotarli wiec kapelusze pojadą do nich.

- Nie spodziewałam się takiej reakcji! Myślałam, że ten post dotrzeć do znajomych, ewentualnie znajomych znajomych, na pewno nie spodziewałam się, że informacja wyjdzie poza Kraków, a nawet poza Polskę - mówi Joanna Lis, wnuczka, która jednym postem w mediach społecznościowych uruchomiła lawinę chętnych, by pomóc krakowskiej modniarce. - Wciąż pojawia się bardzo dużo zapytań, wiele osób spoza Krakowa chce kupić kapelusz, będziemy je do nich wysyłać.

Właścicielka przyznaje, że choć zmęczona, bo tak wielkiego zainteresowania chyba jeszcze nie było w jej karierze, to szczęśliwa. Krakowianie pokazali, że opinie o ich niechęci do wydawania pieniędzy są przesadzone, pokazali także, że w trudnych chwilach potrafimy być razem.

"Chciałam bardzo podziękować wszystkim za tak olbrzymie zaangażowanie, za wiadomości, komentarze, udostępnienia i za tłumne przybycie dzisiaj do sklepiku Babci Marysi. Gdy dotarłam do niej to była cały czas zajęta obsługiwaniem klientów, część czekała w kolejce, Pani z którejś rozgłośni radiowej próbowała przeprowadzić wywiad. Widziałam jak Babcia cieszyła się z przyjścia tylu ludzi i z zakupów przez Was robionych, była też tak tym podekscytowana, że mam mocne podejrzenia, że nie zdążyła wiele nawet zjeść przez cały dzień. Babcia taka jest, jak się wkręci to nic innego poza klientami nie jest ważne" - napisała Joanna Lis.

Jeśli będziecie przechodzić Floriańską, wstąpcie do pani Marii, powiedzieć chociażby "dzień dobry" - namawia wnuczka, a kupując świąteczne prezenty, pamiętajmy o takich sklepikach jak pani Marii Lipki.

Czytaj także

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie