Krakowski Hannibal Lecter. Czy policja po latach zatrzyma mordercę?

Dawid Serafin
Dariusz Gdesz/Polskapresse
Kasia zaginęła w listopadzie 1998 roku. Została zamordowana. Jej oprawca od lat pozostaje w wąskim kręgu podejrzeń policji. Dobrze znał dziewczynę. Łączyła ich szczególna relacja. Pętla poszukiwań zaciska się. Śledczy mają czas. Morderca już nie!

Początek stycznia 2012 roku. Budynek krakowskiej prokuratury. Telefon w biurze prasowym nie przestaje dzwonić. To efekt informacji, którą kilkanaście godzin wcześniej podało radio RMF FM. Krakowska prokuratura ponownie wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa studentki, której szczątki wyłowiono 13 lat temu z Wisły.

To wyjątkowa zbrodnia. Precedens w historii polskiej kryminalistyki. Zabójca zabił dziewczynę, a z jej skóry zrobił kostium. Wszystko zostało starannie zaplanowane. Krok po kroku. Morderstwo było "szczytowym momentem". Jak doskonały był to plan świadczy fakt, że do dziś sprawcy nie złapano.

Bogusława Marcinkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie, zaprzecza by informacja o wznowieniu śledztwa została "specjalnie" przekazana mediom. - Dziennikarze uzyskali informację ze swoich źródeł. Zadzwonili, a my potwierdziliśmy ten fakt - wyjaśnia pani rzecznik.

Nagłośnienie informacji nie było jednak przypadkowe. To kolejny element gry jaką z mordercą prowadzą funkcjonariusze z krakowskiego "Archiwum X". Zbrodniarze po latach tracą czujność, popełniają więcej błędów. Wznowienie śledztwa ma być ostatnim aktem rozgrywki między policją a sprawcą. Bo morderca choć pozostaje w wąskim kręgu podejrzeń od lat, to do tej pory unikał odpowiedzialności. Pętla na szyi mordercy zaciska się coraz bardziej. Śledczy mają czas. Morderca już nie.

Feralny czwartek

Kraków. Czwartek - 12 listopada 1998 roku. Tego dnia Kasia umówiła się z mamą w jednej z nowohuckich przychodni. Kobieta długo czekała na swoją córkę. Bezskutecznie. Studentka religioznawstwa nigdy na miejsce spotkania nie dotarła. Nie wróciła też do domu. Tego dnia widziano ją po raz ostatni. Wszystko co się wydarzyło później do dziś pozostaje zbiorem spekulacji, domysłów, poszlak.

- Pamiętam dokładnie twarz dziewczyny. Miałem tutaj na biurku sporo jej zdjęć. To już tyle lat się ciągnie. Co chwila ktoś się tutaj pojawia z "Archiwum X". O coś wypytuje. A na samym początku policja potraktowała sprawę po macoszemu. Bardzo źle potraktowali matkę Kasi - wspomina Grzegorz Bohosiewcz, prywatny detektyw, który pomagał odnaleźć dziewczynę.

- Jej matka poprosiła mnie o pomoc. Jak na tamte czasy przeprowadziliśmy akcję na bardzo dużą skalę. Były telefony. Sprawdziliśmy każdy trop - opowiada detektyw.

Poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów. Jeden z policjantów powiązany ze sprawą zaginięcia Kasi uważa, że jedyna okazja nawiązania kontaktu z mordercą została zaprzepaszczona. Chodzi o dwie rozmowy telefoniczne jakie odbyła mama dziewczyny. Dwukrotnie dzwonił do niej mężczyzna twierdzący, że "dziewczyna szlaja się po pubach w Zakopanem". Tajemniczy rozmówca chciał się spotkać na krakowskim rynku. Do spotkania nigdy nie doszło. Policja twierdzi, że detektyw odradził spotkanie. Bohosiewicz, że mężczyzna nigdy się nie pojawił.

- Trop gór był ważny, bo Katarzyna uwielbiała górskie wyprawy. Zaraził ją tym ojciec - wyjaśnia detektyw. Słowa mężczyzny były też istotne z jeszcze innego powodu. Często mordercy próbują przerzucić odpowiedzialność za zbrodnię na ofiarę. Chcą wmówić otoczeniu, że zamordowana osoba była zła.

Makabryczne znalezisko

Dla policji Kasia najprawdopodobniej pozostałaby w statystykach osób zaginionych, gdyby nie wydarzenia z początku stycznia 1999 roku.

Kapitan Mieczysław M. był zajęty cumowaniem barki "Łoś" na Zabłociu (dzielnica Krakowa). Zegar wskazywał kilka minut po godzinie 16. Miasto zaczynał pokrywać mrok. Niespodziewanie obroty łodzi gwałtownie spadły. Dla kapitana była to codzienność. Pomyślał że w turbinę wkręciły się jakieś śmieci pływające po Wiśle. Dokończył cumować barkę i udał się do domu. O poranku kapitan miał dokonać makabrycznego odkrycia.

Rano Mieczysław M. wraz z mechanikiem próbowali dostać się do śruby. Chcieli zobaczyć co zatkało turbinę. Żaden z nich nie mógł się spodziewać tego co za chwilę zobaczą. Okazało się, że przyczyną awarii jest ...ludzka skóra. Na miejscu pojawili się policjanci. Chwilę później przybył lekarz medycyny sądowej. Notatka policyjna z tamtego okresu zawiera informację, że lekarz po przybyciu na miejsce nie stwierdził udziału osób trzecich.

Doktor Tomasz Konopka potwierdza ten fakt. Początkowo sądził, że to turbina mogła odpowiadać za ściągnięcie skóry z ciała. Ta hipoteza szybko okazała się błędna. Jak tylko rozłożył skórę stało się jasne, że to nie był przypadek a morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Po kilkunastu dniach było pewne, że szczątki należą do uznanej za zaginioną Katarzynę Z.

Doktor Tomasz Konopka potwierdza ten fakt. Początkowo sądził, że to turbina mogła odpowiadać za ściągnięcie skóry z ciała. Ta hipoteza szybko okazała się błędna. Jak tylko rozłożył skórę stało się jasne, że to nie był przypadek a morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Po kilkunastu dniach było pewne, że szczątki należą do uznanej za zaginioną Katarzynę Z.

Przez pół roku policja ukrywała w tajemnicy zbrodnię. W tamtym czasie, o znalezisku pojawia się jedynie krótka wzmianka w Dzienniku Polskim. Na zdjęciu archiwalny numer. / Fot. Dawid SerafinPolicjanci stanęli przed bardzo trudnym wyzwaniem. Znaleźć odpowiedź na pytanie, kto mógł dokonać makabrycznej zbrodni. Kilkanaście dni później 14 stycznia na kracie zatrzymującej nieczystości wpadające do Wisły znaleziono odciętą ludzką nogę i fragment spodni. Być może nie był to przypadek. Zabójca mógł czuć rozgoryczenie, że jego "dzieło" - idealnie wypreparowana ludzka skóra - zostało niezauważone. W gazetach z tamtego okresu znajdziemy tylko kilku zdaniową wzmiankę w Dzienniku Polskim.

Zbrodnia doskonała?

Śledczy od początku wiedzieli, że mają do czynienie z morderstwem starannie zaplanowanym. Są przekonani, że zbrodni dokonano na tle seksualnym. I że mają do czynienia z bardzo wyrafinowanym mordercą. Działającym metodycznie. Skórę, którą ściągnął z ofiary naciął perfekcyjnie. Celem nadrzędnym mordercy było zdjęcie skóry. Chciał wejść w tożsamość ofiary. Jej ciała nigdy nie odnaleziono, więc nie przeprowadzono sekcji zwłok. A na skórze nie było śladów.

W protokole opisano to jako: "ludzka skóra z przedniej części korpusu bez tkanek kostnych z widocznym pępkiem i fragmentami owłosienia łonowego". Ustalono także, że sprawca nakładał ją na siebie przez jakiś czas. Była swoistym kostiumem.

Ze względu na precyzję z jaką została zdjęta skóra śledczy zaczęli nazywać mordercę "Kuśnierzem". Sama zaś sprawa budziła skojarzenia ze słynną książką i filmem "Milczenie Owiec". - Podejrzewam, że ten film mógł wpłynąć na fantazję seksualną zabójcy Katarzyny Z. Oparty jest przecież na autentycznej. Morderca zszywał kostium z kawałków ludzkiej skóry, tyle że zdjętych z kilku kobiet - mówił w 2008 roku na łamach Gazety Krakowskiej nadkomisarz Bogdan M. z krakowskiego "Archiwum X".

Przez pół roku od momentu znalezienia szczątków śledczy utrzymywali wszystko w tajemnicy. - Nie chcieliśmy wywoływać paniki. Panika powoduje nadmiar informacji, a on jest często gorszy od ich braku, bo powoduje chaos. Ludzie się boją, a pod wpływem strachu wszystko wydaje się im czarne i złe - tłumaczy w tym samym wywiadzie Bogdan M.

Samotnia

Wydział religioznawstwa. To tutaj wedle matki Kasia miała spędzać sporą część czasu na dwa tygodnie przed jej zaginięciem. Nikt jej tutaj nie widział. Co robiła w tym czasie? Nie wiadomo. Policjanci aby określić kogo szukają, musieli dowiedzieć się wszystkiego o ofierze. Z kim się przyjaźniła? Z kim się spotykała? Co robiła w wolnym czasie? Czy miała kogoś? Pytania mnożyły się, a śledczy już na samym początku natrafili na trudności. Nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie co ofiara robiła przez ostatnie dwa tygodnie. Jej matka twierdzi, że Kasia wychodziła na zajęcia, które miała na ulicy Grodzkiej. Tam jednak nie docierała. Co robiła? Nie wiadomo.

- Po śmierci matka miała duże wyrzuty sumienia. Z zawodu jest psychologiem. Nie mogła wybaczyć sobie tego, że nie zauważyła, że z jej córka ma jakieś problemy. Zawsze przychodziła na czas, była punktualna, nic nie wskazywała na to, że coś niedobrego się dzieje - opowiada Grzegorz Bohosiewicz.

O Kasi niewiele mogli powiedzieć także jej znajomi. Dziewczyna przyjaźniła się tylko z dwoma koleżankami. Była to znajomość jeszcze z czasów podstawówki. Ale nawet im nie mówiła zbyt wiele. Z informacji do których udało się dotrzeć śledczym rysuje się obraz osoby skrytej, miłej, ale jednocześnie nieśmiałej. Wiadomo, że słuchała zespołu Grateful Dead.

Niewiele mogli powiedzieć o niej także koledzy z którymi studiowała. Na zajęciach rzadko bywało. Zresztą religioznawstwo, na którym studiowała było jej trzecim kierunkiem. Wcześniej dostała się na obleganą psychologię. Później była jeszcze historia.

- To była bardzo zdolna dziewczyna. Dostała się na psychologię na Uniwersytet Jagielloński, bez żadnych koneksji. Była inteligenta, jednak była to osoba bardzo skryta. Proszę pomyśleć - człowiek jak jest młody ma masę znajomych, dalszych czy bliższych, a ona miała raptem dwie koleżanki. Na studiach z nikim się nie przyjaźniła. Z jej znajomych pamiętam jeszcze Kubusia. Przegrywał jej płyty "Pod Przewiązką". Kasia zdradziła nawet swoim koleżankom, że jej się podobał - mówi Bohasiewicz.

Starając się dowiedzieć jak najwięcej o ofierze, śledczy jednocześnie przeglądają akta w poszukiwaniu podobnych przypadków. Natrafili na jeden. W 1983 mężczyzna pozbawił życia żonę i syna. Syna poćwiartował na 9 kawałków a z głowy żony zdjął skórę. Wiadomość była o tyle istotna, że kilkanaście miesięcy przed śmiercią Katarzyny został wypuszczony z szpitala psychiatrycznego w Kobierzynie. Trop okazał się fałszywy. Jego fatalny stan zdrowia sprawiał, że fizycznie nie był on w stanie dokonać zbrodni.

Fałszywy trop

Nadzieje policjantów na złapanie mordercy odżyły pod koniec maja 1999 roku. Policjanci zajmujący się sprawą Katarzyny Z. dostali informację, że w podkrakowskiej gminie Mogilany doszło do podobnej zbrodni. Ofiarą był Witalij W. od lat mieszkającym w Polsce. Okazało się, że mordercą jest Władimir W. syn ofiary. Który zabił i ściągnął skórę z twarzy swego ojca. Później zszył ją i ubrał na twarz udając przed swym dziadkiem swego ojca. Smaku całej sprawie dodał fakt, że Władimir też studiował psychologię. W przeszłości uczestniczył także w rytualnym zabijaniu barana, któremu własnoręcznie poderżnął gardło i obdarł ze skóry.

- Nam wtedy wydawało się, że mamy mordercę w garści. Tak przynajmniej wynikało z pobieżnej oceny sytuacji - mówi jeden z policjantów. Funkcjonariusze przeprowadzili wielodniowe i szczegółowe przeszukanie domu w Brzyczynie. Szukali jakichkolwiek śladów Katarzyny Z. Bezskutecznie. Sam Władimir zresztą nie przyznawał się do tego, by mógł mieć jakikolwiek związek z zabójstwem krakowskiej studentki. Śledczym nie udało się powiązać osoby Władimira z zabójstwem Kasi.

Te dwa morderstwa choć z pozoru podobne różni wiele. Różne metody oskórowania. Władimir zabił ojca z powodu nienawiści jaką nosił do niego m.in. za zdradę matki. Morderca Kasi działał z pobudek seksualnych. Władimir został ostatecznie skazany na 25 lat więzienia. Odsiaduje wyrok w jednym z rosyjskich więzień.

Sporo czasu śledczym zajęło też wyjaśnianie kwestii potencjalnego udziału w morderstwie Kasi niejakiego Roberta J. Podejrzany leczył się psychiatrycznie, nienawidził kobiet, kupował damską bieliznę i spacerował wieczorami nad Wisłą. Wiele osób, które znały Roberta J. po dowiedzeniu się o zbrodni automatycznie podejrzewały, że mógł to zrobić. Śledczy jednak wykluczyli, by Robert J. miał jakikolwiek udział w tym morderstwie.

Niezwykłe odkrycie

Nowe techniki badawcze mają pomóc złapać zabójcę Kasi. Kiedy śledczy szukali mordercy w Zakładzie Medycyny Sądowej dr Tomasz Konopka dokonał bardzo ważnego odkrycia. Badając szczątki znalezione w Wiśle ustalił, że śmierć dziewczyny mogła nastąpić w trzech przypadkach. - Charakterystyczne rozstępy na skórze ofiary w literaturze medycznej opisane są w trzech sytuacjach - tłumaczy dr Tomasz Konopka. Te przypadki to: upadek z dużej wysokości, strzał w usta, wypadek samochodowy przy prędkości powyżej 80 km/h.

Choć odkrycie lekarza z Zakładu Medycyny Sądowej było cenne, nie pozwoliło zawęzić zakresu poszukiwań. Śledczy brali nawet pod uwagę hipotezę, że do zabójstwa mogło nie dojść. Katarzyna mogła sama popełnić samobójstwo, a osoba, która znalazła ciało dokonała reszty.

Sprawa została ostatecznie umorzona w 2000 roku z powodu braku dowodów. Śledczy postawili sobie jednak za punkt honoru doprowadzenie mordercy przed oblicze wymiaru sprawiedliwości.

Śledztwo po latach. Wizja jasnowidza

Musiało upłynąć blisko 12 lat nim sprawa znów została wznowiona. Co takiego się wydarzyło? - Pojawiły się nowe informacje i nowe techniki badawcze, które pozwolą odkryć ślady zostawione na szczątkach. Możliwa będzie też analiza ran zadanych dziewczynie. Jeszcze raz zbadane zostaną ślady DNA i inne materiały biologiczne - wyjaśnia Bogusława Marcinkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Na początku tego roku szczątki Katarzyny zostały ekshumowane i przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej, gdzie czekają na badanie. Najprawdopodobniej zakończą się one w IV kwartale tego roku.

Nowe informacje, o których mówi rzecznik pochodzą od parapsychologa Krzysztofa Jackowskiego. Z końcem 2011 roku przeprowadził on wizję. - Dostałem starego misia i fragment bluzy. I opisywałem zdarzenia, które miały miejsce przed zabójstwem. Nie tylko te godzinę, czy dwie przed, ale również te które doprowadziły do samej zbrodni a miały miejsce wcześniej. Nie zadawano mi żadnych pytań. Tylko mówiłem. Po wizji prokurator poprosił mnie abym został w Krakowie jeszcze jeden dzień - opowiada Jackowski.

- Następnego dnia zapytano mnie czy mógłbym powiedzieć jak wygląda osoba, która zamordowała Katarzynę Z. Opisywałem a rysownik rysował. Zapytałem czy to co mówię ma w ogóle jakiś sens. Prokurator odpowiedział, że gdyby nie miało nie prosiliby mnie abym został. Po tym jak rysownik narysował, prokurator kazał pokazać mi kilkanaście zdjęć i wskazać mężczyznę, którego podejrzewam. Nie musiałem tego robić, bo osoba narysowana przez rysownika była dokładnie taka jak jedno ze zdjęć - mówi Jackowski.

Wizja Krzysztofa Jackowskiego nie była pierwszą w tej sprawie. Policjanci z "Archiwum X" już raz zwrócili się do jasnowidza z prośbą o pomoc. W 2003 roku ówczesny szef "Archiwum X" Karol S. nieoficjalnie poprosił Jackowskiego o pomoc. Jasnowidz przebywał wówczas w KWP w Krakowie. Miał wykonać wizję w związku z inną sprawą. Kiedy szykował się do wyjazdu, Karol S. poprosił go o przejście do innego pokoju. Jackowski dostał kawałek materiału i miał powiedzieć co widzi.

Wizja z 2011 roku jest jednak o wiele cenniejsza. Została włączona przez prokuraturę jako materiał dowodowy. Jednak wizja Jackowskiego, choć interesująca dla śledczych, nie jest wystarczająca by złapać zabójcę. A czas biegnie. I choć przez lata zabójca nie dał o sobie znaku, to nie uspakaja śledczych. Seryjni mordercy często latami pozostają w uśpieniu. Prowadzą podwójne życie. Z pozoru są normalnymi i szanowanymi członkami społeczeństwa. Często mają rodziny, pracę, dzieci. A to czego najbardziej się boją to nie kara, ale społeczne potępienie.

Strata ojca, kluczem do rozwiązania?

Aby zrozumieć śmierć, trzeba zrozumieć życie. Być może kluczem do rozwiązania zagadki jest relacja Katarzyny z jej tatą. Ojciec był dla niej dużym autorytetem. Zaraził ją miłością do gór. Pewnego dnia Kasia namawiała ojca, aby wybrali się na wspólną wycieczkę. Ojciec uległ namowom jedynaczki. Podczas wspinaczki ojciec Kasi poślizgnął się i spadł. Trafił do szpitala z urazami kręgosłupa. Później przyszła ciężka choroba, a w efekcie śmierć ojca. Kasia obwiniała się za wszystko.

Po śmierci ojca dziewczyna zamknęła się w sobie. Przechodziła depresję. Choć na kilka tygodni przed zaginięciem sprawiała wrażenie, że ten etap jest już za nią. Być może w tym okresie poznała swojego oprawcę.

Śledczy są przekonani, że osoba, która zabiła dziewczynę znała ją. Łączyła ich szczególna relacja. To była duchowa więź. Mężczyzna, który ją zabił miał na nią bardzo duży wpływ psychiczny. W pewnym okresie czasu zabójca był dla Katarzyny bardzo dużym autorytetem.

Czy sprawcę spotka kiedyś zasłużona kara? Śledczy są o tym przekonani. Wciąż jednak pytaniem bez odpowiedzi pozostaje dlaczego i jak? Być może zamordowanie Katarzyny dla zabójcy było kolejnym etapem w rozwoju swojej zbrodniczej osobowości. Być może zbrodnia, której się dopuścił miała być dla Katarzyny formą oczyszczenia. Wrzucenie zwłok do rzeki miało być katharsis dla duszy Katarzyny. Być może sprawa ma podłoże religijne, a motyw seksualny wcale nie jest pierwszorzędnym?

Doktor Tomasz Konopka, tuż po odkryciu zbrodni rozważał z kolegami z Zakładu Medycyny Sądowej, czy na zabójcę wpływu nie miał tekst o św. Bartłomieju i jego męczeńskiej śmierci (żywcem został obdarty ze skóry), który kilka tygodni przed śmiercią ukazał się w jednej z gazet.

Jasnowidz z Poznania, który zgodził się zrobić wizję i porozmawiać o tej sprawie, twierdzi, że odpowiedzi należy szukać w podziemiach kościoła znajdującego się nieopodal Wisły. W jego wizji pojawia się też zakonnik w brązowym habicie. Czy to on mógł zamordować Katarzynę? Czy podobną wizję miał Krzysztof Jackowski? Teoria jedna z wielu. Bo w tej historii nic nie jest oczywiste. I nie ma prostych odpowiedzi. Choćby na to pytanie: czy osoba, która od lat jest w wąskich kręgu podejrzeń policji, w końcu zostanie złapana. Jakich dowodów potrzebują jeszcze śledczy? A być może jedyne co zostaje śledczym to czekanie na błąd zabójcy. A to może być szczególnie trudne.

Śledczy liczą jednak, że życie dopisze epilog do tej historii, w którym sprawcę spotka zasłużona kara.

Preczytaj więcej tekstów Dawida Serafina na www.wiadomości24.pl

Wybieramy strażaka roku 2012. Zgłoś swojego kandydata!

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 26

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
akto
Jackowski to może butelek wódki może by znalazł
A
Ania
Oczywiście może być całkiem inaczej niż mniemamy, zazwyczaj tak się okazuje w rzeczywistości, jednakże jestem pewna, że nie był (a może ciągle jest) to prosty człowiek, ekstrawertyk, o mało skomplikowanej psychice i zdrowej mentalności. Mam też obawy, że niestety policji nie uda się go zatrzymać, powtórzę się, ale zbyt dużo czasu minęło, a czas niestety działa na korzyść sprawcy. Mógł umrzeć, popełnić samobójstwo, może siedzi w więzieniu za jakieś inne przestępstwo, albo w zakładzie psychiatrycznym, może wyjechał zagranicę? Możliwe też, że działa ciągle na terenie Polski, bo możliwości jest wiele, tylko co z tego jeśli sprawca w dalszym ciągu nie odpowiedział za swoje zbrodnie.
A
Ania
Oczywiście może być całkiem inaczej niż mniemamy, zazwyczaj tak się okazuje w rzeczywistości. Jednakże jestem pewna, że nie był (a może ciągle jest) to prosty człowiek, ekstrawertyk, o mało skomplikowanej psychice i zdrowej mentalności. Niestety, powtórzę się z tym co napisałam w odpowiedzi do któregoś z wcześniejszych wpisów, mam obawy, że sprawca tej zbrodni (być może innych o których nie wiemy również) nie zostanie schwytany. Czas działa na jego korzyść, mógł umrzeć, popełnić samobójstwo, może siedzi w zakładzie dla obłąkanych, wyjechał zagranice... A może ciągle działa na terenie Polski, po cichu, tego nikt nie wie i zdaje mi się, że szybko się nie dowiemy.
A
Ania
Ja wiem, że piszę długo po właściwym czasie, ale pytasz "jak to możliwe", a odpowiedź masz przed nosem - w artykule i każdym dostępnym źródle informacji na ten temat: nie znaleziono ciała, nikt nic nie widział, nikt nie był w stanie wskazać w sposób pewny osoby, która mogłaby to zrobić mając odpowiedni motyw. Gdyby meli w rękach coś pewnego, konkretnego jak DNA sprawcy, jak okoliczności morderstwa, świadków, wtedy śledztwo nie ciągnęłoby się latami. Ja jestem czarnowidzem, ale sądzę, że jednak nie uda się im go przymknąć. Zazwyczaj bywa tak, że puszkuje się sprawców zbrodni "na świeżo". Czas, niestety, działa na korzyść sprawcy.
T
Tatiana
Mysle , ze on przestal , bo się zakochal
T
Tatiana
Może trzeba wyznaczyć , nagrodę ,tak z milion. Za Marchwickiego zapłacono milion , a był niewinny.
a
anna
Może się tak okazać,że ktoś znowu niewinnie "zapłaci głową"?
m
mc
Albo być może są osoby, które coś wiedzą, ale tak naprawdę nie zdają sobie z tego sprawy.
m
mmn
to złapać-proces poszlakowy i cześć!
A
AS
Ciekawy artykuł - najbardziej obszerny z tych, które do tej pory czytałem na ten temat. Myślę, że jego publikacja ma jeszcze jeden cel. Zapewne są osoby, które coś na ten temat wiedzą ale bały się ujawnić te informacje. Po tylu latach strach mógł minąć i może 1, 2 anonimowe telefony na nr 997 pozwolą złapać dodatkowy trop. A na to, że ktoś coś sobie przypomni - po 14 latach - raczej bym nie liczył...
k
krakus
Już niedługo wpadniesz w ręce Policji popaprany zboczeńcu..!!!!
K
Kto
XXL dokładnie wszystko to poszlaki. Gdyby było coś konkretnego to policja by już go zamknęła? Ale może liczą na to, że ktoś sobie jeszcze coś przypomni z tamtego okresu? Bo skoro wznowili sprawę, to muszą mieć coś konkretnego, ale przynajmniej na tyle mocnego, że mogli tą sprawę wznowić. Sądzę, że wszystkiego dowiemy się tylko wtedy gdy morderca zostanie złapany. A tak teraz możemy tylko gdybać. No i zastanawia mnie jedno. Skoro Jackowski opisał rysownikowi dokładnie twarz mordercy, która zgadzała się z tym co już mieli policjanci, to dlaczego ten gość chodzi jeszcze po wolności? A może gościa już aresztowali i tylko zbierają dowody, aby go osądzić? No i skoro Jackowski taki spec w odnajdywaniu zwłok, to gdzie te zwłoki są? Czy może policja znów coś ukrywa? Same niewiadome, odpowiedzi brak. Jedyne co pewne to, że dziewczyna nie żyje, a oficjalnie jej oprawca chodzi sobie na wolności
X
XXL
Można sobie tak "gdybać", a w gruncie rzeczy nic nie wiadomo. Po co więc o tym pisać ?
.,,,
Strach pomyśleć,że ktoś taki chodzi sobie spokojnie,kilkanaście lat na wolności.Jaki on może teraz popełnić błąd,skoro tyle lat mu się udaje?
m
m.
tak, zajęcia IR były na Rynku i na Grodzkiej w Broscianum.
Dodaj ogłoszenie