Okiem Jerzego Stuhra: Kontrabasista. Na scenie, w radio, a także w książce

Jerzy Stuhr
Nowe doświadczenie artystyczne stało się Pańskim udziałem, gdy przedstawił Pan swojego "Kontrabasistę" w radio! Przedstawienie szło na żywo, z publicznością, a przy odbiornikach tkwiła wielotysięczna widownia. Chciał Pan odświeżyć język tego monodramu? Czy znaleźć inspirację dla powstającej książki o "Kontrabasiście"?

Zdradza Pani, że będzie książka? Ale - dobrze, już właściwie sam o tym wspominałem. Będzie, "pisze się". I chociaż powstaje z powodu jubileuszu trzydziestolecia mojego zmagania się z tekstem Patricka Suskinda i prezentacji tej mojej inscenizacji w wielu miejscach na świecie, to przecież chciałbym, aby był to także rodzaj podręcznika aktorstwa. Bo rzeczywiście, bardzo różne doświadczenia nabywał przez te lata "Kontrabasista". I ja z nim razem, bo przecież dojrzewałem, byłem coraz starszy, a mój bohater, mówiący tekstem o miłości, przy swoim zmieniającym się wieku, musiał zmieniać się. Choćby w swoich emocjach.

Radio - też stało się nowym doświadczeniem. I to warsztatowym. Były nerwy, ale te są zawsze, gdy zwiększa się odpowiedzialność za słowo. Słowo zaś, to w tym wypadku znaczy, że się nie możesz pomylić w tekście. Jak idziesz na żywo, w bezpośrednim kontakcie z publicznością - to publiczność ci wszystko wybaczy. Nawet, jeśli się pomylisz. Ale radiosłuchacz nie wybaczy, bo nie widzi.

Pomyliłem jedną datę - na szczęście nikt na to nie zwrócił uwagi. Ale sam byłem na siebie zły! Chodziło o to, kiedy Schubert napisał "Pstrąga". Pomyliłem się o trzy lata. Nie wiem, skąd mi się to wzięło. Wiedziałem, że muszę się maksymalnie skupić, bo nie widzę publiczności, która słucha. Nie mogę niczego do niej dostosować. A równocześnie mam też publiczność w studio, czyli przed sobą.

Tymczasem - liczą się też "drobiazgi". Bo np. wiem, że na scenie w naszej Szkole robię cztery kroki w prawo, a tu muszę zrobić dwa, bo już znajduję się na krawędzi dywanu, który wyznacza mi możliwość poruszania się.

Jak grasz w teatrze, to kontrabas jest cały czas moim partnerem, widz go widzi. A tu - kontrabas też był, ale słuchacz go nie widział, a więc musiałem go "ograć": uderzyć w pudło kilka razy, pobrzdąkać w struny, żeby on dla radiosłuchacza był jakoś obecny. A więc o wiele więcej go szarpałem, pieściłem te jego górne tony, jak mówi w tekście kontrabasista, żeby tylko istniał. Poza tym musiałem pilnować mikrofonu, który stał przede mną. Nie mogłem się odwrócić tyłem, a czasem w teatrze to robię, nie przerywając mówienia. A tu - musiałem albo się cofać, albo przerwać mówienie. Mówiąc, dodawałem do tekstu, że teraz biorę piwo, a nie napój energetyczny, który też się w ten sposób otwiera, jak było słychać.

A po tylu latach grania każda najdrobniejsza zmiana wytrąca cię z rytmu, albo wymaga wielkiego skupienia. A gdy jesteś tak nadmiernie skupiony na drugorzędnych w gruncie rzeczy czynnościach, to gdzieś ci umyka ta energia, która jest w tekście.
A poza tym, jest to tak trudno napisany utwór, że wymaga od aktora specjalnego wysiłku, bo ma "odwrotnie" zapisane emocje: zaczyna się spokojnie, potem napięcie rośnie. I jest problem - czy wytrzymasz? I głosowo, i fizycznie… takie to są problemy… starzejącego się kontrabasisty!

Więc jeśli ta książka ma być też podręcznikiem aktorstwa, to chcę napisać, jak strasznie trudny jest początek tej sztuki.
Bo początek jest wtedy, kiedy to nasz bohater spokojnie, jakby od niechcenia i mimochodem, coś relacjonuje. To jest bardzo trudne. Bo przecież jesteś "naładowany" energią, zdenerwowany, a w takim stanie łatwiej wyładować to ekspresją. A tu metrum bije tak, że ma być "od niechcenia" …, a tymczasem "nogi ci się trzepią" od tego naładowania. Myślę, że np. nokturny Chopina to najtrudniejszy utwór do zagrania. O wiele łatwiej "skoczyć" w wysokie emocje Etiudą Rewolucyjną! A tu… wytrzymać to metrum, gdy w środku buzujesz… bardzo trudno. Trema odzywa się nie na samym początku. Po dwóch - trzech minutach dopiero atakuje. Bo nie wiesz, czy tym spokojem "trafiłeś".

Tak oto zaczął mi się ten rok jubileuszowy "Kontrabasisty". Następne spektakle odbędą się w Teatrze Starym w Lublinie, niedużym, pięknie odnowionym teatrze. Potem spektakl odbędzie się najprawdopodobniej w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku, to w czerwcu, a jesienią będzie promowana książka. Ale jeszcze nie mówię, jak będzie podzielona.
Na razie pragnę tego "drugiego skupienia", żeby znów pisać. Potem pogadamy.

Notowała: Maria Malatyńska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie