Patron Kazimierza zmarł z głodu

Marta Paluch
Grób Stanisława Kazimierczyka w kościele Bożego Ciała w Krakowie
Grób Stanisława Kazimierczyka w kościele Bożego Ciała w Krakowie Adam Wojnar
Kim jest ks. Stanisław Kazimierczyk, "przez którego" papież nie będzie beatyfikowany 17 października? Przetrwał dwa ataki zarazy w Krakowie, podczas których grzebał zmarłych. Wtedy jednak nic mu się nie stało. Zmarł zaś... z głodu i przepracowania.

Pościł bowiem tak wytrwale, że jego ciało nie wytrzymało. Ale to nie dlatego Stanisław Sołtys, zwany Kazimierczykiem (1433-1489) ma 17 października zostać ogłoszony świętym.

Patron Kazimierza zostanie nagrodzony m.in. za to, że głosząc kazania, na które przychodziło pół Krakowa, pozostał skromną postacią. I być może za to, że sam pewnie o tym nie wiedząc, był jednym z prekursorów równości kobiet i mężczyzn. Bo garnął się do mycia garów i prania habitów "z wesołym i wdzięcznym sercem".
A potrafił to robić nieźle, choć był ukochanym przez rodziców jedynakiem, synem miejscowej szychy - sędziego miejskiego.

- Jego życie to dowód na to, że aby być świętym nie trzeba wyjeżdżać na misję i zostać pożartym przez lwa - mówi ks. Jarosław Klimczyk, kanonik regularny z kościoła Bożego Ciała, w którym spoczywa Kazimierczyk. Tu chodził do szkoły, tutaj był kanonikiem i tutaj zmarł. Mógł zrobić karierę naukową, wyjechać, ale nie chciał. Pozostał w Kazimierzu, który był wówczas osobnym miastem na wyspie, oddzielonym od Krakowa Wisłą płynącą wówczas (XV w.) dzisiejszą ulicą Dietla. Słowem, Kazimierczyk był lokalnym patriotą.

Jego grób w kościele odwiedza mnóstwo ludzi. "Tak zbłądziłam w życiu. Moja postawa może się przyczynić do rozpadu małżeństwa, a tak bardzo żałuję" - wpisała się do opasłej księgi przy grobie Marzena. Obok niepodpisany krakowianin prosi - "o dobrą narzeczoną". Jola - "o uwolnienie od kłopotów mieszkaniowych". "Za Szymona i jego żonę Marines, by porzuciła pogaństwo"- prosi zatroskana mama Szymona...

Jak widać, Kazimierczyk jest dobry prawie na wszystko. Jak podkreśla ks. Klimczyk, jest on również patronem osób żyjących w biegu - biznesmenów, dziennikarzy, polityków, studentów. - Uczy jak żyć na pełnych obrotach i nie zwariować. On nie zwariował, a tak właśnie żył - spowiadał, głosił kazania, opiekował się chorymi, zakonnikami - wylicza ks. Klimczyk. W końcu jednak zmarł z wyczerpania.
Gdy w 1482 i 1486 roku miasto nawiedziła zaraza, kto mógł uciekł. Na ulicach leżały trupy. Dziennie umierało 40-50 osób. Śmierć była straszna - na ciele pojawiał się charakterystyczny czerwony wrzód, który następnego dnia stawał się czarny.
Po kilku dniach następował koniec. Mało kto decydował się zostać i pomagać. Z miasta uciekł król Kazimierz Jagiellończyk, uciekli też kanonicy z Bożego Ciała. Za każdym razem zostawiali tylko jednego - ochotnika. Był nim Kazimierczyk. Pomagał chorym, udzielał im ostatniego namaszczenia, odprawiał pogrzeby. Wraz z nim w mieście został św. Szymon z Lipnicy (nie miał jednak tyle szczęścia - zaraził się i zmarł w 1482 roku).

- Kazimierczyk nie myślał o sobie, tylko o tym, żeby pomagać innym. To była jego filozofia - po prostu żyć tak, jak nakazał Jezus, kochać ludzi - mówi ks. Klimczyk. Zgodnie z regułą kanoników regularnych - devotio moderna.
Nic dziwnego, że ludzie się do niego garnęli. Do kościoła ściągali chorzy z całego Kazimierza - wiedzieli, że ich przyjmie. Tym bardziej że sam robił lekarstwa - dostał schedę zielarską po koledze - zakonniku. "Na wszystkim spokoyjny, milczący y skromny, w rzeczy sie nie wdaiący do inszych, nic nie próżnujący. A gdy przyszło za licencyą wysługiwać choremu, to iuż była jego znakomita rozkosz" - opisywał świętego K. Łoniewski.

Jego kazania w kościele Bożego Ciała przyciągały tłumy. - Ludzie garnęli się do niego, bo był ciepłą osobą. Według biografa, był też "dowcipny i we wszystkim bardzo miły" - tłumaczy ks. Klimczyk. - Choć wcale nie głaskał ludzi po głowie - dodaje. Co im mówił? Ganił m.in. rozpowszechniony w XV wieku zwyczaj, żeby chodzić do kościoła tylko na podniesienie. Bo mężczyźni siedzieli w karczmie, pili wódkę, szli na chwilę do kościoła i wracali pić. Walczył też z bardzo popularnym wówczas wśród krakowian husytyzmem. Ale nie był typem inkwizytora. Przekonywał "mową swoią łagodną y słodkim ięzykiem, bojaźń Bożą wmawiał z wielkim pożytkiem i chwałą Bożą" - pisał K. Łoniewski.

Przygotowanie do kazań miał solidne - był doktorem teologii, wykształconym na Akademii Krakowskiej, należał do intelektualnej elity, znał Jana Długosza. Jednak nie poszedł w profesory. Według ks. Stefana Ryłki, autora biografii świętego, został blisko rodzinnego domu, by pomagać chorej matce (ojciec wtedy już prawdopodobnie nie żył). Był jedynym i późnym dzieckiem swoich rodziców, ale zamiast rozpieszczonego dzieciaka wychowali chłopca, który później "się naprasza, y w naniższe a nie napoczestniesze do każdego posługi. Na umywaniu nog i gościowi każdemu, na płokanie i wycieraniu habitów, na mycie statków kuchennych, a wskok przecie na modlitwy, na kontemplacye, y do ksiąg" - pisał Łoniewski.
Nic dziwnego, że gdy wyczerpany zbyt długim postem (jadł tylko chleb jęczmienny i pił wodę) i ciągłą pracą, umierał, bracia płakali, a krakowianie i kazimierzanie pogrążyli się w żałobie.
Nie znamy opisu pogrzebu patrona Kazimierza, ale prawdopodobnie przyszły tłumy - nie tylko biednych, którymi się opiekował, ale również cechy i krakowska socjeta. Bowiem Kazimierczyk był już wtedy uznawany za świętego.

W tym samym roku, gdy zmarł, do jego grobu przychodzili chorzy, przyzwyczajeni do tego, że im pomagał. I pomagał nadal zza grobu. Według zapisków zakonnych, tylko w ciągu roku po swojej śmierci uzdrowił 176 osób!

W 1993 roku Kazimierczyk został błogosławionym. 17 października zostanie świętym. I, jak zapewniają kanonicy, będzie świętym bardzo współczesnym.
- Jest dowodem na to, że czynienie dobra daje wewnętrzną siłę. Był szczęśliwy i wolny, bo dla niego jedynym autorytetem jest miłujący Bóg - mówi ks. Klimczyk.

A ci, którzy chcą przekonać się o jego sile, mogą u jego grobu poprosić o coś ważnego. A ks. Klimczyk jeździ wszędzie z kawałkiem jego kości. Tak, na wszelki wypadek...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie