Rodzinne siedlisko miłościwie panującego króla kurkowego

Barbara Sobańska
Barbara i Krzysztof Wójcikowie z jedyną wnuczką - Alicją. Mają jeszcze czterech wnuków
Barbara i Krzysztof Wójcikowie z jedyną wnuczką - Alicją. Mają jeszcze czterech wnuków archiwum prywatne
Udostępnij:
Dwóch młodszych synów zafundowało nam drugą młodość. Dziś mamy trzecią - dzięki naszym wnukom - mówią Barbara i Krzysztof Wójcikowie. Jak na co dzień żyją król Bractwa Kurkowego i jego żona - pisze Barbara Sobańska

Krzysztof Wójcik - krakowski przedsiębiorca, właściciel firmy GAZREM. Od 5 czerwca br. król Bractwa Kurkowego w Krakowie

Synów mam czterech. Wybudowałem dom, posadziłem sporo drzew. Dom zaczęliśmy budować zaraz po ślubie. Działkę dostaliśmy od moich rodziców. Gdy zamieszkaliśmy w swoim rodzinnym gnieździe na obrzeżach Nowej Huty, nie dojeżdżał tam żaden autobus, nie mieliśmy telefonu, w okolicy był tylko jeden sklep.

Tych domów można by się więcej doliczyć, bo działka była na tyle duża, że podzieliłem ją na trzy i pomogłem się wybudować dwóm najstarszym synom. Może będzie jeszcze więcej, bo dwóch młodszych już wchodzi w dorosłość. Ale teraz to się młodym nie śpieszy do małżeństwa, więc nic jeszcze nie wiadomo.

Na pewno mogę doliczyć do kolekcji drewniany domek w Gorcach, prawie w lesie. Jeździmy tam we wszystkie niemal wolne dni i latem, i zimą. Ja oczywiście oddaję się polowaniu, Basia zbiera grzyby i jagody. Grzybiarka z niej zapalona, ma swoje tajemne "miejsca" i zawsze wraca z pełnym koszem.

Nawet jeśli idzie do lasu po wszystkich lokalnych grzybiarzach. Więc my w wolnym czasie wracamy do prehistorycznych zajęć człowieka - zbieractwa i łowiectwa. Z tą niewielką, acz istotną różnicą, że ja jadam grzyby, które ona uzbiera, zaś moje łupy rzadko kiedy lądują na domowym talerzu. Nikt u nas w domu nie przepada za dziczyzną, choć Basia - jeśli chce - potrafi świetnie ją przyrządzić. Aż ślinka cieknie na wspomnienie jej doskonałych pasztetów.

Nas było pięciu mężczyzn, Basia - jedna kobieta. Charaktery różne, jeden lubi porządek, drugi nie bardzo, trzeci to ranny ptaszek, czwarty woli długo siedzieć w nocy, a rano wstać nie może. Do dziś wiecznie się spóźnia. Każdy inny. Basia nie miała łatwego zadania, ale dała radę. To bardzo dynamiczna kobieta.

Za młodu wyczynowo uprawiałem sport i dzięki temu wyrobiłem w sobie waleczność, systematyczność, determinację. To bardzo dużo mi dało. Zresztą wszyscy moi koledzy, którzy uprawiali sport, doszli do czegoś w życiu, np. Andrzej Zaucha, który był dwukrotnym mistrzem Polski starszych juniorów w kajakarstwie. Razem pływaliśmy. Ale Andrzej zrezygnował, bo gdy zabrał się za granie, brakowało mu czasu na treningi.

Synowie nie odziedziczyli po nas pasji, ale chciałbym, żeby chociaż jeden wstąpił do Bractwa Kurkowego. Myślę, że we właściwym czasie podejmę stosowne działania, by przekonać swego pierworodnego. Ja staż w bractwie mam niemal taki, jak w małżeństwie. Kawał życia, ale nie żałuję.

Barbara Wójcik

Synów mamy czterech. Rodzili się w pewnych periodach. Najstarszy - cztery lata przerwy - drugi syn. Dziesięć lat przerwy. Trzeci syn - cztery lata przerwy - czwarty syn. Trzech ostatnich synów, to miały być dziewczynki. A są stuprocentowi mężczyźni. Dziś już wszyscy dorośli.

Gdy chodziłam z najmłodszym synem do lekarza, często zawoził mnie najstarszy - Tomek, bo mąż to zawsze zabiegany. Zdarzyło się raz, że pani pielęgniarka powiedziała do Tomka, żeby "tatuś" poszedł do rejestracji po kartotekę. Między najmłodszym a najstarszym synem jest 18 lat różnicy. Ludzie, którzy nas nie znają, myślą, że ci starsi synowie są z pierwszego małżeństwa któregoś z nas. A ja jestem i tą pierwszą, i tą drugą żoną.

Nasz najstarszy syn też ma już trzech synów, a drugi syn ma bliźniaki - chłopca i dziewczynkę. Więc w naszej rodzinie, jeśli pojawia się kobieta - to wyłącznie w parze z mężczyzną. Rodzina się nam stale powiększa, więc musieliśmy przebudować salon. Wstawiliśmy do niego ogromny stół, żeby wszyscy się przy nim zmieścili. Wystrój salonu ma akcenty myśliwskie, bo Krzyś to zapalony łowca.

Myślistwo zaczęło się od psów. Kupiliśmy pięknego ogara, z którym jeździliśmy po polskich i międzynarodowych konkursach - a gros z nich wygrał - i w ten sposób poznaliśmy myśliwych. Nawiązaliśmy kontakty i Krzyś połknął bakcyla.

Działalność Krzysia w Bractwie Kurkowym popieram od początku. Sporo jeździłam na wyprawy bractwa z rodzinami. Byliśmy w Ameryce, w Australii, w Meksyku. Krzyś jako król też musi zorganizować jakąś wyprawę i uchylę rąbka tajemnicy - myślimy o Japonii.

Męża nigdy za dużo w domu nie było, ale teraz - gdy jest królem kurkowym - będzie go jeszcze mniej. Jeden z jego poprzedników wyliczył, że w ciągu roku miał 320 wyjść reprezentacyjnych - w stroju galowym, czyli kontuszu. Czasem kilka w ciągu jednego dnia. Pewnie trochę ograniczy czas na polowania. Najbardziej z intronizacji Krzysia cieszą się nasze wnuki. Chodzą na uroczystości, noszą do szkoły zdjęcia. Są bardzo dumne z dziadka.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie