Ekstraklasa, sezon 2009/2010. Pan jest asystentem trenera Jacka Zielińskiego w Lechu Poznań, drużynie która sięga po mistrzostwo. Wraca pan myślami do tego czasu?
Czy często o tym myślę? Raczej nie, ale ten temat i tak wypływa w różnych sytuacjach, czy to przy meczach Lecha, czy spotkaniach z różnymi kolegami ze środowiska. Jest to mój największy zawodowy sukces, ale trzeba pamiętać, że ja byłem częścią tej drużyny, sukces jest wspólny.
Zawodowo najlepszy czas?
Myślę, że tak. Ciężko szukać na naszym polskim podwórku większego sukcesu. Mistrzostwo Polski to taka wisienka na torcie. Ogólnie trener, jeżeli lubi i szanuje swoją pracę, to musi mieć satysfakcję z każdej pracy. Czy pracuje w wyższej lidze, czy w niższej, musi mu to sprawiać przyjemność.
W tym samym sezonie Robert Lewandowski sięgnął po koronę króla strzelców. Jaki to był wówczas piłkarz?
Nieprzypadkowo zdobył tytuł króla strzelców. To już wtedy był jeden z najlepszych polskich piłkarzy. To było widać, słychać i czuć (śmiech). Nie staje się tak nagle piłkarzem światowego formatu. Roberta pamiętam jeszcze z wcześniejszych lat, z drugiej i pierwszej ligi, gdy grał w Zniczu, a ja byłem trenerem Motoru Lublin. Różnie wtedy bywało, najczęściej kończyło się tym, że... strzelał nam gola. Widać było, że niewiele mu brakuje, żeby był wyżej.
Krąży anegdotka, że była opcja, aby Lewandowski został wypożyczony ze Znicza do... Izolatora Boguchwała.
Tego nie słyszałem (śmiech). Ale wówczas chcieliśmy go wziąć do Motoru, jednak był poza naszym zasięgiem. Na pewno było sporo opcji, bo wyróżniał się od samego początku. On wtedy studiował na dziennych studiach na AWF-ie, starał się mocno iść do góry w piłce, ale nie zaniedbywał też innych rzeczy. Jego rozwój psychiczny też miał wpływ na to, że awansował na wyższy poziom. Swoją drogą, w pewnym sensie przyczyniłem się do tego, że Lewandowski znalazł się w Lechu. Jako trener Motoru, znałem się z Markiem Pogorzelczykiem, ówczesnym dyrektorem sportowym Lecha. Byliśmy z drużyną na zgrupowaniu we Wronkach, a on zapytał mnie, czy mógłbym polecić kogoś z pierwszej ligi. Podałem dwa nazwiska: Robert Lewandowski i Sławomir Peszko. Oni chwilę później znaleźli się w Lechu, a ja po roku dołączyłem...
Po zdobyciu korony króla strzelców Lewandowski przeszedł do Borussii Dortmund.
Robert miał wtedy bardzo dużo propozycji, ale on już wcześniej wiedział, że to będzie Borussia i tej wersji się trzymał. Opcje były różne, nawet korzystniejsze finansowo dla Lecha. Robert się ukierunkował na ten wyjazd i systematycznie, ciężko pracował na to, żeby pojechać tam jako jeszcze lepszy piłkarz.
W 2020 roku Lewandowski został wybrany najlepszym piłkarzem roku na świecie. Jakie to uczucie mieć w CV pracę z takim zawodnikiem? Po latach inaczej się ogląda mecze Lewandowskiego?
Patrzy się z przyjemnością. Powiem tak – najbliżsi wiedzą, że miałem tę okazję pracować z Robertem Lewandowskim, ale jak sam pan wie – nie udzieliłem do tej pory zbyt wielu wywiadów na ten temat. Jest to jednak bardzo miłe uczucie. To człowiek, który chciał coś osiągnąć i od początku był nastawiony na sukces. Z takimi ludźmi miło się pracuje, to sama przyjemność. Oczywiście, też zdarzały się też trudniejsze momenty, ale jesteśmy ludźmi, mamy lepsze i słabsze momenty.
Piłkarze w kolejnych klubach podpytywali o ten czas i Lewandowskiego?
Różnie bywało. Czasami zapytają, czasami wynika to z kontekstu rozmowy. Jednak prawda jest taka, że pracując z drużyną w czasie rzeczywistym, nie opowiada się ciągle tego samego. Z zawodnikami skupiamy się przede wszystkim na bieżącej pracy.
A po tych 11 latach mecze Lecha pan chętnie ogląda? Sentyment pozostał?
Tego się nie zapomina. Zresztą ja kibicuję wszystkim klubom, w których pracowałem. Czy to będzie Lech, Sandecja, Motor, Stal czy Wisłoka... W miarę możliwości śledzę, sprawdzam wyniki.
Przeszedł pan zakażenie koronawirusem, chciałbym więc spytać o pana zdrowie.
Dziękuję. Dotknęło to wielu Polaków, tak samo i mnie. Był moment mniej ciekawy, ale w tej chwili powoli wszystko wraca do normy.
Jesteśmy na Facebooku
Były piłkarz Lecha i Widzewa Marcin Zając skończył 45 lat. Ż...
ZOBACZ TAKŻE - Wiesław Gołda i trudna dola trenera w niższych ligach [WIDEO]
