Za ten skok po latach dostał karę czterech i pół roku więzienia, teraz okazało się, ze ciąży też na nim wyrok radomskiego sądu za paserstwo, nielegalne posiadanie broni kradzieże z włamaniami do aut. W sumie jego przestępcza działalność trwała w Polsce 4 lata od 2001 do 2005 r., teraz mężczyzna na stałe mieszka we Francji.
Do skoku na garbarnię doszło w Niepołomicach doszło o godzinie 3. 25 w nocy z 1 na 2 kwietnia 2001 r.. Bandyci w kominiarkach wpadli do stróżówki i obezwładnili jej pracowników. Użyli gazu w stosunku do dozorcy Stanisława O., skuli go kajdankami, zarzucili kurtkę na głowę, a gdy próbował się bronić dostał kijem.
Bezpieczeństwa garbarni pilnowało trzech dozorców. Gdy napastnicy w portierni obezwładnili Stanisława O. rzucili się na jego kolegę. Z nim też nie mieli kłopotów. Nieopatrznie jeden ze sprawców rzucił do drugiego: „Bolek”.
Także trzeci z dozorców, został obezwładniony. Potem sprawcy trafili w pokoju gościnnym na dwóch pracowników. Jednemu zarzucono kołdrę i przygnieciono rurką. - Leż spokojnie to nic się nie stanie - usłyszał tylko i ani drgnął ze strachu. Drugi próbował wierzgać, ale odwaga go opuściła na widok zamaskowanych typów.
Zaatakowani pozwolili zaprowadzić się do łazienki, gdzie ich przykuto do rury kanalizacyjnej. O 3.50 do pracy przyjechał kierowca. Chciał podbić kartę zegarową, ale obezwładniło go czterech rosłych panów. Związali kablem, zarzucili kurtkę na głowę. Trafił tam, gdzie był trzeci z dozorców.
Podejrzany hałas usłyszał palacz. Bandyci nie mieli pojęcia o jego istnieniu. Mężczyzna pierwszy ich zauważył i postanowił działać. Policzył, że zamaskowanych bandytów było co najmniej sześciu. Zadzwonił do oczyszczalni ścieków po drugiej stronie ulicy i poprosił o pomoc. Pojawiła się policja i funkcjonariusze dostrzegli białe iveco i latarkami zaczęli dawać sygnały do zatrzymania. Reakcja kierowcy wskazywała, że ma coś na sumieniu Przyspieszył, ale z nerwów nie zapanował nad pojazdem i uderzył w słup trakcji elektrycznej. Słup się złamał, trakcja została zerwana, a z szoferki wyskoczyło dwóch mężczyzn. Policjanci zrezygnowali z pościgu, bo musieli zabezpieczyć teren z uwagi na uszkodzony słup trakcji.
Okazało się, że furgonetka użyta do napadu została skradziona z parkingu w woj. świętokrzyskim, około 140 km od Niepołomic. W rozbitym aucie odkryto nożyce do metalu, odzież, chusteczka do nosa oraz 4100 m kw. skór. Pies tropiący znalazł kominiarkę. Pobrano z nich próbki włosów i zapachów.
Kluczowa do wyjaśnienia sprawy okazała się analiza połączeń telefonicznych z aparatów, które bandyci mieli przy sobie. Ich logowania wskazały, że przyjechali z Radomia. Kilka miesięcy po skoku na garbarnię zatrzymano członków radomskiej bandy: Huberta S. i Roberta K. Daniel S. wpadł dopiero dwa lata później. Za kratki trafili też Sebastian M., Marcin M. i Stefan K. Wyszło na jaw, że niektórzy z nich wcześniej pracowali w garbarni w Radomiu lub handlowali skórami.
W mieszkaniu Sebastiana M. odkryto wydruk komputerowy, zawierający listę garbarni w terenu kraju, był tam też obrabowany zakład z Niepołomic. Wszyscy sprawcy zaprzeczali zarzutom i nie przyznawali się do winy. Mówili, że nigdy w życiu nie byli w Niepołomicach. Jeden ich wyrok uchylono, potem osobno prowadzono postępowanie wobec niektórych oskarżonych, unikali sali sądowej i dopiero teraz po 18 latach usłyszeli wyroki.
Prokuratura zarzucała mężczyznom rozbój z użyciem niebezpiecznych przedmiotów, czyli kijów bejsbolowych i rabunek skór za 400 tys. zł, ale sąd w wyroku przyjął, że był to zwykły rozbój z użyciem metalowych rurek i zwykłych kijów. Zgodnie z wyliczeniem zrabowany towar wyceniono na 287 tys. zł.
W mieszkaniu jednego ze sprawców znaleziono łom, który zidentyfikowano jako użyty do rozbicia drzwi, w aucie i w garbarni odkryto włosy oskarżonych, a ich zapach na kominiarce i chusteczce do nosa znalezionej w furgonetce.
Hubert S. przekonywał potem, że od dwóch lat używa tylko chusteczek higienicznych, ale sąd mu nie uwierzył. Także z analizy połączeń telefonicznych wynikało, że kontaktowali się ze sobą 40 razy już dwa tygodnie przed dokonaniem skoku.
Z zapisków w domu Roberta K. wynikało, że to on ma przestępczy pseudonim „Bolek”. Hubert S. dostał trzy i pół roku więzienia, Daniel S. i Marcin M. po 4 lata, a Robert K. cztery i pół roku. Sebastian M. usłyszał dwa lata w zawieszeniu na 4 lata, a Stefan K. zmarł przed końcem procesu. Wyroki są prawomocne. Teraz Robertowi K podwyższono wymiar kary łącznej do lat 6.
FLESZ - Owoce prosto z krzaka groźne dla zdrowia!
- Nie pomogła im nawet Magda Gessler. Oto knajpy, które upadły
- Pol'and'Rock Festival tuż-tuż. A tak wyglądały kiedyś Przystanki Woodstock!
- Tak wyglądał Kraków u schyłku II wojny światowej [GALERIA]
- Tak wyglądają porodówki w naszych szpitalach. Zobacz zdjęcia
- Nie jedz tego! Te produkty zostały wycofane przez GIS
- Jak odpoczywają piłkarze Wisły? [PRYWATNE ZDJĘCIA]
