Skoki Zakopane 2021. Wojciech Fortuna: Adam Małysz to wielki kozak, ale dla mnie najlepszy jest Kamil Stoch

Artur Bogacki
Artur Bogacki
Wojciech Fortuna czeka na kolejne sukcesy Kamila Stocha
Wojciech Fortuna czeka na kolejne sukcesy Kamila Stocha Polska Press
Mistrz olimpijski w skokach narciarskich z 1972 r. Wojciech Fortuna ocenia formę Polaków w tym sezonie i prognozuje dobre wyniki w Pucharze Świata w Zakopanem 2021. W sobotę na Wielkiej Krokwi konkurs drużynowy, a w niedzielę indywidualny.

Jak ocenić skoki Polaków w tym sezonie? Zwycięstwa odnosili Dawid Kubacki i Kamil Stoch, na podium był też Piotr Żyła.
Mają dobre wyniki, widać, że forma jest, a jeszcze nawet rośnie. W tym wszystkim trzeba mieć jednak także szczęście, którego brakowało choćby Kamilowi. W takich warunkach, jakie miał ostatnio (w drugim konkursie w Titisee-Neustadt - przyp.), nie "odleciałby" nawet Granerud (lider klasyfikacji PŚ - przyp.). Co do wiatru, to za moich czasów nie było tych wszystkich wskaźników, w locie czułeś, co z tego będzie. Teraz dochodzi ta austriacka matematyka, przeliczanie punktów, różnie kombinują.

Z polskich skoczków można teraz kogoś wyróżnić?
Najbardziej doświadczonym, utytułowanym i najlepszym skoczkiem w 100-letniej historii jest dla mnie Kamil Stoch. Kubacki i Żyła też są w formie, dochodzą również inni, którzy potrafią ładnie skoczyć. Najważniejsze jest to, że takich zawodników mamy kilku. Gdy jednemu w danych zawodach nie idzie, to następny go zastępuje, to jest siła polskiej reprezentacji. Bardzo mnie cieszy, że w kadrze jest Andrzej Stękała i prezentuje dyspozycję sprzed kilku lat. Ostatnio do dobrych skoków wrócił Jakub Wolny. Jest ok. Trzeba pamiętać, że to nie są "małolaty", tylko zawodnicy z doświadczeniem i tytułami.

Czego spodziewa się Pan po niedzielnym konkursie w Zakopanem? Kibicom marzy się polskie podium...
Myślę, że to będą dla nas bardzo dobre zawody. Ci, co mieli odpaść, już odpadli, zostali najlepsi. Dobrze by było, aby to polskie podium wywalczyć w Zakopanem, bo to wyjątkowe miejsce. Myślę, że możemy na nie liczyć nie tylko tutaj, ale też w innych konkursach w tym sezonie, do Planicy (finał PŚ - przyp.) będzie jeszcze dużo szans. Przecież ostatnio mieliśmy po pierwszej serii czterech w piątce (w pierwszych zawodach w Titisee-Neustadt 9 stycznia - przyp.).

Trzeba się postarać, żeby taka forma utrzymała się przynajmniej do mistrzostw świata w Oberstdorfie, tam powalczyć możemy o medale indywidualnie i w drużynie. Kadrę mamy bardzo mocną.

Co Pan sądzi o Andrzeju Stękale? Kilka lata temu był wielką nadzieją skoków, później zniknął, a teraz jest bardzo mocnym punktem naszej ekipy.
To nie jest zawodnik, który nagle spadł nam z nieba. Był kiedyś w kadrze, wtedy coś nie wyszło i nie brali go na zawody. Cały czas trenował, równocześnie pracował jako kelner, a teraz dostał kolejną szansę. On kocha sport, widać, że skoki go cieszą, do tego ma wielką motywację. Jest młody, bardzo zdolny, uważam, że z konkursu na konkurs robi postępy. Chciałbym, żeby wreszcie stanął na podium, bo na to zasługuje.

W Pucharze Świata Polacy są w czołówce, ale przewaga lidera Halvora Egnera Graneruda w klasyfikacji generalnej jest duża. Myśli Pan, że można go jeszcze dogonić?
Mówię, że Polacy są najlepsi na świecie, ale przecież to tego grona zaliczyć też trzeba Graneruda. Wygrał już sześć konkursów, to nie przypadek. Jeśli nic złego się nie zdarzy, to nadal będzie na wysokich miejscach, trudno mówić teraz zdecydowanie, że ktoś go dogoni. No chyba, że nie będzie miał tyle szczęścia co dotychczas, bo bywają takie warunki do skakania, że nawet on daleko nie poleci.

Rok temu zawody Pucharu Świata na Wielkiej Krokowi wygrał Kamil Stoch, ostatnio zwyciężył w trzech kolejnych konkursach. Gdyby miał Pan wybrać faworyta, to byłby on?
Ja zawsze stawiam na Kamila, przemawia za nim doświadczenie. Wiele zależy od warunków. Jeśli będą równe dla każdego, to wygra najlepszy, a jak będzie różnie wiało, to decydować będzie ta austriacka matematyka, o której już mówiłem. A z nią wiążą się dziwne kombinacje.

Główny rywal to Granerud?
Tak, on nie odpuści. Już pokazał, że jeśli na korzystne warunki, to leci bardzo daleko. Są też inni zawodnicy, także w naszej kadrze, którzy też potrafią to wykorzystać. Ale jak będzie wiało metr na sekundę w plecy, to nikt nic nie zrobi.

Kamil Stoch ma 39 zwycięstw w Pucharze Świata, ostatnio dogonił w tej klasyfikacji Adama Małysza. W Zakopanem może go wyprzedzić. Jak Pan podchodzi to takich statystyk?
Ja nie patrzę na to jak dziennikarze. Powtarzam cały czas, że najlepszym polskim skoczkiem w historii jest Stoch. Dla mnie liczą się tytuły, a tych Kamil ma najwięcej. Przecież zdobył trzy złote medale olimpijskie. Małyszowi nie chcę niczego odbierać, dla mnie to też wielki kozak, ale w tej klasyfikacji jest niżej. Uważam, że Kamil nie musi nic nikomu udowadniać. Niemniej, w mojej ocenie, dołoży to czwarte złoto (po tyle triumfów w IO mają Simon Amman i Matti Nykaenen - przyp.), a może i więcej. Będzie miał za rok w Pekinie trzy szanse - dwie indywidualne i jedną drużynową. A nasza drużyna jest teraz bardzo mocna, nie sądzę, by straciła formę i za rok była słaba.

Trener Michal Doleżal może być zadowolony z tego, że coraz więcej zawodników punktuje, w tym sezonie już 11, a także, że licznie jesteśmy w czołowej "10". Szkoleniowiec ma kontrakt do przyszłorocznych igrzysk. Powinniśmy wcześniej zabiegać o zatrzymanie go?

Tak. Zawodnicy bardzo go lubią. To bardzo doświadczony trener, choć jeszcze młody. Według mnie - jeden z najlepszych na świecie.

Wcześniej był asystentem Stefana Horngachera, którego też zaliczam do najlepszych, a jak pokazują wyniki, nauka nie poszła w las. Czesi dobrze się spisują w skokach. W moich czasach mieli świetną pakę, wzorowałem się na Raszce, mieli też kilku innych kozaków.

A Pan jakie ma wspomnienia ze skoczni w Zakopanem?
Na Wielkiej Krokwi mógłbym skakać, jak się to mówi, z zawiązanymi oczami. Uwielbiałem tę skocznię. Myślę, że podobnie mogliby się teraz wypowiedzieć obecni reprezentanci, bo też dobrze ją znają. Na niej i na Średniej Krokwi długo trenowaliśmy przed igrzyskami w Sapporo, czasem i 10 skoków przed południem, a potem 5-6 kolejnych. Malinka w Wiśle była zupełnie inna, nazywaliśmy ją "grzędą". Nie było schodków, przez teren skoczni przebiegała droga.

Odpadamy, jedziemy do domu. "Studio Kadra" po meczu Polska - Szwecja

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie